Tomasz Kołomyjski- autor, który twórczy chaos, ułożył w logiczną całość (wywiad)

Obrazek artykułu
Wywiad z Tomaszem Kołomyjskim, autorem jedynej w swoim rodzaju powieści „Shavrill – prośba i żądanie”. Efferen, świat, w którym osadzona jest fabuła dojrzewał i rozwijał się przez wiele lat.

„Shavrill – prośba i żądanie” zaskakuje podobnież jak osoba autora. Począwszy od pierwszego zdania pozwalamy wciągnąć się w pełną magii fabułę, która poprowadzi nas przez różnorodne krainy pozwalając wznieść się, aż do Nieba, by za moment spaść wprost do Piekła.


Należy mieć jedynie nadzieję, że spełni się życzenie autora: „Marzy mi się, aby osoby, które nigdy nie miały przekonania do liryki, dały jej szansę”.

 

 

( fot. Marta Glinicka
www.martaglinicka.pl)


 1.      Agata Jankowiak: Jest Pan dyplomowanym psychologiem psychotronicznym, aktorem z zamiłowania, ezoterykiem, pisarzem i stałym bywalcem wirtualnego świata. Czy zechciałby Pan bliżej przedstawić swą osobę czytelnikom, zdradzić, czy którykolwiek obszar zainteresowań jest dla Pana najważniejszy, co cieszy poza aktywnością zawodową itp.?


Tomasz Kołomyjski: Zwróciłem się ku psychotronice, przez zainteresowanie do fantastyki, magii, zjawisk nadprzyrodzonych, które żywiłem od dziecka. Efferen, świat, w którym osadzona jest fabuła „Shavrill” miał swój początek w moich najmłodszych latach. Psycholog powiedziałby pewnie, że świat wyobraźni to reakcja na otaczającą rzeczywistość, psychotronik uznałby, że to co przelewałem na papier, bazgrząc ołówkiem w notatnikach, to może jakaś alternatywna rzeczywistość, pamięć duszy z zeszłych wcieleń a może co gorsza, wizja odległej przyszłości? Dusza jest wieczna, poza czasem, mogłaby przecież mieć dostęp tam, gdzie umysł nie sięga… Nie wiem skąd, tak czy inaczej, naszkicowałem pewien obraz Efferenu, który powstawał na bazie tego, co doświadczałem na co dzień. Gier, książek, sytuacji życiowych. Twórczy chaos, który bardzo powoli układał się w logiczną całość.


Wychowałem się w Warszawie. Życie tu jest dość trudne. Ludzie są obcy względem siebie, nie znają siebie nawzajem, mijając się w biegu na ulicy, spotkaniach, ekranach telewizorów i bilbordów. Te poczucie wyobcowania i osamotnienia, pokonałem angażując się w teatr. Tam mogłem być kimś innym niż sobą. Okazało się, że przez wczuwanie się w role, które okazywały się do mnie niepodobne, lepiej poznawałem to, kim jestem.

Mam za sobą kilka wywiadów, wykładów, tekstów, reklam i filmów oraz ponad 20 amatorskich sztuk teatralnych w różnych teatrach od klasyków zaczynając m.in. „Hamlet”, „Balladyna”, „Mały Książe”, „Tango”, po dzieła autorskie „Nieobecni”, „Tylko miłość ma sens”, „Flaga”, „Marionetki”… i realizowałem się w różnych rolach tak długo, aż doszedłem do wniosku, że lepiej rozwijać się w kierunku tego, aby być bardziej sobą niż sprawnym w udawaniu kogoś innego. W tym samym celu uczyłem się psychotroniki oraz studiowałem pedagogikę, która również jest interdyscyplinarną gałęzią wiedzy.


Doszedłem tu gdzie jestem teraz i dobrze mi z tym. Mam narzeczoną, Martę, z którą mieszkam w Jadwisinie… kiedyś to był podobno kurort, teraz skromna miejscowość między Legionowem a Serockiem. Mam własną firmę, w ramach której zajmuję się fotografią, doradztwem psychotronicznym, współpracą z galerią sztuki współczesnej… i prowadzeniem bloga, od czasu do czasu.

 

2.  A.J: Wiele osób będzie ciekawych, kim tak naprawdę jest, i czym zajmuje się psycholog psychotroniczny? Czy zechciałby Pan odpowiedzieć o tym i zdradzić, czy psychotronika wpłynęła na Pana życie, pozwoliła „rozszerzyć” pole widzenia, i czy odnajduje miejsce w Pana codzienności?

 

T.K: Psychologia psychotroniczna to nieomalże oksymoron. Uwaga tych dwóch dziedzin jest skupiona w tym samym miejscu, na człowieku, jego życiu emocjonalnym i intelektualnym, jednak ich metody badań są zupełnie różne. W mojej opinii, psychotronika nie jest nauką, rzadko stosując zasadę falsyfikowalności dla weryfikacji własnych hipotez. Przeczucie to słowo klucz w psychotronice. Intuicja stanowi źródło poznania, podczas gdy nauka z konieczności bazuje na logice. W praktyce, tworzy to zasadniczą różnicę.


Weźmy na ten przykład, wróżenie za pomocą kart Tarota. Istnieją reguły, według których psychotronik potrafi interpretować znaczenia kart i ułożyć z nich sensowną odpowiedź na zadane pytanie, ale nie sposób pomyśleć, aby istniała twarda reguła, która w każdym wypadku będzie stanowiła wykładnie tego, co rozumiemy patrząc na ten sam symbol. Intuicja jest zaskakująca, mówi nad niekiedy niestworzone i wydawałoby się zupełnie irracjonalne rzeczy, które potem okazują się prawdą. Psychotronika jest w dużej mierze kwestią wiary… nie jest niezbędna do życia, ale potrafi znacznie je wzbogacić. Jak?


Samowiedza np. z zakresu astrologii pozwala dowiedzieć się sporo o swoich wadach i zaletach, o tym czego można się spodziewać od życia, jak się przed tym uchronić, jakich profesji sobie szukać… Możemy odnaleźć mnóstwo wartościowych wskazówek, nie twierdzę, że takie metody psychotroniczne jak Feng Shui, Tarot, Astrologia, Numerologia, Radiestezja itd. są nieomylne, ale odpowiednio wykorzystane potrafią dokonać rzeczy zaskakujących… To temat na dłuższą rozmowę.

 

3.  A.J: Do rąk czytelników trafiła książka Pana autorstwa  „Shavrill. Prośba i żądanie”. W zamyśle, jest to epos fantasy, łączący w sobie elementy powieści pikardyjskiej, poematu, powiastki filozoficznej, powieści fantasy. Co więcej pozycja posiada charakterystyczną budowę:  12 rozdziałów, 4 strony wstępu prozą, 13 stron wierszem prezentujących wizję bohatera i 4 strony zakończenia prozą. Jak narodził się pomysł na te powieść i czy trudno było realizować założoną koncepcję w poszczególnych rozdziałach, by stworzyć ostatecznie spójną całość?

 

T.K: Przedziwna forma, prawda? Skrywa ona wiele tajemnic. Forma e-booka sprawia, że proporcje zawarte w książce nie są widoczne gołym okiem, ale regularna budowa książki ma swój geometryczny i symetryczny charakter.


Myślę, że większość czytelników skojarzyła liryczną część książki z „Panem Tadeuszem” i wcale się nie pomyliła! To była inspiracja dla „Shavrill”. Po lekturze tego dzieła w gimnazjum, uznałem za dziwne to, że wiele osób zachwyca się „Panem Tadeuszem” i uważa to za szalenie ważną dla kultury polskiej pozycję w literaturze, a jednocześnie zdaje się, że nikt współcześnie nie próbował tworzyć eposu tworzyć na chociażby mgliste podobieństwo do książki Adama Mickiewicza. Swoją drogą całe życie mieszkałem na ulicy Adama Mickiewicza w Warszawie, może to swoista autosugestia…


 Na początku cała książka miała być liryką, jednak uznałem, że skoro jest to rzadko spotykana forma w świecie zdominowanym przez epikę, to dodam do książki część prozą, która w zamyśle miała wzbogacać i interpretować fabułę, opisaną wierszem. W toku pisania, okazało się, że proza stanowić będzie paralelną historię, co rozbudowało książkę. Jest niczym warkocz spleciony z dwóch kosmyków włosów. Fabuła książki jest wbrew pozorom bardzo spójna, nie związane ze sobą historie, a na pierwszy rzut oka, tworzą chronologiczną całość.


Postacie zarysowane są szkicowo w „Shavrill”, nie narzucam im żadnych cech ani właściwości, które nie byłyby istotne dla fabuły książki, co nie oznacza, że bohaterowie mają proste i przewidywalne osobowości. Wprost przeciwnie, każdy elf żyje zgodnie z własnymi zasadami. Chciałem pokazać znane nam z innych światów fantasy elfy, w nowej odsłonie. Z jednej strony, przypominają one trochę współczesnych ludzi, a z drugiej ich magiczny sposób myślenia sprawia, że przypominają nam one postacie z bajek i legend. Topos jasnowłosego, zadufanego w sobie i wiecznie młodego sztywniaka, mieszkającego w lesie, zastępuję aż pięć różnych nacji elfów, z czego każda jest zupełnie różna.


Gorończycy na ten przykład, przypominają nieco satyry a te mniej wysportowane, mogą kojarzyć się z przerośniętymi gnomami (niektóre z nadobnym brzuszkiem, wojownicy w czasie, gdy nie bronią miast przed dzikimi bestiami, lubią trochę popić). Taki jest chociażby Treval Bardus, czarownik, którego poznajemy w książce. W Nydarze, kraju pustyń, lustrzanych jezior i kryształowych miast, mieszkają raczej śniadej karnacji elfy, choć niekiedy garbate (to się tyczy szczególnie Magów), zaś w Mediuquil, w którym noc zastępuje dzień, elfy są blade i bywają niezwykle smukłe (Mnisi swoją postawą i stylem walki słusznie przypominają modliszki). W Niverwood mieszkają elfy, które mniej więcej znamy z innych powieści… mieszkają w drzewach lub grzybach, mają siwe lub jasne włosy i spędzają życie na kontemplacji natury i zabawie (czym innym mogłyby się zajmować Klauny?) A tak, jest jeszcze północ. Łatwo zgadnąć, że tamtejsze elfy są zupełnie inne, masywnie zbudowane, opatulone w futra, mieszkają w kamiennych miastach, do których żaden obcy elf nie ma wstępu (Barbarzyńcy, jak sama nazwa wskazuje, nie słynną z dobrych obyczajów), stąd Raggothar istniało w izolacji od reszty świata… do czasu.

 

4. A.J: Czy odrzucając fachowe nazewnictwo, pomijając gatunki i rodzaje literackie mógłby Pan spróbować zachęcić czytelników do lektury? Zdradzić na jakie doświadczenia mogą liczyć, z czym się spotkać?

 

T.K: Mam nadzieje, że Was zaskoczę. Chciałem, żeby fabuła była wyjątkowo dynamiczna, aby Czytelnik mógł płynąć z nurtem zdarzeń, wsłuchując się w melodię współbrzmiących ze sobą wersów… Marzy mi się, aby osoby, które nigdy nie miały przekonania do liryki, dały jej szansę. Tekst rymowany wcale nie musi być ani zbyt banalny ani niezrozumiały. „Shavrill” poza „Manifestem” na początku książki, nie zawiera w sobie zawiłych opisów, kipiących nonszalancją metafor ani wyrafinowanych porównań, do zjawisk i zdarzeń, które wcale nas nie obchodzą. Niekiedy jest aż nader potocznie i przyziemnie… w końcu na swój sposób zaglądamy do głów postaci, próbując dowiedzieć się i obiektywnie ocenić, co tak naprawdę wydarzyło się, że cały znany elfom świat, zadrżał w posadach i stanął w obliczu bratobójczej wojny.


Czeka Was dużo magii, różnorodnych postaci i krain, wzniesiemy się aż do Nieba, aby spaść na samo dno Piekieł. Miłość, nienawiść, zdrada, odwaga a nawet brawura i o wiele więcej, czyli to wszystko co pociąga nas i ekscytuje, gdy oglądamy uwielbiane przez nas filmy czy serialne… Poznamy intrygujące historię wydawałoby się zwykłych elfów, których działania, nieświadomie narobią sporo zamieszania w świecie… Dla niektórych będzie to podróż od zera do bohatera, dla innych będzie to okazja, aby znaleźć w którymś z bohaterów cząstkę siebie… zaśmiać się, wzruszyć, odnieść się krytycznie do współczesności.
Marzy mi się zobaczyć ludzi, którzy zainspirowani „Shavrill” pisaliby własne liryczne fantasy… bardzo by mnie to ucieszyło.

 

5. A.J: Pozycja „Shavrill. Prośba i żądanie” to pierwsza część z planowanej trylogii, więc w zasadzie nie musimy pytać, czy zamierza Pan pisać dalej? Może jednak zdradzi Pan kiedy możemy spodziewać się kolejnej części?

 

T.K: Właśnie! Mam dylemat. Do niedawna było dla mnie oczywiste, że czeka nas teraz druga część, z którą wiąże największe nadzieje. Jednak nie wykluczam, że zrobię sobie przerwę od „Shavrill” na napisanie kilku krótszych form, które przystępnie przybliżą nam i odmalują Efferen bardziej realistycznie i dokładnie. Może się również okazać, że „Shavrill” doczeka się czterech części, bo urodził się we mnie taki pomysł… Nie ukrywam, że wiele zależy od recepcji książki. Ona, jak i wszystkie następne, są i będą dla Was. Jestem otwarty na waszą opinie, pomysły, sugestie. „Shavrill – Prośba i Żądanie” powstawało 13 lat. Wynikało to z wielu przyczyn, ale głównie w braku motywacji. Nie jestem pierwszym autorem, który usilnie próbował porzucić swój pomysł, lecz ten jak wyrzut sumienia, wisiał nad nim tak długo, aż dopiął swego. Jestem więcej niż pewien, że następne publikacje powstaną znacznie szybciej, odnalazłem pewność siebie i formę, której szukałem…

 

6.  A.J: Zakańczając pozostaje oczywiście podziękować za udzielone odpowiedzi i zapytać czego życzyć na przyszłość?

 

T.K: Wydania papierowej wersji, pełnej rysunków, z piękną kaligraficzną czcionką… a może audiobooka, w której każda z postaci, miałaby swój głos? Jakie to byłoby piękne! A może film? Gra? Szaleństwo! Chociaż, spełniłem niejedno swoje marzenie, byłem świadkiem wielu ziszczających się pragnień… czemu nie spróbować szczęścia?


Jeśli mogę sobie życzyć czegoś więcej na przyszłość, to kilku ciepłych słów od garstki osób, które docenią to, co chciałem im dać… tak od serca.

Od 2 do 10000 znaków

Znajdź nas na Facebooku