Wywiad z Piotrem Wołoszykiem

Obrazek artykułu
Niezwykły wywiad, z nieprzeciętnym autorem Piotrem Wołoszykiem. Czynny zawodowo listonosz odprężający się w trakcie pisania, zdaje się przynosić nam coś więcej niż korespondencje.

Piotr Wołoszyk na pewno należy do grona osób nieprzeciętnych, jak bowiem inaczej określić listonosza z pasją pisania, a tak naprawdę człowieka o wrażliwej duszy, który potrafi rozglądać się dookoła, i mądrze słychać głosu Boga?


Na pewno nie przypadkiem Piotr Wołoszyk zamiast pustelnikiem stał się mężem, ojcem i pisarzem. My również nie przez przypadek sięgajmy po pozycje autora.



1.  Agata .Jankowiak: Przybliżył Pan swą postać czytelnikom, przedstawiając się jako kochający mąż i ojciec. Wiemy, że wykonuje Pan pracę listonosza, i spełnia się w roli pisarza. Czy zdradzi nam Pan jak odnajduje czas aby wypełniać wszystkie, te role, i czy jest jeszcze jakaś pasja, o której nie wiemy?


Piotr .Wołoszyk:  Praca listonosza jest bardzo ciężka. Chociaż z boku wygląda to zupełnie inaczej. Dlatego pisanie sprawia, że człowiek może w jednej chwili poczuć się jak ktoś zupełnie inny. Można odpocząć od problemów dnia codziennego i przenieść się w zupełnie inny świat. Otworzyć swą duszę i przelać swe myśli na papier, tworząc przy tym różne historie, które składają się w rozdziały, a następnie w całość tworząc książkę. Mnie osobiście pisanie uspokaja. Chociaż historie, które tworzę są przesycone martyrologią. A to, dlatego, bo często zapominamy, że są obok nas ludzie, którzy cierpią. Na co dzień uśmiechają się, sprawiają wrażenie ciepłych i radosnych, a gdzieś tam na dnie duszy ogromnie cierpią. Mijamy ich w codziennej drodze do pracy i mamy o nich wyrobione jakieś zdanie. A tak naprawdę w ogóle ich nie znamy. Dopiero, gdy to przysłowiowe ziarno gorczycy przeleje czarę goryczy i dana osoba przegra zostając sama, ze swym problemem. Odbierze sobie życie, albo osobie, która ją prześladuję. To wtedy na usta ciska się pytanie: dlaczego? Przecież to taki fajny chłopak/dziewczyna, co mu/jej odbiło? Dopiero wtedy dochodzi do naszej świadomości, że problem danego człowieka leży zupełnie gdzieś indziej. O tym są właśnie moje książki. A dokładniej o tym, że otwieram duszę człowieka pokazując właściwe problemy bohaterów, zapraszam czytelnika, by poznał osoby, które może właśnie dziś czy wczoraj mijał w drodze do pracy?


2. A.J: Oczywiście pytanie:” jak to możliwe, że listonosz odkrył literacka pasję”? nasuwa się samo. Było to pielęgnowane od dawna marzenie, czy niespodziewana potrzeba?


P.W:  Pierwsza książka Szukając Jutra została napisana dość dawno, – jakieś 10 lat temu – czyli nie przez listonosza J Właściwie jeszcze przez chłopca, który szukał swego miejsca w życiu. Nie mogąc zrozumieć pewnych rzeczy, postanowiłem o nich napisać. Potem zauważyłem, że potrzebuję wyciszenia, pisanie zaczęło mi w tym pomagać. Dzisiaj nie potrafię odpowiedzieć, dlaczego napisałem Szukając jutra. Wiem jednak, że potrzebowałem tego. Może chciałem w ten sposób złożyć hołd bratu, który wówczas zginął w wypadku? A ja poniekąd jak Damian z Szukając jutra poczułem się samotny. Dlatego narodził się pomysł, by po raz pierwszy przenieść się w świat literackiej fantazji. Byłem młodym chłopcem, dlatego nie wszystko, co wtedy pisałem, dziś napisałbym tak samo. Uznałem jednak, że gdybym w Szukając jutra zmienił pewne wątki to całość mogłaby zostać w pewien sposób wypaczona. Tak samo pewnie będzie z Opuścić wczoraj. Za 10 lat spojrzę na tę książkę z zupełnie innej perspektywy. To tak jak z życiem, gdy jesteśmy dziećmi zupełnie inaczej patrzymy na świat, niż kiedy jesteśmy dorośli.


3.  A.J: Przedstawiając się czytelnikom wspomniał Pan również, że jest praktykującym katolikiem, który musiał odnaleźć swe miejsce w Kościele. Dziś wiele osób poszukuje swej drogi do wiary, czy zechciałby Pan podzielić się z nami swą receptą na sukces w tym kruchym obszarze?


P.W: Człowiek, kiedy zaczyna świadomie angażować się w jakieś grupie społecznej, szuka w niej swego miejsca. Tak samo jest z wiarą, kiedy następuje świadome nawrócenie, głębsze poznanie Boga i religii – wszystko jedno, jakiej. To szuka się także swego miejsca w Kościele. I to nie jest tak, że ja musiałem. Ja chciałem, pragnąłem tego. Dziś wiem, że jestem szczęśliwy także, dlatego że Jezus mnie kocha. Zanim jednak poznałem żonę, którą bardzo kocham, odczytywałem zupełnie inną drogę. Chciałem zostać kapłanem, czułem powołanie do życia konsekrowanego. Stąd przygody z różnymi Zakonami. Począwszy od OO. Paulinów, a skończywszy na Misjonarzach Afryki. Czasem zastanawiam się, co by było gdybym został przyjęty do zakonu OO. Kamedułów? Jak dzisiaj wyglądałoby moje życie? Kiedy jednak patrzę na moją dwu i pół letnią córkę; jak dorasta; poznaje otaczający ją świat; jak tryska radością na widok wracającego z pracy taty, to wiem ile mnie jeszcze czeka zaangażowania, by ta radość towarzyszyła jej przez resztę życia. Ale ogromnie się cieszę, że nie jestem u OO. Kamedułów i nie spędzę reszty życia, jako pustelnik. A co do recepty. Myślę, że nie istnieje coś takiego jak recepta na sukces. Każdy człowiek jest inny. Dlatego każdy potrzebuje innej drogi. Najważniejsze by być wytrwałym.


4.  A.J: Wydał Pan powieść „ Szukając jutra” oraz „Opuścić wczoraj”, każda podejmuje inną tematykę, i przedstawia nam różnych bohaterów ale zdaje się, że łączy je jedna wspólna cecha- poruszanie skomplikowanego obszaru ludzkiej duszy. Czy skłanianie czytelników do myślenia jest celowym zabiegiem czy jedynie dodatkiem do świetnie rozbudowanej akcji?


P.W:  Oczywiście, że jest to działanie zamierzone. Wszyscy jesteśmy ludźmi, mamy podobne pragnienia, podobne marzenia. Chyba każdy chciałby być szczęśliwym; kochać i być kochanym? Tu nasuwa się kolejne pytanie, dlaczego tak mało ludzi osiąga ten cel? A osoby, którzy osiągają ów cel dochodzą do niego poprzez bardzo kręte i wyboiste drogi? A odpowiedź jest bardzo prosta. Bo jesteśmy niecierpliwi. Szybko rezygnujemy, często nie mamy siły walczyć o to, co najważniejsze. Zaraz po pierwszym upadku, dajemy sobie spokój i podążamy inną drogą. To tak, jakbyśmy chcieli wejść na czterometrową drabinę, żeby popatrzeć na otaczający nas krajobraz z góry. Tylko skoro nie możemy od razu wejść na ostatni stopień drabiny, to dajemy sobie spokój. Jesteśmy leniwi, by iść kolejno stopień, po stopniu. Dlatego obserwujemy otaczający nas świat z innej perspektywy. To gnuśność sprawia, że wybieramy substytut życia, często pozbawiony szczęścia i miłości. Owszem jedni mają łatwiej, inni trudniej. Nie wybieramy miejsca narodzin, ani rodziców, z którymi przyszło nam żyć. A na domiar złego, dręczą człowieka różnego rodzaju choroby, na które często nie mamy wpływu. Ale czy to znaczy, że mamy się poddać i żyć zastępczo? Dlatego zapraszam czytelnika, by stopniowo poznawał bohaterów moich książek. Ich walkę o to, co najważniejsze w życiu. O miłość i szczęście.


5. A.J: Czytelnicy z pewnością chcieliby wiedzieć czy istnieje już zamysł, kolejnej pozycji?


P.W:  Oczywiście, że tak. Nie chciałbym jednak jeszcze zdradzać szczegółów.


6. A.J: Zakańczając pozostaje podziękować za udzielone odpowiedzi oraz zapytać, czego życzyć kochającemu mężowi i tacie z pasją pisania?


P.W:  Drugiego dziecka – może tym razem chłopca. A także tego, by nigdy nie zabrakło mi marzeń. Żeby, chociaż jedno zostało niezrealizowane. Życie bez marzeń przestaje mieć sens. Dzisiaj moim największym marzeniem jest przegrać z córką w szachy!

 

Od 2 do 10000 znaków

Znajdź nas na Facebooku