Wywiad z Joanną Masiubańską

Obrazek artykułu
Wywiad z urodzoną optymistką Joanną Masiubańską, autorką, która pozwoliła nam poznać prawdziwe historie dysydentów z Kuby.

Joanna Masiubańska określa siebie  prawdziwą optymistką, która potrafi oddzielać życie zawodowe od osobistego. Warto bliżej poznać tę niezwykłą autorkę, jako nieprzeciętną osobę, która w filigranowej posturze skrywa ogromnego ducha.


1.  A.J: Wiemy, że jest Pani bardzo aktywną osobą, która działa na wielu obszarach, a czy możemy zapytać jaka Joanna Masiubańska bywa prywatnie?

 

J.M:  Myślę, że więcej mogliby powiedzieć o mnie moi bliscy, ale jedno jest pewne: jestem urodzoną optymistką i nieraz słyszałam pytanie: skąd ten ciągły uśmiech na twarzy? Prawdę mówiąc to nie wiem. Może to geny, a może po prostu wpływ bliskich na mnie ludzi. Wielokrotnie słyszałam też od znajomych, że przecież prawa człowieka to temat, który rzadko wzbudza uśmiech na twarzy, a ja o nim nie zapominam. Pewnie dlatego, że staram się oddzielić te dwie rzeczy: życie osobiste od zawodowego. Poza tym moją pasją są podróże i myślę, że to one dodatkowo pozytywnie mnie nakręcają i sprawiają, że za każdym razem wracam mądrzejsza o kolejne doświadczenia i z jeszcze większą siłą do działania. Uważam, że jedyne ograniczenia w naszym życiu istnieją w naszych głowach, a jeśli mamy otwarte umysły i nie boimy się nowych wyzwań to możemy naprawdę dużo zdziałać. Grunt to pozytywne nastawienie do świata oraz ludzi i tak też staram się żyć.  

 

2.  A.J: Czytelnicy wiedząc, że specjalizuje się Pani w prawach człowieka, zajmuje szkoleniem ludzi z zakresu walki bez użycia przemocy, a nawet szkoliła opozycjonistów w tym temacie chcieliby wiedzieć jak to możliwe, że drobna kobieta tak doskonale radzi sobie z trudną tematyką przemocy?

 

J.M: Już kilkakrotnie pytano mnie o to samo. Myślę, że właśnie ta drobna postura mi bardzo w tym pomaga. Władze kubańskie nawet nie podejrzewały nic złego jak widziały taką małą kobietkę spacerującą po ulicach Hawany (śmiech). A tak na poważnie to wiem, że niektórych może dziwić w ogóle fakt, że kobieta zajmuje się takim tematem jak walka bez przemocy. Jednak myślę, że tutaj ani płeć, ani postura nie mają znaczenia, a chodzi raczej o szczere chęci zdziałania czegoś pożytecznego oraz pomocy ludziom. Prawa człowieka to temat dość kontrowersyjny, ale niezmiernie ważny. Do tej pory zajmowałam się szkoleniem tylko opozycjonistów kubańskich, ale za jakiś czas będę miała styczność z mieszkańcami innych krajów Ameryki Łacińskiej, które mają problem z przemocą ze strony rządu. Odnośnie Kubańczyków to nie zawsze jest łatwo. Wręcz przeciwnie, wiele razy stawiana byłam w sytuacji gdzie mój optymizm oraz chęć działania gdzieś znikał i zaczynałam zastanawiać się po co ja to w ogóle robię skoro ludzie są tak oporni i nie chcą słuchać. Jednak kiedy spotykam takich ludzi, którzy faktycznie mają dużo pomysłów i widzę, że małymi kroczkami próbują coś zdziałać oraz zastosować w praktyce to, co staram się im przekazać to jest to już mój taki mały sukces i ta chęć do działania jeszcze bardziej wzrasta.

 

3.  A.J: „Kubańskie kłamstewko”, taki tytuł nosi pozycja Pani autorstwa, pozwalająca czytelnikom zetknąć się z prawdziwymi historiami dysydentów z Kuby. Czy potrzeba opowiedzenia światu o losie tych ludzi pojawiła się podczas wizyty na Kubie?

 

J.M: Pomysł na napisanie książki, w której opowiedziałabym o tym, co tam się dzieje tak naprawdę zrodził się zaraz po powrocie do Polski. Byłam tam zaledwie tydzień, ale był to tydzień bardzo intensywny, w ciągu którego dowiedziałam się bardzo wiele i miałam okazję porozmawiać z tamtymi ludźmi oraz zaobserwować wiele rzeczy, o których nie piszą w przewodnikach. Nawet spisałam w punktach, co chciałabym zawrzeć w tej książce. Niestety od momentu powrotu z Kuby aż do mojego wyjazdu do Miami nigdy nie potrafiłam znaleźć czasu, żeby usiąść w spokoju i zacząć pisać, bo miałam mnóstwo innych rzeczy na głowie. Dopiero wyjazd do Stanów i przesiąknięcie tą kulturą kubańską w Miami sprawił, że pomysł o książce powrócił, ale pod inną postacią. Poznałam kilku Kubańczyków, których podpytywałam o różne rzeczy aż w końcu stwierdziłam, że na podstawie tych ich wspomnień można napisać książkę. I wzięłam się do roboty. Najpierw długie, wieczorne rozmowy, rzetelne notatki, a później siadłam do pisania. Początkowo chciałam pójść na łatwiznę i napisać ją po hiszpańsku, ale przemyślałam to i stwierdziłam, że pomimo tego, że w Polsce jest niewielkie zainteresowanie tym tematem i ludzie niewiele wiedzą o Kubie to warto wydać taką książkę najpierw po polsku. A niedługo przyjdzie czas na wersję hiszpańską.

 

4.  A.J: Wielu osobom możliwość podróżowania kojarzy się z wygodnym wypoczynkiem. Pani poznając świat i ludzi zdaje się mieć prawdziwą misję do wypełnienia. Czy zdążają się momenty, że będąc daleko od domu koncentruje się Pani tylko na tak przyjemnych obszarach jak piękno przyrody, czy aktywność nie pozwala nigdy zapomnieć o wyznaczonych zadaniach?

 

J.M: To prawda,  wielu ludziom podróże kojarzą się z wygodnym wypoczynkiem. Z pewnością mogę stwierdzić, że podróże all inclusive to zdecydowanie nie dla mnie. Pojechałam raz w życiu i nigdy więcej ( śmiech)! Owszem, jestem osobą bardzo aktywną, ale nie wszystkie podróże traktuję w ten sam sposób. Nie zawsze wyjeżdżam po to, żeby spełnić jakąś misję. Ciekawym przykładem jest dla mnie Hiszpania, którą wydaje mi się, że znam lepiej niż Polskę. Większość podróży, które odbyłam w tamte rejony związanych było z pracą, jednak nigdzie tak nie wypoczywam i nie zapominam o problemach jak tam. Nie wiem czym to jest spowodowane, ale czuję się tam po prostu spokojnie. Tam znajduję czas na takie przyziemne rzeczy jak wyjście na spacer do parku czy właśnie skupianie się na otaczającej mnie przyrodzie. Dlatego od wielu lat marzę o zwiedzeniu całej Ameryki Południowej. Mam nieodparte wrażenie, że to uczucie spokoju, które pojawia się w Hiszpanii, tam podwoi się bądź nawet potroi.    

 

5.   A.J: Czytelnicy z pewnością chcieliby wiedzieć czy myślała już Pani nad kolejną pozycją?

 

J.M: Tak, obecnie jestem na etapie pisania drugiej książki o zmianach w prawie kubańskim oraz w przestrzeganiu praw człowieka na Kubie od 2008 roku, tj. od momentu kiedy to Raúl Castro przejmuje władzę na wyspie. „Kubańskie kłamstewko” napisałam dość „lekkim” i prostym językiem tak, aby czytelnik mógł łatwo zagłębić się w temacie. Ta druga książką będzie nieco „cięższa”, gdyż jak już wspomniałam będzie traktować o systemie prawnym na Kubie. Tą książkę piszę we współpracy z dwoma innymi osobami, więc będzie to nasz wspólny projekt, ale nic więcej na razie nie zdradzę. Poza tym, ostatnio robiąc porządki na moim laptopie natknęłam się na dokument, w którym zaraz po powrocie z Kuby spisałam w punktach to, co chciałabym opisać w pierwszej planowanej książce, a której nie miałam czasu napisać. Prawdopodobnie kiedy skończę pisać drugą książkę, zabiorę się za ten pierwotny projekt. Jednak tym razem będzie to zupełnie inny styl literacki.   

 

6.  A.J: Zakańczając pozostaje podziękować za udzielone odpowiedzi oraz zapytać czego życzyć na polu zawodowym i twórczym?


J.M: Przede wszystkim natchnienia, energii oraz kolejnych publikacji. 

Od 2 do 10000 znaków

Znajdź nas na Facebooku

Partnerzy

Subiektywnie o książkach
Dwumiesięcznik SOFA
Wydawnictwo Psychoskok
Wydawnictwo MG
Kuźnia Literacka
Zażyj Kultury
Fundacja  Polonia Union
Kulturalne rozmowy