„Szwedzi mają w nosie swoją historię” - wywiad z Mirosławem Prandotą

Obrazek artykułu
Wywiad z Mirosławem Prandotą, autorem książki „Przepustka do raju”. Dzięki tej pozycji zyskujmy szanse, by przyjrzeć się Szwecji z zewnątrz i od środka. Nie zabraknie ciekawostek, podkreślonych różnić kulturowych i żywych portretów ciekawych ludzi.

Autor przedstawił czytelnikom kraj zupełni inny od Polski. Szwecja jest bowiem w zupełności pozbawiona tradycji martyrologicznych. „Przepustka do raju” to książką o Szwecji widzianej oczami Polaka. Znajdziemy w niej reportaże z różnych środowisk kulturowych. Będzie zabawnie, bo autor uznał, że „o dziwnych ludziach, dziwnych rzeczach i dziwnych obyczajach chętniej się czyta”.

 

Panie Mirosławie, ponieważ dla czytelników nadal jest Pan nie odkrytą w pełni kartą, warto zapytać, czy zechciałby Pan uchylić rąbka tajemnicy. Pokrótce przedstawić swą osobę, zdradzić co porabia Pan na co dzień, czym pasjonuje się prócz pisania, co lubi, a czego nie?

 

Zajmuję się dziennikarstwem, czyli uprawiam zawód, który dzisiaj nie cieszy się zbytnim szacunkiem, ponieważ większość przedstawicieli tego „fachu” najchętniej dryfuje w kierunku polityki, co często odbierane jest z niesmakiem i traktowane jako propaganda na zamówienie. Na szczęście jestem dziennikarzem sportowym, więc mam z głowy ten problem.

 

Nie można nazwać Pana debiutantem, ponieważ na Pana koncie znajduje się już z kilka publikacji. Tym samym możemy być pewni, że lubi, chce i potrafi Pan pisać. Proszę zdradzić co i dlaczego skłoniło Pana, by rozpocząć przygodę z pisaniem? Jest to skrzętnie realizowany plan, realizacja marzeń z lat młodości, a może jedynie „dodatek” uatrakcyjniający codzienność?

 

Przygodę z pisaniem rozpocząłem w IV klasie szkoły podstawowej. Pani od polskiego kazała napisać w czasie ferii zimowych opowiadanie na dowolny temat. Napisałem, że w mojej dzielnicy był potop, jedyną osobą, jaka się wtedy uratowała, byłem ja, ponieważ wszedłem do beczki, zakorkowałem się od środka i miałem w nosie wielką wodę. Napisałem to na dziesięć stron. Niestety, nauczycielka nie doceniła mojej wyobraźni, postawiła tróję z dwoma minusami, a podczas omawiania prac w klasie ustaliła, że jestem raczej nienormalny i że nic dobrego ze mnie nie wyrośnie. Od tamtej pory napisałem 20 książek i kilka setek reportaży.

 

Jak dotąd zawsze zaskakuje Pan czytelników. Jest Pan autorem skłaniającej do refleksji powieść o tematyce czasu wojennego „Rachunek obcego sumienia”, powieści satyrycznej „Taniec życia” i reportażu „Przepustka do raju”. Doskonale odnajduje się Pan w różnych gatunkach literackich. Czy celowo unika Pan zaszufladkowania w jednej formie? A może ta odmienność jest planowanym „eksperymentem”, sprawdzaniem swych sił w różnych przestrzeniach lub potrzebą chwili, czy nieprzewidywalnego natchnienia?

 

Chyba w grę wchodzi potrzeba chwili. Pomysł wpada do głowy i się pisze, ale tylko wtedy, gdy potrafię z góry wymyślić puentę. Jeżeli nie, to szkoda fatygi. Najczęściej przychodzi mi do głowy temat wymagający ujęcia satyrycznego, chyba dlatego, że mam dystans do wszystkiego, co się dzieje, także do siebie i chętnie się śmieję. Poza tym pisanie komediowe jest same w sobie relaksem dla ducha. Na myśl przychodzą zabawne skojarzenia, człowiek czuje się na luzie, bawi się tym, co robi. Kłopot w tym, że epoka czytania zabawnych książek już przeminęła, teraz ludzie najchętniej czytają o czyichś zmartwieniach, bo wtedy sami czują się zdrowsi.

 

Ponieważ ostatnimi czasy ukazała się „Przepustka do raju”, skupmy się na tej pozycji. Skąd potrzeba, by ukazać polskim czytelnikom Szwecję. Kraj w zupełności pozbawiony tradycji martyrologicznych, a tym samym tak odmienny od polskiej rzeczywistości?

 

W Polsce nieustannie cierpimy, najchętniej za grzechy całego świata, a gdyby była potrzeba, cierpielibyśmy również za kosmos. Święta narodowe przepojone są ogromem cierpienia, ludzie z pasją wspominają nasze klęski narodowe, nieszczęścia doznane od wrogów sto oraz dwieście lat temu i chociaż wrogów już nie ma, my ich ciągle wymyślamy, przypominamy sobie, jakimi byli draniami, a zgodnie z teorią poprawności politycznej obawiamy się ich nadal, bo mamy zakodowane w głowach, że życie bez wroga to czas stracony, koniecznie musimy kogoś bać się i martwić o przyszłość. Szwedzi mają w nosie swoją historię, nawet nie wiedzą, że w XVII wieku najechali Polskę i zrujnowali straszliwie nasz kraj. Oni cały czas nastawiają swoje myślenie na czas przyszły, na gospodarkę i na korzyści, jakie mogą osiągnąć z tej gospodarki. Jak z tego widać, w porównaniu z nami są wyjątkowo zacofani.

 

Przepustka do raju jest książką o Szwecji widzianej oczami Polaka. Znajdziemy w niej reportaże z różnych środowisk kulturowych. Przyjrzymy się Szwecji z zewnątrz i od środka. Nie zabraknie humoru, ciekawostek, podkreślonych różnić kulturowych i żywych portretów ciekawych ludzi, którzy przeprowadzili  się z Polski do Szwecji. Czy prócz tych atutów jest jeszcze jakiś, który powinno się wymienić, by zachęcić czytelników do lektury?

 

Prawdę mówiąc, to ja mam coraz więcej wątpliwości, czy w najbliższym czasie ludzie w ogóle będą jeszcze czytać książki, bo to zmusza do myślenia, podczas gdy przeglądając Internet, nie czuje się takiej potrzeby. Pociecha w tym, że książki reportażowe są jednak coraz częściej czytane, więc moja „Przepustka” ma jakieś szanse w tym kontekście.


Nie można nie wspomnieć, że z przekąsem przyznał Pan, że: „to książka o wariatach.”. Podobno można zwariować od samego czytania. Proszę wyjaśnić tym, którzy jeszcze nie zdążyli sięgnąć po książkę, dlaczego i zdradzić kim są owi wariaci.

 

Najtrudniej jest napisać książkę o tak zwanych zwykłych ludziach, no bo co o nich można napisać? Słowo „wariat” jest sformułowaniem umownym, bo dotyczy kogoś, kto w jakiś sposób wyróżnia się spośród społeczności, w której przebywa. Ja miałem do dyspozycji trzy razy więcej notatek z mojego pobytu w Szwecji niż ich ilość wykorzystana w książce. Uznałem, że o dziwnych ludziach, dziwnych rzeczach i dziwnych obyczajach chętniej się czyta niż o facecie, który spędza życie w fotelu przed telewizorem i dlatego o tym facecie nie napisałem, mimo że mogłem.

 

Szczegółów nie warto zdradzać, ale skoro książka jest już dostępna, proszę powiedzieć, w jaki sposób Pan chciałby zachęcić czytelników do lektury?

 

Jeżeli ktoś wybiera się do Szwecji do pracy albo nawet na zamieszkanie, to powinien przeczytać „Przepustkę”, bo będzie wiedział, czy warto, a także jak się zachować, żeby „wyjść na swoje”. Poza tym jest to książka naprawdę ciekawa, a mówię to wcale nie dlatego, żeby się reklamować, po prostu nauczyłem się oceniać to, co napisałem. Nawiasem mówiąc uważam, że kilka moich książek jest do kitu, ale reszta daje się czytać.

 

Ponieważ nie sposób przewidzieć czym jeszcze może Pan zaskoczyć, warto zapytać, czy ma Pan w planach kolejne publikacje?

 

Mam. Tym razem napisałem kryminał, tyle że już go dwa razy przerabiałem, a niewykluczone, że przerobię go jeszcze raz. Ten gatunek powieści wymaga niezwykłej precyzji, bo czasem jedno wyrażenie może zepsuć cały efekt. Prawdę mówiąc, już nie mogę patrzeć na to, co napisałem, więc odkładam przeróbki na dłuższy czas, aby nie zanudzić się samemu ze sobą.

 

Kończąc, należy podziękować za udzielone odpowiedzi oraz zapytać czego życzyć na przyszłość?

 

Miło było pogadać, natomiast nie jestem pewny, czego bym sobie życzył… Pamiętam, że kiedyś z przyjemnością czytywałem książki autorów, którzy potrafili mnie rozbawić, podczas gdy teraz czytuję tylko takich, którzy starają się utopić czytelnika w swoim smutku. Nie wiem, czy to plaga, czy tylko moda, podobno depresja stała się już chorobą społeczną, a ja akurat nie lubię smucić się i dlatego życzyłbym sobie trochę drukowanej wesołości na przyszłość. A nuż coś się trafi?

Od 2 do 10000 znaków

Znajdź nas na Facebooku