„Wątek miłosny jest bujny i gorący jak słonce Afryki” – wywiad z Ewą Lenarczyk

Obrazek artykułu
Wywiad z Ewą Lenarczyk, autorką współczesnego romansu podróżniczego z przesłaniem – „Pod innym niebem”. Ta książka jest w stanie dać siłę i nadzieję każdej kobiecie.

Ewa Lenarczyk jest autorką, która oddała w ręce czytelników już wiele książek, i z pewnością dość szybko pojawią się kolejne. Tym razem ukazał się współczesny romans podróżniczy „Pod innym niebem”. Jest to powieść z przesłaniem, która siłę i nadzieję wszystkim przeciętnym „myszkom”.


Oczywiście jak na romans przystało „wątek miłosny jest, bujny, a nawet burzliwy i gorący jak słonce Afryki”.


Pani Ewo, wielu czytelników już zdążyło Panią poznać, ale z pewnością nie wszyscy. Stąd pytanie, czy dla tej grupy zechciałaby Pani pokrótce przedstawić swą osobę. Zdradzić, co porabia Pani na co dzień i czym prócz pisania się interesuje?


Oczywiście, ale tylko odrobinę, bo nie lubię opowiadać o sobie. Trzeba pozostawić dla siebie trochę świata prywatnego. Wystarczy, że w książkach,  po części sprzedaje siebie. Swoje myśli, spostrzeżenia. Rzeczy i świat, który mnie otacza. Zdradzę, że jestem od niedawna emerytką, co mi się bardzo podoba, ale jeszcze poza pisaniem trochę pracuje właściwie dla zabawy w marketingu sieciowym Polskiego Kolagenu.


Pasją jest również zwiedzania, poznawanie świata i Polski, co na pewno odbija się w każdej mojej książce. Prowadzę też blooga „Mój świat" o podróżach i nie tylko.

 

Napisała Pani już wiele powieści. A czy pamięta Pani moment, w którym rozpoczęła się przygodę z pisaniem? Proszę zdradzić, co sprawiło, że jako kobieta z wykształceniem medycznym „przekwalifikowała się" Pani na pisarkę?


 W moim życiu były jeszcze inne zawody, ale to już poza mną. Pisanie raczej traktuje jako rozrywkę i takie małe wyzwania. Myślę jednak, że wyuczony zawód wiąże się z pewnego rodzaju empatią. Lubię ludzi, obserwuje ich i pisze dla ludzi. Recenzenci czasami mi zarzucają, że pisze prostym językiem, ale tworzę właśnie dla prostych, zwyczajnych ludzi. Profesorowie i doktoranci, chociaż też kochają, raczej rzadko sięgają po tego typu literaturę, a może się mylę?


Moment, kiedy zaczęłam pisać? Zastanawiam się, ale z tym trudna sprawa. Właściwie od zawsze wymyślałam jakieś historyjki, a potem różne bajki pisałam jeszcze w podstawówce. W liceum były już opowiadania, a pierwszą powieść napisałam w stanie wojenny. Wyłączali światło, nie było co robić, więc pisałam. Lepsze, gorsze, ale do szuflady. Cześć ich zniknęło bezpowrotnie, ale w końcu, dosłownie pod naporem znajomych, jako dojrzała kobieta odważyłam się wydawać „Zojdę z Bieszczad".

 

Warto także zapytać, czy po napisaniu tylu książek, łatwiej pisze się Pani kolejne? Ciekawi również, czy zdarza się Pani popadać w „pisarską rutynę"? Podobno twórczość literacka może być prawdziwie przyjemną pasją lub wypracowanym, mozolnym zajęciem. A jak jest w Pani przypadku?


Pisanie raczej mnie bawi, już podałam, że uważam tworzenie przeze mnie książek za pewnego rodzaju wyzwanie. Coś mi się ubzdura w głowie, coś zobaczę, usłyszę i sama się z siebie śmieje „Czy dam radę taki, czy taki, temat ująć, żeby nie był nudny?". Właśnie nudy w książce i powielanie tematów najbardziej się obawiam. Jak na razie chyba mi się udaje, bo każda książka, chociaż jest o miłości, ale w różnych światach, z innymi bohaterami, w innych miejscach, które mogę pokazać czytelnikom.  Dzięki takiej różnorodności tematów sama sporo czytam i uczę się, ale też dobrze bawię, więc dla mnie pisanie nie jest mozolną sprawą, a zabawą i miłą pasją.


Niedawno ukazała się kolejna Pani książka, „Pod innym niebem". Jest to współczesny, podróżniczy romans. Zawsze zaskakuje Pani doborem gatunku i opisaną historią. Proszę zdradzić, na jakie wrażenia czytelnicy mogą liczyć tym razem oraz, jak narodził się pomysł na tę powieść?


Kolejne bardzo trudne pytanie, skąd pomysł? Przyznam, że ta powieść była dość dawno napisana, a z wydaniem czekałam, żeby polecieć do RPA i naocznie sprawdzić swoją wyobraźnię. Może nie całkiem wyobraźnie, bo opisy tworzyłam na podstawie zdjęć znajomych, którzy tam byli oraz z Internetu. Niestety nie polecę, nie zobaczę RPA z różnych powodów, więc postanowiłam tę powieść wydać, bazując na wyobraźni. Chyba całkiem nieźle mi to wyszło, bo w jednej z recenzji przeczytałam, że; „książki się nie czyta, tylko ogląda jak film". Wrażenia, na pewno będą różne. Lęk przed ośmieszeniem się bohaterki, lęk przed dużymi pieniędzmi, lęk przed nieznanym światem i odpowiedzi,  jak sobie z tym wszystkim poradzić.

 

Fabuła „Pod innym niebem" pozwoli nam poznać skromną czterdziestoletnią Dorotę, która nieoczekiwanie odziedziczy po prababce majątek. Fortel losu polega na tym, że przyjęcie schedy będzie oznaczało dla Doroty konieczność przeniesienia się wraz z córką z rodzimego Gdańska, aż do RPA. Nie będzie więc to mała, lecz olbrzymia zmiana, która odmieni całe jej życie. Dlaczego zdecydowała Pani „wyprawić" bohaterkę na drugi koniec świata?


Tu odpowiedź będzie prosta. Skoro zmieniać życie bohaterki, to całkiem i we wszystkim. Nie dość, że się dowiedziała, iż jest pół krwi Niemką, że pieniądze będą bardzo duże, a ona prawie całe życie była biedna jak mysz kościelna. W dodatku pieniądze są niejasnego pochodzenia i jeszcze, żeby utrudnić, wywiozłam ją tam, gdzie Boże Narodzenie jest w upalne lato, a pieniędzy nie można zabrać do Polski. Mężczyzna też jest inny, więc przewrót życiowy na całego. Pewnie Pani zapyta, po co takie zwariowane przeszkody? Niby błaha sprawa, okrzyczana, ale kładąc komuś kłody pod nogi łatwo pokazać siłę takiej skromnej czterdziestolatki. Przysłowiowy babski upór w dążeniu do celu. Siłę kobiecości.

 

Dla wielu czytelniczek wątek miłosny będzie najważniejszy. Proszę uchylić rąbka tajemnicy i zdradzić, czy miłość, która pojawi się w życiu Doroty, dostarczy im płomiennych wrażeń, i rozbudzających zmysły emocji?


Już dawno jestem zaszufladkowana, jako pisarka romansowo obyczajowa, więc wątek miłosny jest, bujny, a nawet burzliwy i gorący jak słonce Afryki. Znacząco też zróżnicowany z zimnym, polskim partnerstwem, jaki bohaterka doznała w kraju ojców.

 

Perypetie Doroty będą rozgrywać się w odległym, odmiennym kulturowo dla Polaków, RPA. Opisane zostało wiele fascynujących szczegółów na temat tego kraju, który czytelnicy będą mogli poznać nieco bliżej. Czy przybliżenie realiów panujących w RPA, było planowanym zabiegiem, czy jest jedynie intrygującym „dodatkiem" i tłem do historii bohaterki?


Jedno i drugie. Mówiłam, że pisanie powieści jest dla mnie wyzwaniem, bo nie wszędzie tam byłam, gdzie wysyłam moje bohaterki. Mam kilku znajomych, którzy wyemigrowali do RPA, sporo opowiadali, więc kraj wydawał mi się kontrastowy z naszym. Przy okazji sporo się naczytałam i wyobraźnia została na tyle rozbudzona, że na podstawie opowieści i zdjęć byłam w stanie stworzyć tło do innej miłości. Takie wyzwanie dla Doroty i dla mnie.


Czy odpowiadają realiom, niedługo się dowiem, bo dwie książki już poleciały do naszych emigrantów w RPA. Może również, ktoś z czytelników był i będzie miał wspomnienia, albo kiepskie wrażenia. Kwestia kto, jak i na co patrzy.

 

Każdy, kto pozna, Dorotę, początkowo odniesie wrażenie, że jest to zwyczajna, polska czterdziestolatka. Może nawet „szara myszka", bo skromna Dorota nie wyróżnia się niczym szczególnym. Oczywiście do czasu, aż będzie musiała odnaleźć się w RPA. Wówczas dowiedzie, że dla kobiety, która uprze się, że da radę, nie ma rzeczy niemożliwych. Czy uważa Pani, że czytelniczki mogą się inspirować bohaterką, i dzięki temu przypomnieć sobie, że „słaba płeć" ma ogromną siłę?


Dokładnie, tak. Chciałam, żeby ta niby bzdurna, romansowa powieść miała właśnie takie przesłanie. Jesteśmy silne, na przestrzeni wieków zawsze byłyśmy i ze wszystkim potrafimy sobie dać radę. Takie trochę feministyczne podejście, ale chyba bardzo życiowe i budujące. Chciałabym, żeby książka właśnie tak była odbierana, żeby dawała siłę i nadzieje wszystkim tym przeciętnym „myszkom". Świat nie zawsze jest szary, a paskudny kocur może być kochającym mężczyzną i wiele zależy od nas samych, od naszej siły i dążeń.

 

Szczegółów nie można zdradzać. Warto jednak zapytać, w jaki sposób chciałaby Pani zachęcić jeszcze niezdecydowanych do lektury?


Prostym stwierdzeniem. Każdy chce kochać i być kochanym, obojętnie czy młody, stary. Czy biedny w Polsce, albo na Antarktydzie, czy jak bogaci biznesmeni gdzieś w Kalifornii, albo w RPA i każda miłość jest piękna. Mam nadzieje, że pomimo zawirowań życiowych, jakie wymyśliłam bohaterce, pokazałam jednak piękną miłość i dla niej warto żyć.


W Pani przypadku nie można zakładać, ze z czasem nie pojawi się kolejna książka. Może istnieje już jakiś zamysł?


Oczywiście. Podpisałam już umowę, więc za pół roku będzie, tym razem współczesny romans kryminalny „Za moje krzywdy". W tej dziedzinie jeszcze nie działałam, ale było kolejne wyzwanie i przyznam się, że nawet dałam się aresztować, oczywiście fikcyjnie. Poczułam jednak na własnej skórze, a może bardziej w psychice atmosferę „dołka". Popatrzyłam w oczy poszkodowanej osobie, która w chwili wielkiego wzburzenia byłaby w stanie zabić za krzywdę, jaką jej wyrządzono.


 W kolejce wydawniczej czeka współczesny romans „Po szczeblach drabiny", czyli kariera od wsiowej dziewuchy, do pani na salonach, a obecnie postawiłam sobie kolejne wyzwanie. Miłość i historia. Akcja powieści będzie się zaczynała w 1666 roku. Nic więcej nie zdradzę, bo nie wiem, czy coś z moich zamierzeń wyjdzie.

 

Kończąc, należy podziękować za udzielone odpowiedzi i zapytać, czego można życzyć Pani na przyszłość?


Jestem już w pięknym wieku, więc tylko zdrowia i fantazji. Zresztą i z życiowym doświadczeniem na pewno sobie poradzę.

 

Od 2 do 10000 znaków

Znajdź nas na Facebooku

Partnerzy

Subiektywnie o książkach
Dwumiesięcznik SOFA
Wydawnictwo Psychoskok
Wydawnictwo MG
Kuźnia Literacka
Zażyj Kultury
Fundacja  Polonia Union
Kulturalne rozmowy