„Młodości! dodaj mi skrzydła!”

Okładka
Jako czytelnicy możemy czuć się wyróżnieni, że autor zaprasza nas w swą przeszłość i zamierza serdecznie ugościć. Lekkie pióro, nie pozbawiło bowiem całości „wspomnieniowego czaru”,

Młodością zachłystywało się wielu, i wielu o niej pisało, dlatego Zdzisława Brałkowskiego autora książki„Młodości szczęśliwa”, pionierem tego obszaru określić nie możemy, ale kolejnym piechurem, który z lubością powraca na stare śmieci, na pewno. Zdzisław Brałkowski przeżył naprawdę sporo, sprawdzając się w różnych rolach i sytuacjach na przestrzeni lat, a teraz pragnie zabierać czytelników w swego rodzaju podróż w czasie.


„Młodości szczęśliwa” to zbiór naprawdę lekko napisanych opowiadań. Narratorem, co wielu pewnie nie zdziwi jest autor, który wspomina dzieciństwo i młodość, która miała miejsce w latach 60. i 70. XX wieku. Oczywiścienapisanego z przymrużeniem oka zbioru nie możemy zestawiać z mickiewiczowską „Odą do Młodości”, ale uważni, potrafiący czytać między wierszami wczytując się w treść zyskają pewność, że „przebrzmiała” młodość, która dziś jest jedynie wspomnieniem to dla autora przestrzeń o niebywałym znaczeniu.


Nawet sam tytuł „Młodości szczęśliwa”, choć pozbawiony wykrzyknika zdaje się wołaniem, bo przecież mogła by być zwykła, szczęśliwa młodość, albo młodość szczęśliwa, a jest„Młodości szczęśliwa”… Zresztą potwierdzeniem znaczenia wspominanej młodości pozostaje fakt, że zgodnie z zapowiedzią jest to pierwsza książka z planowanego cyklu „Zza zasłony czasu”.


Jako czytelnicy możemy czuć się wyróżnieni, że autor zaprasza nas w swą przeszłość i zamierza serdecznie ugościć. Lekkie pióro, nie pozbawiło bowiem całości „wspomnieniowego czaru”, który sprawia, że odczujemy klimatówczesnego czasu. W tle przewija się historia miasta Grudziądza, w którym wychował się autor, ale opisywane sytuacje z łatwością „przeniesiemy” w każde inne miejsce na terenie Polski, a momentami świata.

Lata 60. i 70. XX wieku, z pewnością do najłatwiejszych nie należały, ale autor nie próbując nawet zestawiać, czy porównywać wczoraj z dziś zdaje się mej lub bardziej celowo niektórych faktów nie pamiętać. Dla czytelników powinien być to atut pozycji, która zamiast pełnej nostalgii, dawnych żali i smutków, opasłej księgi, przyjęła formę lekkiego, przesyconego humorem zbioru opowiadań, które czyta się naprawdę szybko, momentami dochodząc do wniosku, że jednak było całkiem fajnie;)


Opowiadania obejmują okres kilkunastu lat życia autora, dlatego zaczynajączytanie poznajemy prawie dziewięcioletniego chłopca, który z czasem „przeobraża się” w uczęszczającego do szkoły średniej młodzieńca. Jak wiadomo wiek ma swoje prawa, więc i problemy bywają różne. Na początek wyruszymy na kolonie dla dzieci wojskowych, poznamy żołnierzy odbywających obowiązkową służbę wojskową, i pobawimy się niebezpiecznymi materiałami jak świece dymne. Dziś podobne sytuacje nie miałyby racji bytu, ale dawniej…


W tym miejscu pobudzający wyobraźnie cytat. Komandos rozeźlony okrutnie niesfornością  dzieciaków, którym marzy się pistolet,  stosownie ich upomina. Uwaga! Zestawiają dawniej z obecnie na pewno zauważymy, że dziś podobna sytuacja mogłaby nieciekawie skończyć się dla komandosa, który grozi dzieciom, i przy okazji nie widzi problemu, by brały w ręce świece dymne;)


„– Czyście chłoptasie z konia spadli?! Coście wymyślili?!

Pistolet?! Pistolet to nie świece! Za takie coś powinienem wam tyłki pasem sprać! – komandos aż się zatchnął z zaskoczenia i zdenerwowania.”


Temat świec będzie obecny dość długo ponieważ zostaną one potajemniezabrane do domu, i „odpowiednio” wykorzystane. Oczywiście dzieciństwo to czas na zabawę, więc na pewno nie będziemy się nudzić na podwórku, bo dziecięca wyobraźnia nie zna granic, bez względu na miejsce i czas. Wielu starszych czytelników z pewnością powspomina samych siebie słysząc takie hasło jak SKO, a młodzież będzie musiała poprosić, by rodzice wyjaśnili czym była Szkolna Kasa Oszczędnościowa. Zresztą młodzież sięgająca po tę książkę może też zapytać: dlaczego dzieciaki uważały, że dwója to totalna tragedia, i nie buntowały się wobec sytuacji jakie opisuje poniższy cytat:


„Oduczę was zmowy i kłamstwa! Wszyscy wystąp i pod tablicę. W dwóch rzędach! Ledwie się ustawiliśmy, usłyszeliśmy komendę – lewe ręce do przodu!

W dłoni wzburzonej geografki znowu pojawił się pięćdziesięciocentymetrowy, drewniany liniał z twardym plastikiem wzdłuż krawędzi. Lekko się zatrwożyłem. Znaliśmy ten  „argument siły”, niejeden z nas już wcześniej zapoznał się z nim. Uderzenie jego płaską częścią w dłoń porządnie piekło delikwenta. Nauczycielka podeszła do kolegi stojącego jako pierwszy w rzędzie, zamachnęła się i energicznie kantem liniału uderzyła w jego dłoń. Przenikliwe – auu!!! – zmroziło nas wszystkich. Struchleliśmy. Kantem! Kantem uderzyła, nie na płask! Kolejne biedaczyska, stojące w szeregu, nie miały czasu na zbyt długie rozmyślania. Powietrze zaczęły przecinać, następujące po sobie jak staccato, głośne okrzyki bólu – auu! Auu! Auu! – Tylko po wysokości tonu cierpiętniczych wrzasków rozróżniałem, kiedy przyszła pora na kolegę, a kiedy na koleżankę. Niektóre z nich od razu zaniosły się szlochem…”


Cała recenzja dostępna na: http://ksiazkanaprezent.info.pl/2016/05/17/mlodosci-dodaj-mi-skrzydla/


Od 2 do 10000 znaków

Znajdź nas na Facebooku