„Dla mnie butelka jest zawsze w połowie pełna, a nie w połowie pusta" - wywiad ze Zdzisławem Brałkowskim

Obrazek artykułu
Wywiad ze Zdzisławem Brałkowskim autorem lekkiej, wspomnieniowej książki „Młodości szczęśliwa”, skierowanej do dorosłych i młodzieży.

Początkowo Zdzisław Brałkowski publikował jedynie krótkie opowiadania na kanwie wspomnieniowej na swym blogu, z czasem zachęcony komentarzami czytelników zdecydował się spróbować zebrać całość w postaci spójnej beletrystycznej pozycji.


Jak wspomniał autor: 


”moje książki pozwalają właśnie "ocalić od zapomnienia" już minione czasy, ale jednocześnie są osnową, szkieletem, na którym mogę konstruować tekst już w beletrystycznej formie.”

 

 

Panie Zdzisławie, dzięki krótkiej notce biograficznej  wiemy, że jest Pan człowiekiem, który z pewnością „pracy się nie boi”. W końcu przed rozpoczęciem pracy w szkole zdołał Pan sprawdzić się w roli robotnika, elektryka, i zaopatrzeniowca. Pana biografia jest wielobarwna, dlatego warto zapytać, czy zechce Pan przybliżyć czytelnikom swą osobę, wyjaśnić jak to możliwe, że ostatecznie rozpoczął Pan prace z trudną młodzieżą, i zdradzić,  czy jest to zajęcie, które pozwala na realizację i spełnienie?

Człowiek jest homo faber, praca nas uczłowieczyła. Chyba jestem tego przykładem. Nigdy nie migałem się od niej, obojętnie - fizycznej czy umysłowej. Moja pierwsza praca po ukończeniu szkoły średniej była trochę przypadkiem - uprawiałem siatkówkę w lokalnym klubie "Stal". Mój trener był jednocześnie kierownikiem działu zbytu w fabryce i po ukończeniu technikum wziął mnie i kilku kolegów, swoich młodych zawodników, pod opiekuńcze skrzydełka również w pracy. Popracowałem jako robotnik fizyczny, co pozwoliło mi nabrać krzepy. Później zaoferowano mi trochę lepiej płatną pracę w wyuczonym zawodzie, więc zostałem elektrykiem, a jeszcze później zaopatrzeniowcem. Wtedy to pół Polski zjeździłem. Różne miałem przy tym, przygody... Zdarzyło się, że wyjechałem na dwa dni z jedną koszulą na zmianę, a wróciłem po miesiącu; to było wtedy, kiedy nagle telefony się popsuły, a pociągi zaczęły jeździć prawie puste... Trzeba było utrzymać rodzinę, więc jeszcze dorabiałem po pracy rozładowując wagony z węglem, nosząc worki, szkląc okna, pracując fizycznie w weekendy... Kiedy więc nadarzyła się możliwość pracy w stacjonarnym OHP za trochę wyższą pensję, nie wahałem się. Tam dopiero rozpocząłem prawie dwudziestoletnią, prawdziwą szkołę życia... Więcej nie zdradzę, dopóki nie opiszę w jednej z kolejnych książek. W międzyczasie ukończyłem studia na Uniwersytecie Warszawskim, uzyskałem również kwalifikacje nauczyciela. Zmieniłem pracę i od kilkunastu lat pracuję w szkole, dalej z taką samą młodzieżą. Czy to praca łatwa? Nie, jest trudna psychicznie, bardzo stresująca. Czy przynosi satysfakcję? Tak, kiedy udaje się uratować dziewczynę czy chłopca, wyprostować im ścieżki życiowe, a po latach za to dziękują. Jeden z takich uratowanych kiedyś mi napisał : "Panie Brałkowski, jak to dobrze, że pan mnie wtedy w dupę kopał, byłem jak cholera wściekły, a teraz panu za to dziękuję. Nie gniję w więzieniu". Oczywiście, to "kopanie w dupę" nie było dosłowne :) W załączeniu zdjęcie jego z rodziną na tle własnego warsztatu stolarskiego. Czyż trzeba mi więcej?

 

Do niedawna natłok obowiązków nie pozwalał Panu skoncentrować się na innych obszarach niż praca, ale ostatecznie udało się Panu rozpocząć spisywanie wspomnień w formie beletrystycznej i wydać książki. Czy tym samym możemy uznać, że chęć pisania drzemała w Panu od dawna i czekała z ujawnieniem na odpowiedni moment? A może potrzeba pisania narodziła się spontanicznie i stanowi odskocznię od codzienności?

Kiedyś przez głowę by mi nie przeszło, że będę pisał. Nie miałem zresztą wcześniej na to czasu. Napisałem, w związku z pracą w OHP, kilka artykułów do czasopisma branżowego, ukazały się bez poprawek i skrótów, ale to wszystko. Kilka lat temu założyłem bloga i zacząłem umieszczać krótkie opowiadania na kanwie wspomnień, żartobliwe komentarze polityczne oraz rymowane wierszyki. Czytelnicy po kilku miesiącach zaczęli mnie namawiać, abym spróbował napisać to w formie większej całości, już beletrystycznej. To była ta kropla, która przechyliła czarę. Efektem była pierwsza książka "Syberia, inny świat", która ukazała się w 2015 roku. Drugą jest właśnie "Młodości szczęśliwa". Tak, teraz już odczuwam przyjemność, kiedy mogę pisać. Robię to z przerwami - musi przyjść chęć, do tego pracuję jeszcze i pełnię kilka społecznych funkcji, które zmniejszają mój czas wolny. Nie wyobrażam też sobie "życia telewizyjno-kapciowego" - jeżdżę na rowerze, pływam, ćwiczę. Dzięki temu wiek metrykalny i biologiczny coraz bardziej się rozchodzi, jak ostrza nożyc. Nie narzekam, zostawiam to ponurakom i malkontentom. Dla mnie butelka jest zawsze w połowie pełna, a nie w połowie pusta.


 

Oczywiście musimy zapytać jakie miejsce w Pana życiu zajmuje poezja, ponieważ wiemy, że pisuje Pan fraszki, limeryki, satyriady?


Niektórzy uważają za poezję tylko wiersze białe i wolne - nierymowane, o ciężkich przeżyciach, dramatach, rozstaniach, nieudanych miłościach. Lubią to? W porządku, niech tak piszą. Ja zaś, dla odreagowania po pracy, piszę w większości lżejsze formy, rymowane. Taki mam charakter - jest czas na poważne sprawy, ale człowiek potrzebuje też chwili oddechu, krotochwili, zabawy, uśmiechu. "To dla zdrowotności", jak powiadają. Więc piszę fraszki czy limeryki z przyjemnością; oczywiście wtedy, kiedy najdzie mnie myśl, zajarzy się pod kopułką. Nic na siłę. Na szczęście pisarstwo to nie mój zawód, nie muszę pisać "na termin". Zdarza się, że tworzę teksty na zmianę - trochę prozy do nowej książki, trochę fraszek. Zdarzyły się też dwa czy trzy teksty do kabaretowych piosenek. Na razie same teksty. Część z tych utworów ukazała się w dwóch almanachach, a ostatnio już w autorskim tomiku.

 

Ponieważ wydane do tej pory książki możemy uznać za literaturę wspomnieniową, warto zapytać, czy spisywanie wspomnień ma dla Pana szczególne znaczenie? Czy próbuje Pan utrwalić minione chwile, uchronić je przed zapomnieniem, a może jedynie „wykorzystać” jako podwalinę książek, które pozwalają zerknąć na wczoraj z przymrużonymi oczami?

Wcześniej nie. Obecnie - tak. Widocznie potrzebny jest pewien dystans, spojrzenie wstecz, zauważenie przemijającego czasu. Wcześniej człowiek jest zaabsorbowany sobą, życiem tu i teraz, rodziną.  Moje pierwsze dwie książki... tak, pisane z przymrużeniem oka, gdyż tak lubię przekazywać swoje wspomnienia i przemyślenia... Planowane następne są retrospekcją, możliwością zadumy i uśmiechu dla starszych czytelników. Natomiast dla młodszych okazją do porównania ich dzisiejszego z życia z życiem ich rodziców czy dziadków. Jak wypadnie porównanie? To już zostawiam czytelnikom. Tak, moje książki pozwalają właśnie "ocalić od zapomnienia" już minione czasy, ale jednocześnie są osnową, szkieletem, na którym mogę konstruować tekst już w beletrystycznej formie.  Najczęściej z uśmiechem błąkającym się w kąciku ust... Cóż, umysł człowieka ma szczególną cechę - z przeszłości woli zapamiętywać zabawniejsze momenty.

 

Niedawno ukazała się książka Pana autorstwa zatytułowana „Młodości szczęśliwa”, w jaki sposób chciałby Pan zachęcić czytelników do lektury?

Kto lubi odpocząć przy lżejszej lekturze, odkurzyć stare wspomnienia, porównać ze swoimi - ten nie powinien żałować. Kto chce wiedzieć, jak dawniej bywało w szkole, na podwórku, czym "zabijali czas" jego rodzice - ten nie powinien się znudzić. Ciekawe mogą wyniknąć wtedy dyskusje międzypokoleniowe w rodzinie ;) Kto lubi przy okazji liznąć troszkę historii, anegdot - też znajdzie coś dla siebie. Jak w życiu - książka jest jak "misz-masz" - zawiera wszystkiego po trochu. Czy zachęcę tym do sięgnięcia po moją nową książkę? Nie wiem. Mogę jedynie podeprzeć się opiniami czytelników, którzy czytali moją pierwszą książkę, o której wspomniałem wcześniej - dotarły do mnie same pozytywne i zachęcające do kontynuacji wspomnień. Znam życie - możliwe, że komuś się nie podobała, a ja tylko nie natrafiłem na taką opinię. Nie mogę się jednak podpierać tym, o czym nie wiem.


Zgodnie z zapowiedzią „Młodości szczęśliwa” to pierwsza pozycja, która niejako otwiera cykl z „Zza zasłony czasu”. Czy zechce Pan zdradzić nam jak docelowo ma wyglądać cykl, ile obejmować pozycji, w jakim czasie będą ukazywać się kolejne części itp.?

Nie zdradzę, to tajemnica! Z bardzo prozaicznego powodu - sam nie wiem. Jedynie utrzymam chronologię wspomnień. Z racji pracy, która nie pozwalała się nudzić, mam materiału "przepastne głębie wypełnione" na nowe książki. Tak więc zagadka, ile pozycji będzie liczył cykl "Zza zasłony czasu" na razie pozostanie zagadką tak dla czytelników, jak i dla mnie. Uchylę tylko rąbek teraźniejszości - piszę trzecią książkę, o Wileńszczyźnie - dawnej w czasach wojny, oraz późniejszej, z przełomu lat 60. i 70. minionego wieku. Pierwsza część obejmuje czasy moich rodziców, druga - już mnie. Natomiast czas ukazywania się kolejnych książek? Realnie - półtora do dwóch lat. Odpowiem też na niewypowiedziane pytanie - co będę pisał, jak skończy mi się "materiał wspomnień"? - nie wiem. Nie martwię się tym. Przyjdzie pora, znajdzie się odpowiedź. Jak mówiłem - dla mnie butelka jest zawsze w połowie pełna :)

 

 Kończąc należy podziękować za udzielone odpowiedzi oraz zapytać, czego życzyć na przyszłość, autorowi, który potrafi docenić przeszłość?

O zdrowie sam dbam, zbytnio nie narzekam. Ale... proszę życzyć mi tego, gdyż zdrowia nigdy za wiele. O wenę i chęć pisania sam zadbam. Ale... też proszę mi tego życzyć. O czytelników mogę zadbać tylko szacunkiem dla nich przy pisaniu. tak, aby się przy czytaniu nie zanudzili. Proszę więc życzyć mi utrzymania w miarę dobrego poziomu pisania.


Na koniec zaś coś ode mnie - uff, aleście mnie wymaglowali tymi pytaniami! (śmiech) Zapisz Zapisz

Od 2 do 10000 znaków

Znajdź nas na Facebooku

Partnerzy

Subiektywnie o książkach
Dwumiesięcznik SOFA
Wydawnictwo Psychoskok
Wydawnictwo MG
Kuźnia Literacka
Zażyj Kultury
Fundacja  Polonia Union
Kulturalne rozmowy