"To książka dla ceniących sobie wolność wyobraźni".– wywiad z Flou Taker

Obrazek artykułu
Wywiad z Flou Taker, pisarką, która poprzez fantastyczną wizję porusza ważne tematy." Przypadek" to książka dla ceniących sobie wolność wyobraźni. Sensacja została wsparta przez fantastyczną wizję.

Od dobrych powieści obyczajowych oczekuję się poruszającej, życiowej treści. Należy jednak podkreślić, że utalentowany pisarz o najważniejszych sprawach może mówić poprzez dowolny gatunek literacki.

Flou Taker jest doświadczoną życiowo autorką, która umiejętnie oddziela przestrzeń rzeczywistą od tej twórczej oraz wyobrażonej. Ponadto pisarka oddała w ręce czytelników książkę dla ceniących sobie wolność wyobraźni – Przypadek. Główna bohaterka na skutek traumy rozwodowej doświadczy zaskakujących zdarzeń. Więcej szczegółów autorka zdradziła w wywiadzie.


Pani Flou Taker na początek trzeba zapytać, czy zechcę Pani pokrótce przedstawić swoją osobę? Wyjawić odbiorcom, co porabia Pani zawodowo, w wolnym czasie, co lubi, a czego nie znosi?


No więc tak... Trudno powiedzieć, czym zajmuję się zawodowo. Ukończyłam krakowską ASP na Wydziale Projektowania Przemysłowego. Pracowałam wiele lat w zespołach zajmujących się tą właśnie dziedziną. Ale też malowałam, rzeźbiłam, szyłam ciuchy do butików. Potem przyszły ciężkie czasy transformacji i założyliśmy z mężem maleńką firmę grafiki komputerowej. Potem nastały jeszcze trudniejsze czasy i musiałam zrezygnować z czynnego życia zawodowego (kolejni członkowie rodziny odchodzili w zaświaty...) A potem zmarł mąż i przeszłam na rentę. Razem z synem, przenieśliśmy się z Krakowa do Tarnowa, do dużego i starego domu po moich rodzicach. Remonty, ogród itd.


Tak zwanego „wolnego czasu” w zasadzie nigdy nie miałam, bo całe życie organizowałam sobie na zasadzie „Własnych Zasad”... Polegały one na tym, że... zasad nie miały. Zajmowałam się zawsze tym, co mnie fascynowało w danym czasie. A tych fascynacji było tak wiele, że wszelkie dyrdymały wylatywały z mojego otoczenia. Tego jest tak wiele, że trudno temat rozwijać w krótkim wywiadzie.

Czego nie lubię? W zasadzie tylko jednego – braku używania przez ludzi tego cudownego daru, jakim jest własny rozum.


Oczywiście czytelnicy na pewno będą chcieli wiedzieć, czy Flou Taker to prawdziwe dane, czy pseudonim artystyczny? Prosimy zdradzić tę tajemnicę.


Nie ma w tym żadnej tajemnicy. To oczywiście pseudonim. Musiałam jakoś oddzielić od siebie te dwa, niepasujące do siebie Światy. Jeden z nich to ten, w którym posługuję się dowodem osobistym, prawem jazdy, płacę rachunki, robię remonty itd., a drugi wypływa z zupełnie innej przestrzeni, jest moim intymnym, osobistym światem, który dzięki stukaniu w klawiaturę komputera nabiera bardziej materialnej formy.


W krótkiej notce biograficznej wspomniała Pani, że odpoczywa podczas pisania. Proszę zdradzić, kiedy obudziła się w Pani potrzeba wyrażania myśli i spostrzeżeń za pomocą słowa pisanego?


To się nie obudziło, ta potrzeba zawsze we mnie istniała. Kiedyś wyrażała się w innych formach rejestracji, teraz przyszła pora na pisanie. Jest łatwiejsza od pozostałych, bo nie wymaga pracowni, tylko biurka z komputerem. Całe moje życie, to jeden wielki Eksperyment, więc teraz przyszła pora na pisanie.


Na uwagę zasługuje również fakt, że jest Pani niebywale utalentowaną artystycznie osobą. Wiedza zdobyta na ASP w Krakowie na Wydziale Wzornictwa przemysłowego na pewno nieraz przydała się Pani w życiu codziennym. Czy opowie Pani w jaki sposób?


Tak, to był za moich czasów super wydział. W zasadzie uczył jednego – MYŚLENIA. Tego od nas wymagano bezdyskusyjnie. Było się z kadrą profesorską i asystentami na „Ty”, siedziało się nocami na Wydziale, tworząc wspólne projekty. Wszyscy byliśmy zdrowo podkręceni. Na roku było w porywach dziesięć osób, więc jak dla mnie – rewelacja.

Do tej pory mam na Wydziale przyjaciół, ale dzisiejsze życie uniemożliwia zbyt częste kontakty.


Flou Taker potrafi pięknie zdobić, ciekawie pisać i podobno malować. Czy to prawda, że malarstwo to kolejna Pani pasja? A może jest ich więcej?


Pasji mam tyle, co gwiazd na niebie... to oczywiście żart. Jedna przechodzi w drugą. Jak już raz coś opanuję do zadowalającego mnie punktu, to zabieram się za coś innego. Dlatego zapewne nie zrobiłam tak zwanej kariery, bo życie jest zbyt ciekawe, żeby zawracać sobie głowę duperelami. Na tym polega twórczość z definicji. Tak ja ją definiuję. Ale tak, był okres, gdy malarstwo i rysunek dominowały i miałam nawet kilka wystaw indywidualnych.


Oczywiście nie da się zapomnieć, że korona-wirus zmienił świat. A w jaki sposób szerząca się zaraza, wpłynęła na Pani życie? Obudziła lęk, zmotywowała do stosowania wielu środków zaradczych, a może skłoniła do zastanowienia się nad kwestią wartości życia?


No więc muszę Panią rozczarować. Ja ją po prostu zignorowałam. W ogóle na mnie nie wpłynęła. Jest takie powiedzenie - „Gdzie skierowana uwaga, tam płynie energia”. Nie mam najmniejszego zamiaru zasilać swoją energią czegoś, czego „grozy” nie zauważam w swoim najbliższym otoczeniu. Mieliśmy wszyscy jakąś tam formę grypy, czy też przeziębienia, ale dobre, stare metody wykopały ją skutecznie i sprawnie. A zastanawianie się nad „wartościami życia” biorę na co dzień, więc nic nowego pod słońcem.



Może tak miało być, że "Przypadek" pojawił się w niesprzyjających okolicznościach. W końcu jest to skłaniająca do rozważań sensacja z motywami science -fiction, której czytanie umili każdemu czas pozostawania w domu. Skąd pomysł na tak wyjątkową historię?


Przypadek” pojawił się w bardzo sprzyjających okolicznościach. Serio. Pomysł snuł mi się po głowie od lat. Wysłuchałam wywiadów z tak zwanymi „Super Żołnierzami”. - Andy Kramer, Max Spears, Aurora, Corey Good i inni. To, o czym mówili, bez względu na to, w jakiej części jest prawdziwe, to kopalnia pomysłów na opowiadania i powieści. Szalenie inspirujące! Dodając do tego przeżycia własne z niekonwencjonalnych obszarów rzeczywistości, wszystko zaczyna nagle nabierać sensu odległego od utartych, oficjalnych szlaków.


Przy okazji warto zapytać, czy ilustracja na okładce książki, jest inspirowana jednym z Pani obrazów?


Tak. To mój obraz.


Oczywiście jak na fantastyczną wizję przystało „Przypadek" zaskakuje nieprawdopodobnymi scenami, ale przecież opisane w książce zdarzenia da się odnieść do rzeczywistości. Czy więc można przyjąć, że ta powieść inspirowana jest obserwacją ludzi, a także analizowaniem własnych przeżyć?


Na to pytanie właściwie już odpowiedziałam. Lubię analizować otaczającą mnie rzeczywistość z każdego, interesującego mnie punktu widzenia. Mam sporą ilość notatek z odległych w czasie osobistych przeżyć, których nie da się wtłoczyć w obowiązujące ramy tak zwanej, oficjalnej Nauki. To temat rzeka.


Główna bohaterka powieści to doświadczona życiowo Megi, która przeżyła wiele małżeńskich traum. Po wszystkim w zasadzie nie cieszyło jej już nic, więc przeżyła załamanie nerwowe. Czy uważa Pani, że niektóre czytelniczki będą mogły utożsamić się z bohaterką?


Traumy małżeńskie, to obowiązujący w tym świecie schemat. Najpierw sobie ludzie zaplączą wszystko bez sensu, a potem się dziwią, że trudno jest to wyprostować. Czasem się oczywiście da, ale najlepiej użyć ostrego narzędzia przecinającego te supełki. Ciach i życie znowu może być piękne... To nie oznacza, że trzeba od razu wystrzelić się na Księżyc. Każdy przypadek jest nieco inny, ale na pewnym poziomie to jeden i ten sam powód. Człowiek lubi mieć drugiego człowieka „na własność”. No i potem zaczynają się schody.


Po ostatnim spotkaniu z byłym mężem świadomość Megi zaczyna się zmieniać. Kobieta wyraźnie czuje, że od tego momentu jej życie może stać się ciekawe. Istotnie tak się dzieje. W Megi najprawdopodobniej zagnieżdża się obcy Element, zaczynają obserwować ją "Tajne służby", a wojsko zaczyna na nią polować. Czy wyzwaniem było dla Pani opisywanie tych sensacyjnych wątków?


Nie znam się na wojsku, na Służbach, ani niczym podobnym. Zawsze trzymałam się z daleka od wszelkiego rodzaju podporządkowywania się komuś, czemuś, stawania na baczność, wyszukiwaniu wroga. To zupełnie dla mnie obcy świat, ale konsekwencje działalności tej maszynki do zabijania, widać gołym okiem. Trudno przejść obojętnie, bez zastanawiania się, co powoduje ludźmi, że biorą się za takie zajęcia. Temat trudny, ale nie beznadziejny... Teraz tyle.


Im dalej wnikamy w akcję powieści, tym więcej nas zaskakuje. Czy trudno było Pani kreować tę wielowątkową powieść?


Trudno raczej było ograniczyć wyobraźnię i sprawić, by nie zamęczyć czytelnika. Po napisaniu całości niemal połowa wylądowała w koszu.


Trzeba także spytać, czy, a jeśli tak to jakimi z własnych cech obdarzyła Pani Megi?


Nie wyobrażam sobie pisania o czymś, o czym nie ma się bladego pojęcia. Przez całe życie zbiera się różne „klocki” i wrzuca do pudełka. Z czasem jest tego tyle, że nie ma żadnego kłopotu z kombinatoryką. Wszystko jest w końcu kompatybilne zmieniają się jedynie dekoracje. To tak jak z klockami Lego. Jeżeli jest ich wystarczająco dużo, to wystarczy jedynie odrobina wyobraźni. Wszystko jest prawdziwe i nieprawdziwe jednocześnie.


Oczywiście zbyt wielu szczegółów nie warto zdradzać, ale prosimy powiedzieć, jakimi słowami chciałaby Pani zachęcić odbiorców do sięgnięcia po „Przypadek"?


To chyba najtrudniejsze pytanie... Każdy szuka w literaturze czegoś innego i inne rzeczy przyciągają jego uwagę. Jedna z moich koleżanek przebrnęła jedynie przez kilka pierwszych stron, po czym przeprosiła, że nie da rady więcej tego czytać. A inna połknęła opowieść jednym haustem – jeżeli można się tak wyrazić. Siadła rano a skończyła wieczorem i domagała się dalszego ciągu. Więc to naprawdę trudne pytanie.


Tak z grubsza. To książka dla ceniących sobie wolność wyobraźni, niekonwencjonalne podejście do tematu i życia, oraz dla lubiących wartką akcję. Tyle.



Kontynuacja wywiadu z Flou Taker – TUTAJ


Od 2 do 10000 znaków

Znajdź nas na Facebooku

Partnerzy

Subiektywnie o książkach
Dwumiesięcznik SOFA
Wydawnictwo Psychoskok
Wydawnictwo MG
Kuźnia Literacka
Zażyj Kultury
Fundacja  Polonia Union
Kulturalne rozmowy - Sylwia Cegieła
Sklep internetowy TylkoRelaks.pl
CoCzytamy.pl