„Zawsze, do ostatniego tchu, trzeba mieć nadzieję” – wywiad Krzysztofem Piotrem Łabendą – cześć II

Obrazek artykułu
Kontynuacja rozmowy z Krzysztofem Piotrem Łabendą, autorem „Blizn”. Powieści mocno osadzonej w problematyce dnia codziennego, która skłoni nas do wielu momentami trudnych refleksji. Auto zapewnia, że książka poruszy Twoje serce.

„Blizny” to kolejna powieść Krzysztofa Piotra Łabendy. Autor zapewnia, że opisana historia Krzysztofa i Natalii zagwarantuje wszystkim wiele okazji do przemyśleń i chwil pełnych zadumy. Miłość, która połączyła parę, kończy się bowiem przedwczesną śmiercią Natalii.


Sięgając po „Blizny”, zyskamy więc szansę, by na moment zatrzymać się w gonitwie dnia codziennego i pomyślenie o tym, co nieuniknione, a co wypierasz ze swojej świadomości, czyli nad śmiercią i przemijaniem.


Pamiętając, że we wznowionym wydania powieści „Pierścionka z cyrkonią” wątek śmierci i intelektualnej walki z koniecznością jej akceptacji został pogłębiony, nie można nie zauważyć, że w „Bliznach” powrócił w bardziej dramatycznej i jeszcze bardziej poruszającej formie. Czy pisząc tę powieść, nie miał Pan problemu, by równoważyć śmierć z miłością. A może szala czasem „przechylała się” pod naporem, którejś z tych sił?


Już o tym kiedyś mówiłem. Odwołam się więc ponownie do słów Lechonia:

„Pytasz, co w moim życiu z wszystkich rzeczy główną,
Powiem ci: śmierć i miłość-obydwie zarówno.
Jednej oczu się czarnych, drugiej - modrych boję.
Te dwie są me miłości i dwie śmierci moje.”

W „Bliznach” śmierć pozornie bierze górę, chwilowo triumfuje nad Krzysztofem, ale w końcu musi ustąpić. W tej powieści pojawia się też pies – Spero. On symbolizuje to, że zawsze, do ostatniego tchu, trzeba mieć nadzieję. Śmierć tak długo będzie stać na pozycji przegranej, jak długo będzie istniał, oddychał Krzysztof. Nawet kiedy on umrze historia jego i Natalii nie odejdzie w zapomnienie, bo przecież pozostanie ta ostatnia powieść Szablewskiego, w której on ową miłość opisze. Będzie też i Anka, która poznała ich historię, a przynajmniej jej część. Śmierć pozostanie suchym faktem, nad którym przechodzi się do porządku. Jest, bo tak być musi, ale opowieść o Natalii i Krzysztofie będzie trwać. Non omnis moriar – nie wszystek (niecały) umrę. Dlatego też i ja sięgam po pióro.


Porównując, wiele Pana wcześniejszych powieści z łatwością można zauważyć, że w Pana prozie, jak w prawdziwym życiu, obok miłości często pojawia się śmierć. Czy nie ma Pan jednak wrażenia, że w „Bliznach” skończoność ludzkiego istnienia wysuwa się na pierwszy plan? Fabuła skłania także do refleksji na temat skończoności miłość, która może, ale wcale nie musi być ponad śmiercią. Każdy człowiek, a z nim jego uczucia, mają przecież swoją siłę, czyż nie? 


Dużo dziś o śmierci mówimy, ale przecież – co już uzgodniliśmy – ta koścista dama, owa Mal’akh, jest w moich powieściach obecna. Jeszcze niedawno powiedziałbym, że wpakowała się na karty moich książek, wykorzystując lęk autora przed „stanem nieistnienia”, poczucie bezradności, że kiedy ona przyjdzie, skończy się wszystko. Tak myślałem i czasem jeszcze myślę, ale już wiem, że ten lęk nie ma sensu. Śmierć jest i nic nie jest w stanie tego zmienić. To nie oznacza jednak, że ona kończy wszystko. Jest pamięć i miłość innych, którzy po nas zostają, są nasze dokonania. Ta refleksja przychodzi, jak sądzę, z wiekiem.


Właśnie teraz z wydawnictwa Psychoskok wyrusza do drukarni moja kolejna książka.  Na rynku pojawi się na początku 2019 roku. Tym razem jest to baśń „Smocze skarby”, którą napisałem w głównej mierze z myślą o moich wnukach. Dziadek stara się w niej powiedzieć wnuczętom, co jego zdaniem jest w życiu najważniejsze, jak żyć, by móc powiedzieć, że wiodło się żywot szczęśliwy, kiedy nadejdzie już kres drogi. To także opowieść o tym, że ów kres, odchodzenie jednych by nadeszli inni, jest czymś naturalnym. Tam smok Agapit mówi do swego towarzysza Franka, że strach, także ten przed śmiercią, bierze się z niewiedzy. Teraz już wiem, że Mal’akh nigdy nie jest górą. Ona zabiera co prawda stan świadomości człowieka, jego fizyczność, ale nie niszczy jego istnienia. Przestaję się bać i mogę powtórzyć za Natalią, bohaterka „Blizn”, że jeśli się czegoś żałuje w chwili odejścia, to źle przeżyło się życie. Mam nadzieję, że niczego żałować nie będę. Jeśli ktoś na dodatek szczerze wierzy, że jest Bóg, niebo, piekło, to tym bardziej strach przed nieistnieniem po śmierci nie ma sensu.

„Umarłych wieczność dotąd trwa, dokąd pamięcią się im płaci…”,

Zacytuję tym razem Wisławę Szymborską. O to trzeba dbać. O pamięć.

 

Książka trafiła już do księgarń, warto wiec zapytać, w jaki sposób Pan chciałby zachęcić czytelników do lektury?


Drogi Czytelniku, czy raczej droga Czytelniczko, bo mam wrażenie, że po „Blizny” sięgają głównie panie, obiecuję, że historia Krzysztofa i Natalii da Ci wiele okazji do przemyśleń, chwil pełnych zadumy i poruszy Twoje serce. Żyjemy dziś w nieustającym pędzie. Wieczorem, kiedy zasiądziesz do lektury „Blizn”, będziesz mieć szansę na zatrzymanie się w tej gonitwie dnia codziennego, szansę na pomyślenie o tym, co nieuniknione, a co wypierasz ze swojej świadomości. Zastanowisz się, wierzę w to głęboko, nad śmiercią, przemijaniem, bólem po stracie. Nie przestrasz się jednak. Książka jest mocno osadzona problematyce dnia codziennego, może chwilami trudna, wnikająca głęboko w zakamarki ludzkiej psychiki, ale też i pełna nadziei.


Starożytni mówili: „amor omnia vincit” – miłość wszystko zwycięży. To też chcę Ci powiedzieć. Śmierć z miłością nie ma szans. Kochaj więc, Drogi Czytelniku, pamiętając, że – jak pisał ksiądz poeta – ludzie tak szybko odchodzą. Wszystko zaczyna się od miłości i to ona trwa na przekór wszystkiemu, choć może mieć wiele twarzy. Jeśli patrzysz uważnie, to zawsze ją dostrzeżesz. 


Całkiem na wesoło nie można zadać także kolejnego pytania. Czy myśli Pan, że kiedykolwiek zdoła wyleczyć się z frankofil-izmu? Ponownie wraz z bohaterem Krzysztofem „odwiedził” Pan „stolicę miłości”.


Nie, nie zdołam i nie chcę. Jeśli istnieje przechodzenie jednego bytu w drugi, owa nieustająca wędrówka dusz, to z całą pewnością ostatnio byłem szlachetnie urodzonym w XVIII wiecznej Francji i kiedy już odejdę do źródeł istnienia, to znów kiedyś powrócę nad Sekwanę, do Normandii, Langwedocji czy gdziekolwiek w pięknej Francji.


Kończąc, należy podziękować za udzielone odpowiedzi, zapytać, czego możemy życzyć na przyszłość? Może powodzenia tej, a także kolejnych pozycji, które mamy nadzieję, że z czasem się ukarzą.


Bardzo proszę – czytajcie „Blizny”. Zasługują na to. Czytajcie „Pierścionek z cyrkonią” i „Wzgórze Młynarza”, bo to są nadzwyczaj udane opowieści o miłości, a tej przecież każdy z nas w życiu pragnie. Dodajmy opowieści bez przesłodzeń, lukru i kreacji świata wyidealizowanego. Jeśli irytuje Was to, co się dzieje w realu, za oknem, sięgnijcie po „Kleszcza” i Przetrwać noc”. Tam znajdziecie mroczną stronę dusz ludzkich, ale i obraz miłości także. Wbrew pozorom nie o politykę i krytykę naszej rzeczywistości w tych powieściach w pierwszej kolejności chodzi.


Pierwsza część wywiadu znajduje się tutaj


 

Od 2 do 10000 znaków

Znajdź nas na Facebooku

Partnerzy

Subiektywnie o książkach
Dwumiesięcznik SOFA
Wydawnictwo Psychoskok
Wydawnictwo MG
Kuźnia Literacka
Zażyj Kultury
Fundacja  Polonia Union
Kulturalne rozmowy