„Nie chcę być szufladkowana” - wywiad z Ewą Domańską

Obrazek artykułu
Wywiad z Ewą Domańską, niewidomą autorką, która nie chce być szufladkowana i klasyfikowana. Swoją niezwykłą osobę pisarka scharakteryzowała poprzez muzyczno-literacki projekt „Kolory życia”.

Nie każdy człowiek został obdarowany talentem i nie każdy ma tyle determinacji, by realizować marzenia. Ewa Domańska to niezwykła autorka, która nie chce być szufladkowana.

Realizującą się w wielu dziedzinach pisarkę można poznać poprzez muzyczno-literacki projekt „Kolory życia”. W wywiadzie Pani Ewa Domańska zdradziła wiele interesujących szczegółów.


Pani, Ewo ponieważ odbiorcy dopiero zaczną Panią poznawać, warto zapytać. Co przede wszystkim powinni o Pani wiedzieć?


Wiele faktów i historii z życia zawarłam już w mojej książce, która jest klasyfikowana jako autobiografia. Trudno w tej sytuacji dublować to, o czym już pisałam, lub stawiać przysłowiową kropkę nad I. Jestem dziennikarką, kompozytorką, autorką tekstów, pianistką i wokalistką. Po prostu samorealizującą się kobietą.


                                                                                             


Z krótkiej notki biograficznej wiemy, że pierwszą Pani pasją była muzyka. Czy na etapie dzieciństwa oraz okresu dorastania oferowała ona Pani wsparcie w trudnych chwilach?


Wsparcia mogą udzielać osoby lub instytucje. Muzyka podobnie jak inne dziedziny sztuki ma za zadanie wzbudzać emocje, lub być sposobem ich wyrażania. Może zatem radować, dawać ukojenie, zagrzewać do walki, wzruszać, a także zasmucać i wywoływać agresję. Biorąc pod uwagę te skrajne stany emocjonalne nietrudno dostrzec wszechstronną moc muzyki. Często od artystów słyszę, że muzyka to siła, dzięki której można wszystko przetrwać. Po części się z tym zgadzam. Jednak siła to słowo mające jak dla mnie bojowe konotacje. Muzyka już od wczesnych lat towarzyszyła mi wszędzie. Choć nie umiałam wówczas wyartykułować, czym dla mnie jest muzyka i co mi daję z perspektywy czasu, mogę pokusić się o stwierdzenie, że była dla mnie swoistym drogowskazem. W dużej mierze dzięki muzyce poznawałam i doświadczałam różnych emocji. Dostarczała mi energii, wzbudzała podziw, sprawiała, że mogę się wypłakać. Muzyka była i jest dla mnie bardzo ważna. Pomimo że miała wiele funkcji, nie mogę powiedzieć, że pozwalała mi w wieku dorastania przetrwać najtrudniejsze chwile. Podczas młodzieńczych kryzysów chciałam porzucić muzykę, bo nie radziłam sobie z rywalizacją, porównywaniem i innymi zewnętrznymi czynnikami, jakie napotykają uczniowie na etapie kształcenia muzycznego. Kiedy zrozumiałam i poczułam, że powinnam się od tego odciąć, muzyka z jednej strony pozwala mi na oderwanie się od rzeczywistości, z drugiej strony pozwala mi ją obrazować, opowiadać o niej. Teraz już muzyka nie towarzyszy mi wszędzie, choć jestem jej wierna. Pojawia się w tych momentach, w których jej naprawdę potrzebuje. Jest częścią mojej duszy.


Wielu ludzi twierdzi, że nauka gry na jakimkolwiek instrumencie jest karkołomnym zadaniem. Pani jednak bardzo szybko opanowała fortepian, keyboard, a nawet organy. Czy to wrodzony talent, a może determinacja podsycana zamiłowaniem do muzyki ?


Jeśli potraktujemy grę na instrumencie jako zwykłą rzemieślniczą umiejętność, to można nauczyć się jej dzięki determinacji. Wielu ludzi posiadających słuch muzyczny jest w stanie opanować podstawowe umiejętności np.: zasady muzyki, technikę gry na instrumencie oraz czytanie zapisu nutowego. To wystarczy jedynie do suchego odtwarzania muzyki tylko na krótki czas. Do każdego instrumentu trzeba mieć predyspozycje zarówno fizyczne, jak i osobowościowe. Ich rozwijanie niewątpliwie wymaga ciężkiej pracy i determinacji. Moim zdaniem talent jest wtedy, gdy muzykowanie wypływa z duszy. Nie da się nauczyć komponowania, aranżacji, interpretacji, podobnie jak nie da się nauczyć kogoś pisania książek. To trzeba otrzymać. Tak więc dziękuję Stwórcy za obdarzenie mnie talentami.


Wiemy także, że była Pani bardzo sumienną uczennicą. Pomimo zrozumiałych trudności skończyła Pani szkoły, a nawet otrzymała stypendium Erasmus Sokrates, dzięki czemu przez moment mogła pobierać nauki w Hamburgu. Czy Pani zdaniem niemiecka placówka była w stanie zaoferować uczniowi więcej niż ta znana z Polski?


Z pewnością studia w Niemczech poszerzyły moje horyzonty muzyczne. Choć w naszym kraju poziom nauczania nie jest zły, to podejście do ucznia czy studenta pozostawia wiele do życzenia. Niestety liczne opinie o Polakach, że jest to naród zakompleksiony, narzekający, zawistny i zazdrosny w dużej mierze obrazuje problem, zwłaszcza w branży artystycznej. Oczywiście nie chcę generalizować, bo są też spełnieni ludzie. Niestety sfrustrowani pedagodzy skutecznie potrafią przysłonić dobro. Objawia się to poprzez: notoryczną krytykę ukierunkowaną wyłącznie na niedociągnięcia, brak pochwał, niesprawiedliwe osądzanie np. „Ty w ogóle nie ćwiczysz”. Wielokrotnie doświadczałam takich zachowań. Sprawiały one, że czułam się zestresowana i bałam się wielu lekcji. Ponadto byłam dyskryminowana z powodu braku wzroku. W Hamburgu trafiłam na bardzo dobrych spełnionych artystycznie profesorów. Zaowocowało to serdecznym, partnerskim podejściem. Odzyskałam poczucie własnej wartości na muzycznym gruncie, przez co uruchomiłam swój twórczy potencjał. Zaczęłam improwizować i tworzyć. Otworzyłam się na nowe style muzyczne. Żałuję, że tak krótko trwała moja nauka w Niemczech.


Grywała Pani solo, ale również w towarzystwie innych artystów. Która z tych form była dla pani łatwiejsza i przyjemniejsza ?


Obie formy są dla mnie przyjemne. Łatwiejsze natomiast jest granie solo. Wtedy jestem sobie sterem, żeglarzem i okrętem. Lubię współpracować z ludźmi, ale na płaszczyźnie artystycznej czuję się indywidualistką.


W obecnych czasach nie można nie zapytać o kwestie pandemii korona-wirusa. Wybuch zarazy zmienił świat, a w jaki sposób wpłyną na Pani życie? Obudził lęk, skłonił do stosowania wielu środków zaradczych, a może rozbudził refleksje na temat kruchości ludzkiego życia?


Myślę, że czas pandemii zachęca do różnych refleksji. Na skutek wielu ograniczeń trzeba szukać nowych rozwiązań pozwalających przetrwać. Obecna sytuacja zainspirowała mnie do uruchomienia twórczego potencjału w zakresie pisania artykułów, tekstów. Owocem tych działań jest m.in. książka „Kolory życia”


Skupmy się teraz na Pani projekcie, „Kolory życia". Kiedy i jak narodził się pomysł przygotowania tak nietypowej publikacji?


Projekt powstawał kilka lat. Początkowo miała być to tylko płyta z piosenkami. Pisałam piosenki, chciałam, żeby one kiedyś trafiły do ludzi. Długo nie miałam pomysłu na formę. Jesienią 2019 r. zdecydowałam się nagrać płytę, na której zamieściłam 12 piosenek. Część wybrałam spośród wcześniej napisanych, a kilka powstało przed nagraniem. Ostatecznie zrealizowana została na początku marca 2020 r. Krążek zatytułowany miał być „Taka jestem”. Pochodzi on od tekstu jednej z kompozycji. Ten utwór jest moją autopromocją. Charakteryzuje mnie na wskroś. Po wielu dyskusjach w rodzinie i przemyśleniach doszłam do wniosku, że tytuł ten nie wiele mówi o materiale zamieszczonym na płycie. „Taka jestem”, czyli, jaka? Nie chcę być szufladkowana czy jakkolwiek klasyfikowana. Jestem sobą, ale tytuł coś powinien mówić o moim materiale. Poza tym wybuch pandemii uniemożliwił mi promocję płyty. Jestem nieznaną osobą, więc koncerty online nie przyciągałyby publiczności. Przez kilka tygodni zastanawiałam się jak rozwiązać ten problem. Skoro w tekstach piosenek pochylam się nad życiem, to może warto dalej pójść tym tropem. Piszę o różnych jego barwach. Pomyślałam, że mogłoby zainteresować moich słuchaczy, dlaczego śpiewam o szczęściu, miłości, domu, pustce itd. Napisałam więc książkę pt. „Kolory życia”, która jest bardzo ważną częścią projektu o tym samym tytule. Do każdej piosenki napisałam tekst rozwijający wątek, który w nich podejmuję. Wszystkie oparte są na moich życiowych doświadczeniach. Postanowiłam się tym podzielić z czytelnikami.


"Kolory życia" łączą siłę muzyki ze słowem pisanym. Czy którakolwiek z tych części ma dla Pani większe znaczenie?


Myślę, że części te wzajemnie się uzupełniają, mimo że każda z osobna może stanowić odrębną całość. Trudno mi określić, która z nich jest ważniejsza czy bliższa. Z muzyką związana jestem od dziecka, natomiast zamiłowanie do pisania dopiero się u mnie rozwija.


Autobiograficzne teksty pełne są wycinków z Pani życia, czy nie miała Pani obaw przed upublicznieniem swoich zwierzeń?


Wiele mówię o sobie, ale jeszcze więcej zostawiam dla siebie. Nie opowiadam o intymnych sprawach. Wartości takie jak miłość, relacje damsko-męskie, poszukiwanie swojego miejsca w świecie dotyczą na jakimś etapie każdego człowieka. Jednak każdy ma historię, doświadczenia i przemyślenia na temat życia. Jeśli tekst zawiera mądre przesłanie, to uważam, że warto się podzielić.


We wstępie do swojego debiutanckiego projektu wspomina Pani, że jest to pozycja dla lubiących lub chcących polubić życie. Czy istotnie według Pani będzie ona w stanie zaspokoić potrzeby tych grup odbiorców?


Czy autor powinien zaspokajać potrzeby? Jeśli nawet miałby zamiar, to najpierw musiałby je znać. Nie jest to możliwe, ponieważ zbiorowo można zaspokoić potrzeby wyłącznie ekonomiczne. Każdy ma inne preferencje. Stworzyłam ten projekt, bo kocham życie.


Nie można także nie spytać, czy opowieści zawarte w „Kolorach życia", pisała Pani sama poprzez zastosowanie alfabetu Braille'a lub innej maszyny umożliwiającej osobom niewidomym dokonywać samodzielnych zapisów, czy skorzystała z pomocy osób widzących?


Książkę pisałam na laptopie przy pomocy programu udźwiękawiającego, który odczytywał mi to, co napisałam. W przypadku płyty było to nieco bardziej skomplikowane. Początkowo moje kompozycje nagrywałam, lub zapisywałam w alfabecie Brajla. Jak już miałam gotowy materiał, to przy użyciu różnych technik pracy zapisywaliśmy z Grzegorzem Kasperczykiem moje pomysły. Kilka piosenek nagrałam na rejestrator dźwięku. Śpiewałam i akompaniowałam sobie na fortepianie. Inne piosenki musiałam dyktować jak w średniowieczu nuta po nucie. Niestety nie znam programu, do zapisu notacji muzycznej, który by sprawnie współpracował z programem mówiącym. Dlatego rozbudowane aranżacje musieliśmy w taki sposób zapisywać. Dotyczyło to głównie kompozycji, w których występują instrumenty dęte i smyczkowe.


Odnośnie płyty wspomniała Pani, że: „Jeśli masz ochotę na dawkę dobrej energii, przesłanie z humorem, trochę głębokich refleksji, szczyptę cynizmu, a to wszystko okraszone muzycznym collage’em, to zapraszam w wyjątkową podróż”. Czy w ten sposób wszyscy powinni czuć się zachęceni do sięgnięcia po ten projekt?


Jest to cytat wycięty z większego tekstu reklamowego. Oczywiście w bardzo lakoniczny sposób charakteryzuje mój projekt. Z mojej strony starałam się zrobić wszystko, by zachęcić czytelników. Teraz dużo zależy od wydawnictwa Psychoskok jak wypromuje moją książkę.


Podobno piosenka jest dla Pani doskonałą formą wyrazu i przekazu. Czy więc poprzez dołączoną do publikacji płytę, odbiorcy będą mogli wczuć się w Pani nastroje i doświadczane emocje?


Nie da się wejść w czyjąś skórę. Może jakieś dzieło sztuki okazać się nam bliskie, lecz nigdy w pełni nie będziemy mogli się z nim utożsamić. Nie mam zamiaru niczego narzucać odbiorcom, bo zrobiłabym im ogromną krzywdę. Każdy ma inną konstrukcję psychiczną i co za tym idzie odrębną wrażliwość, gust muzyczny, inne możliwości percepcji. Zatem jeden przekaz może być różnie odczytany.


„Kolory życia" dowiodły, że jest Pani wyjątkową osobą, która wie, jak porażkę przemieniać w sukces, a wszelkie trudności traktować jako pouczające lekcje. Czy chciałaby Pani, aby właśnie tego nauczyli się od Pani odbiorcy?


Dzielę się swoją historią, po to, by każdy z niej czerpał, to, co chce. Nie czuję się mentorką, dlatego podaję zawarte fakty raczej jako narzędzie do inspiracji.


Wartą także spytać, czy marzy się Pani uznanie i kariera, jaką zdobył, chociażby, Stevie Wonder?


Na pewno chciałabym mieć dla kogo pisać. Z tym uznaniem jestem ostrożna. Nie lubię medialnych celebryckich przepychanek. Staram się asertywnie wyznaczać granicę i nie pozwalam na zajmowanie się moim prywatnym życiem. Oczywiście jest mi miło jeśli docierają do mnie informację, że trafia do ludzi to, co robię. Niezwykle budujące jest również słyszeć, że komuś jest to potrzebne i coś mu to daje np. radość, nadzieję itd. Zdaję sobie sprawę, że wykonuję muzykę, która jest postrzegana jako niszowa. Stewie Wonder znany jest jako komercyjny piosenkarz. Trudno więc mierzyć się z kimś takim. Ponadto zupełnie inne są realia funkcjonowania na rynku Polskim i USA.


Kończąc, należy podziękować za udzielone odpowiedzi oraz zapytać, czego powinniśmy życzyć Pani na przyszłość?


Szerokiego grona odbiorców, sponsorów na realizację kolejnych projektów, wielu koncertów i siły do realizacji moich planów.


                                                                                                          

Od 2 do 10000 znaków

Znajdź nas na Facebooku

Partnerzy

Subiektywnie o książkach
Dwumiesięcznik SOFA
Wydawnictwo Psychoskok
Wydawnictwo MG
Kuźnia Literacka
Zażyj Kultury
Fundacja  Polonia Union
Kulturalne rozmowy - Sylwia Cegieła
Sklep internetowy TylkoRelaks.pl
CoCzytamy.pl