"To jedno zdanie zmieniło moje życie" - wywiad z Krzysztofem Hochmanem

Obrazek artykułu
Wywiad z Krzysztofem Hochmanem, autorem "Teologi w przyszłości". Książka skierowana jest do ludzi dojrzałych, w swoim duchu. Gotowych, by zapytać o sens swojego istnienia w doczesności.

Panie Krzysztofie, czytelnicy dopiero zaczynają Pana poznawać, dlatego na początek warto zapytać, czy zechce Pan, choć pokrótce przedstawić swą osobę? Opowiedzieć o bogatych doświadczeniach,  pasjach, czy  prowadzonej hodowli przepiórek.


Moje życie tak się ułożyło, że dane było mi zgromadzić bogate doświadczenie. Prowadziłem drużynę harcerską. Byłem szefem klubu żeglarskiego przez AZS- ie w Łodzi, dużo pływałem pod żaglami. Po studiach podjąłem pracę w placówce badawczej w bydgoskim Zachemie. Ukończyłem studia podyplomowe z automatyki na Politechnice Warszawskie. Ustaliłem temat pracy doktorskiej i wtedy wszystko mi się zawaliło.


Okazało się, że jestem wrogiem PRL-u, czego przez kilka lat nie potrafiłem zrozumieć. W odruchu bezradności kupiłem gospodarstwo rolne i zacząłem bywać rolnikiem. W  międzyczasie bywałem kierowcą zespołu muzycznego, korepetytorem, prządłem i farbowałem owczą wełn, prowadziłem zespoły folklorystyczne. Po roku 1990 byłem pracownikiem urzędu gminy, starostwa i tak dotrwałem do emerytury. Gdy dziewięć lat temu wybierałem się na emeryturę, okazało się, że emerytura była ona mizerna. Zacząłem szukać dodatkowych dochodów i wybrałem hodowlę przepiórek. Teraz oprócz dodatkowych przychodów, mam z tego tytułu wspaniałe zagospodarowanie emeryckiego czasu. Reasumując, otrzymałem od losu szansę zdobycia dużego doświadczenia życiowego… Sądzę, że tę szansę nieźle wykorzystałem.


Wiemy, że posiadał pan teczki w IPN-nie, i swego czasu był inwigilowany przez służby bezpieczeństwa PRL-u. Czy mógłby Pan powiedzieć cos więcej na ten temat. Dziś podobne wątki interesują rzesze Czytelników.


Po studiach nawet przez głowę mi nie przechodziło, że w Polsce  możliwa jest zmiana ustroju. Pogodziłem się z istniejącą rzeczywistością i chciałem spokojnie spędzić życie, zajmując się działaniami naukowymi...


Kolejny raz okazało się, że tam na górze miano inne plany wobec mnie. Po wypadkach marcowych w 1968 r. nastąpiła nagonka na ludzi pochodzenia żydowskiego. Do pewnego czasu podchodziłem do tego obojętnie.  Niestety, kiedy szykany dotknęły mojego kolegę Jurka Holtzmana, który też studiował na PŁ i pracował w tej samej placówce badawczej co ja, pod wpływem emocji na zebraniu powiedziałem, że ja nie upoważniłem Władysława Gomułkę, by w imieniu narodu polskiego potępić polaków pochodzenia żydowskiego.


To jedno zdanie zmieniło moje życie. Zostałem wrogiem PRL-u . Służba bezpieczeństwa przydzieliła mi „opiekunów”, cofnięto zgodę na robienie doktoratu… Próbowałem jeszcze podjąć pracę w innej placówce badawczej… i tam dowiedziałem się, że w kadrach  jest na mnie „zapis”…


W geście rozpaczy uciekłem na wieś… w rolnictwo, na którym niewiele się znałem. Parę lat temu odebrałem w IPN- nie kopie swoich teczek. Poznałem tych, którzy donosili na mnie. Wszyscy do tego procederu zostali zmuszeni w sposób okrutny. Większość z nich już nie żyła, tych, którzy żyli, przerosiłem za to, że swoją nieroztropną wypowiedzią zgotowałem im tyle nieprzyjemności…


W przypadku Pana osoby istotny zdaje się także wątek publikacji w ”Gazecie Radomskiej”. Pisywał pan felietony pod tytułem "Listy ze wsi" oraz eseje dotyczące historii przedwojennego ruchu ludowego i walk partyzanckich w okolicach Radomska. Jak zaczęła się i przebiegała ta dziennikarska przygoda? Proszę także zdradzić, czy był to Pana pierwszy kontakt z „pisarstwem”.


Tak, Listy ze wsi można uznać za pierwszy kontakt z „pisarstwem”. W tamtym czasie Radomsko, jak wiele innych miast, wypełniało się ludźmi ze wsi. Często można było usłyszeć pytanie - co tam słychać na wsi? Postanowiłem co tydzień odpowiadać na to pytanie w formie listu ojca, który mieszka na wsi, do swoich dzieci mieszkających w mieście. Budowałem  te odpowiedzi na politycznych i gospodarczych aktualnościach, na przypominaniu tradycji, wreszcie na rozważaniach problemów moralnych… I tak pisałem przez dziesięć lat. Nieskromnie powiem, że moje listy spotykały się z dużym uznaniem czytelników Gazety.


W notce biograficznej zdradziła Pan, że wielokrotnie czuł się bezsilny. Czy to prawda, że wówczas zaczął Pan sięgać po lektury filozoficzno–teologiczne, dzięki czemu pogłębiona wiedza ostatecznie pozwoliła oddać w ręce czytelników ”Teologię w przyszłości”?


Tak, moją bezsilność wobec otaczającej mnie rzeczywistości próbowałem utopić w lekturze historyczno- filozoficzno- teologicznej. Po pewnym czasie uznałem za stosowne robić zapiski i komentarze na temat przeczytanych tekstów. To one pozwoliły mi napisać „Teologię w przyszłości”

 

”Teologia w przyszłości” powstawała ponad dwadzieścia lat. Czu uważa Pan, że zdołał w pełni wykorzystać ten czas? Należy także zapytać, czy końcowy efekt w pełni Pana zadowala?


Nie potrafię odpowiedzieć na tak sformułowane pytanie. Zawsze starałem się i nadal tak postępuję, by najlepiej wykorzystać czas dany mi przez Stwórcę. Czy to mi się w pełni udaje? Nie wiem.


Treść „Teologii w przyszłości” obraca się wokół pytania o sens ludzkiego, doczesnego istnienia w kontekście: religii, kultur, systemów politycznych. Czy uważa Pan, że zdołał odnaleźć odpowiedzi?


Tak. Tyle że jest to odpowiedź tylko dla mnie. Każdy człowiek jest inny, ma inne zadanie do spełnienia w swojej doczesności. Dlatego każdy powinien odnaleźć swoją odpowiedź na pytanie o sens  życia. Niekoniecznie w wymienionym kontekście… Często ludzie znajdują tę odpowiedź bez zadawania generalnego pytania. Najczęściej zastanawiają się, dlaczego cierpią, dlaczego jest tak, jak jest… Do zadania sobie pytania generalnego trzeba dorosnąć duchowo i ponownie stać się dzieckiem. A to jest przynależne tylko wybrańcom. Uważam, że nie ma tu uniwersalnej odpowiedzi. To jest jedna z ważniejszych konkluzji mojej pracy.


Treść książki zapisana została na zasadzie obszernej rozmowy pomiędzy dziadkiem a wnukiem. Proszę zdradzić skąd pomysł, na tę trzeba przyznać ułatwiającą odbiór formę?


Mój najstarszy wnuczek, często mówił mi- lubię z tobą rozmawiać… Zresztą teraz najmłodszy też podchodzi do mnie i rozmawiamy na różne tematy i nieraz mówi- fajnie się z tobą rozmawia… Nie mówię im, jak wielką frajdę mnie sprawiają te rozmowy… Pierwotnie ten tekst napisałem w formie wykładów. Kilka osób, którym dałem go do przeczytania, mówiło mi-  ciekawe, ale to się trudno czyta... I wtedy przypomniały mi się opinie wnuczka o naszych rozmowach. Przerobiłem tekst, nadając mu formę rozmowy z wnukiem.


Nie wszyscy zdążyli sięgnąć po książkę, dlatego warto zapytać jak, zachęciłby Pan Czytelników do lektury.


Ta książka nigdy pewnie nie będzie bestsellerem… To jest tekst dla wąskiego kręgu ludzi dojrzałych, w swoim duchu, do zadania sobie pytania o sens swojego istnienia w doczesności i świadomie poszukujących odpowiedzi. Bez tej dojrzałości tego tekstu nie da się zrozumieć… Dlatego nie zamierzam nikogo zachęcać. Ważne, że jest wydana, a przez to dostępna.


Oczywiście warto również zapytać, czy z czasem planuje Pan wydać kolejne książki, czy „Teologia w przyszłości”, pozostanie perełką?


Gdy patrzę na swoje życie, często  myślę sobie, że jego przebieg mógłby być kanwą do drugiej części ‘Zezowatego szczęścia” Stefana Stawińskiego.  Najczęściej musiałem robić to, czego wcześnie nie zamierzałem. Tyle że w moim przypadku wszystko kończy się happy endem. Jestem zadowolony z mojego życia. Może, gdy mi Bóg pozwoli, opiszę swoje przygody życiowe…


Kończąc, należy podziękować za udzielone odpowiedzi oraz zapytać czego życzyć na przyszłość?


Większego zaufania Bogu i rozumienia innych.

Od 2 do 10000 znaków

Znajdź nas na Facebooku

Partnerzy

Subiektywnie o książkach
Dwumiesięcznik SOFA
Wydawnictwo Psychoskok
Wydawnictwo MG
Kuźnia Literacka
Zażyj Kultury
Fundacja  Polonia Union
Kulturalne rozmowy