I obiecuję ci miłość

Okładka
Może się Wam wydać, że fabułą jest oklepana. Znowu kolejny romansik z trójkątem. Nie do końca. Autorka ukazała toksyczną relację małżeńską.
Z natury jestem wzrokowcem. Piękne przedmioty przyciągają mój wzrok i lubię się nimi otaczać. tym razem książkę wybrałam ze względu na okładkę (chociaż nie do końca, bo książkę przeczytałam w  formie e-booka). Pierwsze wrażenie jest najważniejsze, więc zaryzykowałam. Jednakże z prozą Marty W. Staniszewskiej spotykam się po raz pierwszy.

Izabela ma 26 lat. Od dwóch jest żoną Tomasza – mężczyzny zazdrosnego i władczego, który stara się zasłonić swoją osobą cały świat małżonki (nie pozwala jej nigdzie wychodzić, wybiera jej stroje itp.). Poza tym jej nie szanuje, nie docenia i nie jest jej wierny. Ale historia musi być jeszcze bardziej zawiła i w ich życiu zjawia się Wincent, przyjaciel Izabeli i jej wielka miłość z przeszłości.

Może się Wam wydać, że fabułą jest oklepana. Znowu kolejny romansik z trójkątem. Nie do końca. Autorka ukazała toksyczną relację małżeńską. Izabela to przykładna żona, pokorna i ugodowa. Zawsze stara się zadowolić swojego męża. Bo to jemu przecież przysięgała przed ołtarzem. A dla niego ile znaczy słowo? Wielkie, czarne nic.
Tomasz jest wiecznie niezadowolony, chorobliwie zazdrosny. Na każdym kroku chce kontrolować małżonkę, jej ubiór, zachowanie, a nawet sposób wysławiania się. Nie zwraca na nią uwagi, lecz na to, co powiedzą inni.

Najsmutniejsze z całej historii jest to, że Izabela nic  z tym nie robi. Tkwi w martwym punkcie i nie potrafi zrobić kroku naprzód, aby poprawić swoją sytuację życiową. Ewidentnie jest nieszczęśliwa, ale przysięga małżeńska jest dla niej najważniejsza. To świętość, której się trzyma. Moja cierpliwość została wystawiona na próbę. Miałam ochotę nią potrząsnąć lub po prostu rzucić o ścianę. Liczyłam, że może w końcu się odważy, coś zrobi ze swoim życiem. Ale nie! Skądże! Dobrze że przypadki chodzą po ludziach…

W każdym razie bohaterowie mnie nie urzekli i do końca do mnie nie przemawiali. Zbyt idealni i raczej nieprawdopodobni. Jak dla mnie najciekawszą postacią okazał się Tomasz. Z tą swoja gburowatością i bezczelnością. Bo on ma jakiś wpływ na swoje życie. Nie pasuje mu coś to szuka szczęścia gdzieś indziej. Robi co chce i wyciąga z życia jak najwięcej.

Kolejnym minusem jest mnogość dialogów, a za mało opisów (to moje lekkie zboczenie, ponieważ wprost przepadam za opisami). Natomiast sam styl i język, którym posługuje się autorka uważam za prosty, lekki i przystępny.

I obiecuję ci miłość… okazało się ciekawą książką. To pozycja, która zaciekawi nie tylko mężatki, ale i kobiety znajdujące się obecnie w związkach, nawet nieformalnych. Historia jest wyrazista i dotyka wielu ważnych problemów. Osobiście wyciągnęłam z niej przede wszystkim to, aby walczyć o siebie, o swoje życie i szczęście. Bo mamy je jedno i nie warto go tracić na osobę, z którą łączy nas tylko przysięga i nic poza tym. Każdy z nas jest panem swojego losu, więc walczmy o siebie.http://www.paulinakaleta.com/2016/09/premiera-marta-w-staniszewska-i.html

Od 2 do 10000 znaków

Znajdź nas na Facebooku

Partnerzy

Subiektywnie o książkach
Dwumiesięcznik SOFA
Wydawnictwo Psychoskok
Wydawnictwo MG
Kuźnia Literacka
Zażyj Kultury
Fundacja  Polonia Union
Kulturalne rozmowy