awiola

Awatar użytkownika
Książki od zawsze spełniały wielką rolę w moim życiu. To dzięki nim poznawałam inne światy, wyruszałam w dalekie podróże i znajdowałam nowych, książkowych przyjaciół. Literatura bowiem to moja największa miłość bez której nie mogłabym żyć.

Oprócz nałogowego czytania książek, jestem również ich kolekcjonerem. Moja biblioteczka pomimo obszernej ilości woluminów (prawie dwa tysiące książek), stale się powiększa. Tak, jestem książkoholiczką.

Opinie, które zamieszczam na blogu uznaniowo nazywam recenzjami, daleko mi bowiem do profesjonalizmu. Piszę co myślę i czuję na temat danej książki. Jednak w każdej staram się znaleźć coś interesującego, co pozwoli czytelnikowi na chwilę refleksji, zapomnienia czy uśmiechu.

Oprócz czytania, filiżanka kawy i słodycze to nieodzowne przyjemności, jakich nie umiem sobie odmówić.
Zapraszam na moją stronę: http://www.subiektywnieoksiazkach.pl

Wprowadzone książki

Wprowadzeni autorzy

Dodane opinie

Opinia dla książki: "Księga związków, podrywu i seksu dla kobiet"Przejdź do opini

Opinia

Księga dobrych rad

Awatar użytkownika
awiola

"W jednej sekundzie możesz stać się szczęśliwym człowiekiem. Wystarczy pozwolić pozytywnym myślom panować nad sobą. Zobaczysz, że bardzo szybko cały wszechświat zacznie się dla ciebie zmieniać."
W przypadku dzisiejszej recenzji równouprawnienie nie ma zastosowania. Mężczyźni niech uciekają do swoich typowo męskich zadań, a kobiety niech usiądą wygodnie w fotelu. Dziewczyny, jeśli szukacie wiedzy w pigułce dotyczącej tajemnicy dobrego związku, seksu i podrywu – zapraszam. Poradnik, o którym dzisiaj wam opowiem został napisany przez dwóch mężczyzn. Któż bowiem może doradzać kobietom w kwestiach tajemnicy męskiej natury? Oczywiście inny mężczyzna.
Autorami "Księgi związków,  podrywu i seksu dla kobiet" są dwa panowie – Krzysztof Król oraz Jan Gajos. Krzysztof Król to osoba z bardzo bogatym życiorysem, założyciel i dyrektor szkoły "Perfect Dating", do tego szkoleniowiec, coach motywacyjny i biznesmen. Jest specjalistą w zakresie związków i psychologii kobiet. Wolny czas spędza na komponowaniu muzyki jako znany Dj. Chris King. 
Jan Gajos to nauczyciel nawiązywania relacji damsko-męskich, autor wydanych na DVD szkoleń skierowanych do przedstawicieli obu płci. Obydwaj panowie tworzą edukacyjne programy LingLing.
Poradnik podzielony jest na jedenaście rozdziałów. Autorzy poruszają wiele kwestii dotyczących wypracowania szczęśliwego związku poprzez odpowiednią sztukę podrywu do niezapomnianego seksu. W książce znajdziecie odniesienia do psychologii mężczyzn, różnicach pomiędzy obiema płciami, pojęcia fizyczności czy mowy ciała, jak również porady dotyczące poznawania mężczyzn poprzez sieć internet. "Księga związków, podrywu i seksu dla kobiet" to swoiste kompendium wiedzy dla kobiet w drodze do lepszego zrozumienia tajemnic męskiej natury.
Krzysztof Król i Jan Gajos w swojej publikacji poruszają szereg zróżnicowanych pojęć. Przed lekturą tegoż poradnika spodziewałam się otrzymać wiedzę oscylującą w ściśle określonym obszarze – skomplikowanych relacji damsko-męskich. Tymczasem autorzy poszli trochę dalej i zawarli na łamach swojego działa wiele cennych wskazówek dotyczących życia. Oczywiście cała wiedza skoncentrowana jest na relacji kobieta-mężczyzna, jednak tematy poboczne takie jak Rozdział 10 dotyczący naszego życia rozszerzają tematykę poradnika. Większość rad i wskazówek, oraz oczywistych faktów dotyczących różnic pomiędzy płcią brzydką i piękną, o których piszą autorzy, przeciętna kobieta pozostająca w dłuższym związku z pewnością zna. Dlatego też poradnik ten kierowałabym w głównej mierze do kobiet, które nie mają jeszcze doświadczenia pozostawaniu w związku z mężczyzną, bądź zupełnie nie radzą sobie na tym polu.
"Księga związków, podrywu i seksu dla kobiet" zawiera mnóstwo ciekawostek, które mogą was zainteresować. Wiedziałyście dlaczego Coca-Cola wybrała na kształt swoich butelek klepsydrę? Domyślacie się, dlaczego 90% więźniów to mężczyźni, a 90% osób korzystających z pomocy terapeuty to kobiety? Czy wiecie, że możecie przeżyć kobiecy wytrysk? Te i wiele innych ciekawych informacji możecie znaleźć w poradniku. Dla kobiet, które nie mają pojęcia o randkowaniu w internecie, autorzy stworzyli specjalny rozdział na ten temat. Myślę, że to dobry zabieg, tym bardziej, że przekazuje same praktyczne informacje.
Warsztatowo książka przygotowana jest dobrze. Językowo, przystosowana do różnej maści czytelniczek. To co można zauważyć, to wypływający z każdej myśli optymizm autorów, który zaraża odbiorcę treści książki. Muszę też wspomnieć o znakomitym wydaniu. Twarda oprawa, sztywny papier i wstążka ułatwiająca zaznaczanie stron to niewątpliwie atuty poradnika.
W "Księdze związków, podrywu i seksu dla kobiet" nie znajdziecie nowatorskich pomysłów i odkrywczych informacji. To raczej skomasowana pigułka wiedzy na temat relacji łączących kobietę i mężczyznę. Z niektórymi twierdzeniami autorów można się nie zgodzić, jednakowoż nie da się zaprzeczyć, iż pewne stałe istnieją. Jeśli jesteś kobietą, która trwa  w szczęśliwym związku u boku kochanego mężczyzny, poradnik ten może Ci jedynie przypomnieć o wiedzy, którą już z pewnością posiadasz. Ale jeśli jesteś kobietą, która nie radzi sobie i nadal szuka mężczyzny swojego życia, publikacja ta może Ci pomóc. Z pewnością nie zaszkodzi.

http://subiektywnie-o-ksiazkach.blogspot.com/

4 pażdziernik 2013 19:05

Opinia dla książki: "Powstanie Harsfjordshoff"Przejdź do opini

Recenzja

Epoka przedwikińska

Awatar użytkownika
awiola

"Właśnie to pragnę im tutaj zapewnić. Morze i pola wykarmią wszystkich, lasy zapewnią materiał na domy. Musimy jedynie zapracować na szczęście (…)"
Epoka przedwikińska i bogactwo skandynawskiej mitologii to niewyczerpane źródło inspiracji do tworzenia wielu dzieł literackich. Nie ma więc się czemu dziwić, że starodawne opowieści przedstawiające dzieje ludzi Północy do dzisiaj inspirują młodych ludzi.

Kamil Gołębowski to redaktor portalu efantasyka.pl., interesujący się mitologią i kulturą wczesnośredniowiecznych ludów skandynawskich. Młody autor ma już na swoim koncie liczne opowiadania, bajki, artykuły, felietony oraz recenzje. Jest również laureatem konkursów:  "Opowiadanie ze smokiem" i "Opowiadanie fantasy", oraz założycielem Dębogórskiego Związku Słowian i Wikingów. Marzy o studiowaniu archeologii i prowadzeniu badań w Skandynawii. "Powstanie Harsfjordshoff" to pierwszy tom zaplanowanego tryptyku.

Ulfhedinn – człowiek potrafiący zamieniać się wilka, zwany wojownikiem-wilkiem, przybywa wraz ze swoją żoną – Rudowłosą i pozostałym ludem na niezdobyte dotąd ziemie, celem założenia osady. Wilczy wojownik kocha swoją małżonkę i pragnie całemu swojemu ludowi zapewnić spokojny i godziwy byt. Jednak dziki świat Skandynawii z epoki wikingów daje o sobie znać w postaci brutalnego władcy Jorvaskra, próbującego napaść na nowo powstałą wioskę. Ulfhedinn wraz z Rudowłosą zrobią wszystko, by chronić zdobyty kawałek ziemi przed najeźdźcami.

"Powstanie Harsfjordshoff" przedstawia obraz Skandynawii w epoce przedwikińskiej. Miłośnicy literatury opisującej ten właśnie okres, doskonale wiedzą, że była to epoka brutalna i pełna regionalnych konfliktów. Kamil Gołębowski na przykładzie wycinka ówczesnego świata w postaci małej wioski, ukazuje z jakimi przeszkodami musieli się mierzyć ówcześni ludzie, by móc godnie żyć. Na uwagę zasługuje niewątpliwie dość szczegółowe przedstawienie hierarchii społecznej jaka wówczas miała miejsce.

Autor w słowie wstępnym nie ukrywa, że celem napisania pierwszej części tryptyku było w głównej mierze niejako odświeżenie  konwencji sag, które często pisane trudnym językiem, stanowiły dla czytelnika niejaką trudność w odbiorze. Biorąc pod uwagę ten aspekt, można stwierdzić, iż autorowi udało się osiągnąć zamierzony cel. W tekście bowiem nie występuje przeładowanie ilością nieznanych nam słów czy pojęć. Owszem, takowe się znajdują, ale mieszczą się w granicach normy. Irytować mogą natomiast liczne przypisy, które często zajmują znaczną część strony. Wiem, że nie są one autorstwa Kamila Gołębowskiego, lecz wydawnictwa, jednakowoż nie zmienia to faktu, że są zbyt obszerne i nieczęsto rozpraszają uwagę czytelnika. Zabiegiem dość ciekawym, urozmaicającym czytanie książki są natomiast rysunki autora, które być może nie przykuwają uwagi profesjonalizmem, jednak mają w sobie coś z prostoty.

Na uwagę zasługuje kreacja bezimiennych do ostatniej strony głównych bohaterów pierwszego tomu, bowiem ulfhedinn i Rudowłosa to para nietypowa. Dlaczego? Otóż owiani złą sławą wojownicy-wilcy rzadko zdobywają uczucie pięknej kobiety, a lud nadal wierzy w legendę o pozbawionych jakichkolwiek uczuć ulfhedinów. Autorowi udało się wykreować tę parę na wiarygodnych towarzyszy życia. Naturalność ich relacji jest zauważalna, co niewątpliwie wpływa na lepszy odbiór całej książki.

To, czym ujęła mnie proza autora jest w szczególności barwny język oraz lekkość pióra. Obrazowość języka i wyczucie stylistyczne przemawiają za sięgnięciem po "Powstanie Harsfjordshoff". Na łamach książki nieomal czuć pasję autora do starodawnych sag, która zaowocowała opublikowaniem historii ulfhedina i jego ludu.

Odbiorcami, do których w głównej mierze kierowana jest pierwsza część tryptyku to niewątpliwie miłośnicy i pasjonaci skandynawskiej mitologii i starodawnych opowieści. Kamil Gołębowski przy pisaniu tej powieści postawił sobie za główny cel zapewnienie rozrywki czytelnikowi. I taką rolę historia ulfhedina i jego żony z pewnością spełnia.

http://subiektywnie-o-ksiazkach.blogspot.com/

2 pażdziernik 2013 18:54

Opinia dla książki: "Cafe Plotka"Przejdź do opini

Recenzja

Siła plotki

Awatar użytkownika
awiola

"Liczy się ciekawy temat, plotka, intryga. Kto z kim i dlaczego."

Plotki nie omijają nikogo. Ty, ja, każdy z nas narażony jest na przykre konsekwencje plotkarskich języków. Konsekwencje o wiele bardziej dotkliwsze, gdy dotyczą młodego człowieka dopiero wchodzącego w dorosłość.
Marta Fox znana pewnie większości z was powieściopisarka, poetka i felietonistka. W jej dorobku pisarskim można znaleźć ponad trzydzieści książek nawiązujących  do problemów z jakimi boryka się młodzież. Autorka jest absolwentką filologii polskiej i zgodnie ze zdobytym wykształceniem przez jakiś czas pracowała jako nauczycielka języka polskiego, oraz bibliotekarka. Panią Martę Fox poznałam osobiście na Targach Salonu Ciekawej Książki w Łodzi. Nigdy nie zapomnę książki "Magda.doc", po której pisarka mogła mnie dopisać do rzeszy jej fanów, dlatego też do jej nowszej książki podeszłam z dużym sentymentem.
Bohaterami powieści Marty Fox są najczęściej młodzi ludzie czyli nastolatki. I również w "Cafe Plotka" główna bohaterka to prawie osiemnastoletnia Aleksandra, która po imprezie zaprasza swojego chłopaka Daniela do domu. Ola w ostatniej chwili rezygnuje z przeżycia swojego pierwszego doświadczenia seksualnego, stwierdzając niegotowość do tego rodzaju fizyczności. W ten oto sposób traci chłopaka i nie ma z kim pójść na swoją imprezę urodzinową zaplanowaną w katowickim teatrze Korez. Dzięki pomysłowi podsuniętemu przez mamę, Ola postanawia zarejestrować się na portalu randkowym, celem przeprowadzenia castingu na chłopaka, który będzie odgrywał rolę jej partnera. Tymczasem plotka zrodzona po niefortunnej nocy z Danielem zatacza coraz szersze kręgi…
Plotka to zjawisko stare jak świat. Jednakże autorka ukazuje mechanizm jej działania w czasach nam współczesnych, w erze globalnej wioski zwanej przez wszystkich internetem. W czasach, w  których  rozwój techniki poprzez super wydajne telefony komórkowe, komputery i serwisy społecznościowe spowodował, że plotka może obiec cały świat w ciągu paru godzin. Jeszcze dwadzieścia lat temu fabuła skonstruowana przez pisarkę nie miałaby racji bytu, dzisiaj już nikogo nie dziwi zamieszczanie kompromitujących filmików na serwisie you tube, czy wysyłanie obrażających smsów. Autorka mimo pewnej dozy humoru, przestrzega przed dzisiejszymi trendami czy ulepszaczami życia, które mogą nam nieoczekiwanie więcej zaszkodzić niż pomóc. A czasami nawet nieoczekiwanie zniszczyć życie.
Bohaterki kreowane przez Martę Fox zawsze przyciągają swoją oryginalnością. Aleksandra również wpisuje się w tę konwencję. Jej marzeniem jest dostać się do szkoły aktorskiej, nie ulega opiniom i modzie jaka panuje w szkole czy wśród jej znajomych. Nawet swoją imprezę urodzinową traktuje dość snobistycznie, bo przecież teatr i dzień uświetniający wejście w dorosłość to dwa pojęcia nie współgrające ze sobą wśród dzisiejszej młodzieży. Autorka zaskoczyła mnie przepisami, które zręcznie wplatała w fabułę. W szczególności przepis na proste ciasto robione w mikrofalówce na stronie pięćdziesiątej piątej, grzechem byłoby go nie wypróbować. 
Niestety w "Cafe Plotka" nie dowiecie się jaki będzie finał puszczenia w eter nieprawdziwej wiadomości. Nie dowiecie się, gdyż czeka na was druga część historii Oli pt. "Plotkarski SMS". Książkę polecam nie tylko młodzieży, chociaż jest to priorytetowa grupa odbiorców tej powieści. Myślę, że i starsi czytelnicy również znajdą w niej kawałek swojego świata i nie tylko tego z młodzieńczych lat. Uważam, że warto zajrzeć do całego cyklu o nastolatkach i ich problemach, który został zapoczątkowany przez książkę Marty Fox pt. "Paulina w orbicie kotów". Reasumując powieść Marty Fox trzyma poziom i to z pewnością nie jest plotka.

http://subiektywnie-o-ksiazkach.blogspot.com/

27 wrzesień 2013 19:46

Opinia dla książki: "Bez zobowiązań"Przejdź do opini

Opinia

Suknia ślubna

Awatar użytkownika
awiola

"Nie opłaca się poszukiwać miłości na całe życie dla tego jednego dnia, w którym można przebrać się za księżniczkę."

Suknia ślubna to odwieczny symbol miłości, małżeństwa i czystości. W obecnych czasach życie dla wielu kobiet układa się w dość niekorzystny sposób, oddalając dla nich wizję własnego ślubu i w konsekwencji założenia w tę wyjątkową noc wyśnionej sukni. A co jeśli pewnego dnia zobaczycie tę wymarzoną suknię ślubną i pod wpływem impulsu ją zakupicie? Nic prostszego, musicie znaleźć po prostu męża.
Ally Blake to australijska autorka romansów, urodzona w Outback Queensland w Australii. Pisarka jest absolwentką St Peters Lutheran College w Brisbane oraz posiada licencjat zdobyty na University of Queensland. Blake wykonywała różne zawody: nauczycielki angielskiego i matematyki, cheerleaderki, pracownika handlu detalicznego czy tancerki. W 2000 r. poślubiła mężczyznę swojego życia i osiadła w Melbourne. W 2007 r. na świat przyszło jej pierwsze dziecko.
Paige, zatwardziała singielka, zajmująca się opieką marki luksusowych artykułów dla domu stara się pogodzić z utratą przyjaciółki Mae, która po latach bycia singielką, przygotowuje się do własnego ślubu. W tym celu koleżanki wyruszają na wyprzedaż sukni ślubnych, a Paige pod wpływem niezidentyfikowanych emocji kupuje piękną suknie. Wracając ze sklepu, obiecuje sobie umówić się z pierwszym mężczyzną, który uśmiechnie się do niej. Jadąc windą, spotyka seksownego Gabe’a i pojawia się oczekiwany uśmiech…
Moje pierwsze spotkanie z twórczością Ally Blake okazało się bardzo przyjemne. Autorce udało się stworzyć miłosną historię, zabarwioną lekkim erotyzmem w odpowiednich dawkach. Z pewnością na udany odbiór książki miały wpływ kreacje głównych bohaterów – Paige i Gabe’a. Młodych ludzi, z pozoru ceniących sobie wolność i  niezależność, w środku natomiast czekających na prawdziwą miłość życia. Autorka wkroczyła w psychikę bohaterów, ukazując logikę ich myśli i uzasadnienie dokonanych, życiowych wyborów. Przy tym, co warto zaznaczyć nie są to głębokie, filozoficzne przemyślenia, które w lekkim romansie nie powinny mieć miejsca.
Ally Blake poprzez wątek romansowy, dotyka również dość głęboko tematu istoty miłości. Zapadająca w pamięć szczera rozmowa Paige z jej przyjaciółką, ukazuje blaski i cienie tego najbardziej pożądanego uczucia na świecie. Fabuła powieści uzmysławia, że nie ma związków idealnych i nawet jeśli  relacja łącząca dwójkę osób nie jest doskonała, może być magiczna i wyjątkowa na swój sposób.
Styl autorki jest bardzo lekki, dopasowany do gatunku w jakim obraca się twórczość Ally Blake. Całą książkę czyta się w ekspresowym tempie, zanurzając się w fikcyjny świat bohaterów. To lektura idealna na jesienny, chłodny wieczór. Z pewnością nie zagości w waszych głowach na dłużej, ale pozwoli zrelaksować się waszemu umysłowi w przerwie pomiędzy bardziej ambitniejszymi projektami czytelniczymi. Spójrzcie również na okładkę, która jest mocno pociągająca i naszpikowana erotyzmem. Potrafi skusić…

http://subiektywnie-o-ksiazkach.blogspot.com

26 wrzesień 2013 19:32

Opinia dla książki: "Życie w oborze"Przejdź do opini

Recenzja

Obora

Awatar użytkownika
awiola

"Nie zawsze jest się kowalem własnego losu, czasami inni wykuwają go za nas, ale to właśnie my zawsze jesteśmy kowalami własnych serc."


Zastanawiacie się czasami ile człowiek jest w stanie znieść w swoim życiu? Ile kłód rzucanych przez nieobliczalny los, jest w stanie ominąć i iść dalej z podniesionym czołem? Historie życia, takie jak opisana przez Dorotę Frączek, dają nadzieję i pokazują, że człowiek może wiele przetrwać, wbrew wszelkim przeciwnościom.

Dorota Frączek, rocznik 1964 to urodzona w Raciborzu absolwentka Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego z doktoratem z teologii dogmatycznej oraz wydaną w tym zakresie książką "Tajemnice Krzyża". Autorka jest pedagogiem, logopedą oraz filozofem z zamiłowania, pracowała jako nauczycielka religii w liceum. Matka czwórki dzieci, w tym jednego niepełnosprawnego syna.
"Życie w oborze" to prawdziwa historia, ukazująca trzyletni okres w życiu Doroty Frączek dotyczący prowadzenia własnego biznesu gastronomicznego. W 2006 r. czterdziestosześcioletnia autorka  została właścicielką restauracji "Leśna" w małej miejscowości Obora, koło Raciborza. Bohaterka od początku swoich zmagań nie może liczyć na męża Piotra, byłego adwokata. W miarę rozwoju restauracji, Dorota postanawia rozwieść się z mężem, co w konsekwencji powoduje jego zemstę. Trzy lata o których pisze, obfitują w opisy codziennych problemów z pracownikami jakie napotyka właścicielka, ale również mafijnych działań byłego męża oraz korupcji wymiaru sprawiedliwości. To prawdziwa historia o pokonywaniu przeciwności losu.
Dorota Frączek opisała kawałek swojego życia, które wprawia w konsternację i zdumienie. Podkreślić trzeba, że nie w gestii czytelnika należy ocena podejmowanych przez bohaterkę decyzji, gdyż każdy z nas, odbiorców tej książki posiada całkowicie odmienny punkt odniesienia. Dlatego też warto skupić się na jasnym i klarownym przekazie historii, jaki autorka postawiła sobie za cel. Zapytacie jaki? Otóż celem opublikowania tejże historii było ukazanie rzeszy ludziom, iż nigdy nie jest tak źle, że warto podnieść się po upadku i iść dalej by walczyć o swoje racje. Pisarce z pewnością udało się go osiągnąć poprzez wykreowanie własnej postaci. Książkowa Dorota Frączek to bowiem pogodna osoba, bezinteresownie pomagająca  ludziom, kochająca swoje dzieci. I pomimo wielu niepowodzeń, niewdzięczności ludzkiej i zawiści, każdego dnia bohaterka trzyma się wyznawanych przez siebie wartości.
Książka Doroty Frączek odsłania kulisy prowadzenia gastronomicznego biznesu. Czytelnik pod wpływem opowieści autorki, zdaje sobie sprawę, że podanie przepysznego obiadu na cudnej zastawie, to jedynie wynikowa wielu zależnych od siebie czynności. Kierowanie personelem, zatrudnienie odpowiednich osób, problemy finansowe i zwykła, ludzka ignorancja to jedynie wierzchołek góry lodowej z jaką musiała zmierzyć się właścicielka. Czy losy opisane na kartach książki, mogą motywować i wywoływać swego rodzaju ulgę? Z pewnością tak. Trzy lata  spędzone w restauracji "Leśna" to ciąg obfitych zdarzeń, które niejednemu człowiekowi starczyłyby na całe życie. W myśl starego porzekadła, które mówi "że nie warto się załamywać bo inni mają przecież gorzej", czytelnik odczuwa również ulgę i swego rodzaju egoistyczne podejście – "jak dobrze, że nie mnie to spotkało". Historia Doroty Frączek wzbudza wiele refleksji i przemyśleń.
"Życie w oborze" to książka której nie sposób ocenić pod względem fabularnym. Fabuła tego dzieła to bowiem samo życie. Można za to napisać kilka słów o języku i stylu autorki. Pisarka posługuje się językiem przekazującym wiele emocji w którym słownictwo bazuje na prostym przekazie. Książkę czyta się dość szybko, niejednokrotnie dziwiąc się, ile złego może przytrafić się jednej tylko osobie.
Zakończenie ma niewiele wspólnego z happy endem, autorka wiele spraw pozostawia nierozwiązanych. Wiem, że w przygotowaniu druga część losów Doroty Frączak. "Życie w oborze" z pewnością nie było porywającą lekturą, gdyż nie to było jej celem. To książka o prawdziwym życiu, bez upiększeń i lukrowania. Nie każdy zdobyłby się na upublicznienie kawałka swojego niezbyt udanego życiorysu. Jeśli chcecie do niego zajrzeć, to zachęcam do lektury.
"Może wcale nie chodzi o to, co nam przynosi los, tylko o to, co my z tym robimy i jakie mamy do tego podejście?"

http://subiektywnie-o-ksiazkach.blogspot.com/

18 wrzesień 2013 18:52

Opinia dla książki: "Dom nad Borkiem"Przejdź do opini

Recenzja

Miłość nad Borkiem

Awatar użytkownika
awiola

"Ile ktoś tam na górze dał nam tego letniego słońca? I na jak długo? Nie wiemy."

Przedstawiam wam kolejną powieść o miłości. Większość z was powie, że o miłości to wszystko już było i niczego nowego nie da się już w tym temacie napisać. A może wcale nie chodzi o coś zupełnie nowego, tylko o ciepły i uderzający w najczulsze punkty naszej duszy obraz miłości? W taki bowiem właśnie sposób można postrzegać najnowszą powieść Barbary Iskry Kozińskiej.
Autorka "Domu nad Borkiem" to pisarka i poetka. Czytelnicy mogli ją poznać dzięki dwóm, wcześniej wydanym powieściom historycznym: "Czerwone niebo nad Wołyniem" oraz "Maria". Oprócz pracy twórczej, Barbara Iskra Kozińska prowadzi pensjonat "Sosnówka", zlokalizowany nad jeziorem Borek przy granicy z Niemcami, miejsce znane wielu ludziom kultury. I to właśnie w tej szerokości geograficznej, nad jeziorem Borek, autorka umiejscowiła akcję swojej najnowszej książki.
Do Kosarzyna, swojej rodzinnej wioski, przyjeżdża na letni odpoczynek Majka wraz z dorosłym synem. Bohaterka jest kobietą po przejściach, gdyż wieloletnie małżeństwo z psychicznie chorym alkoholikiem, odcisnęło piętno na jej doczesnym życiu. Majka już nie oczekuje niczego od losu, los jednak o niej nie zapomina. Przypadkowe spotkanie na jeziornej przystani, dawno zapomnianego kolegi ze szkoły – Janusza, wywraca jej poukładany świat do góry nogami. Może dla Majki to długo oczekiwane szczęście, o które nigdy się nie upominała?
Książkę "Dom nad Borkiem" niewątpliwie należy zaliczyć do gatunku powieści obyczajowej, ukierunkowanej po części w klimacie romansowym. Dwójka bohaterów w średnim już wieku, nie oczekująca wiele od życia, dostaje niespodziewaną szansę na zmianę własnego losu. Autorce udało się w trafny sposób wykreować obydwie postacie. Zarówno Majka jak i Janusz, nie są osobami stworzonymi wyłącznie na potrzeby niniejszej powieści. Dzięki ich realistycznej kreacji, czytelnik może utożsamiać się z bohaterami zdając sobie sprawę, że Majką czy Januszem mógłby być każdy z nas. To niewątpliwie duży atut całej koncepcji fabularnej książki.
W odbiorze niektórych fragmentów powieści mogą przeszkadzać zbyt często nadużywane zwroty, mające ukazać pełnię uczuć między matką, a synem czy pomiędzy dwójką głównych bohaterów. Jednakże nie umniejsza to w żadnym stopniu wielce optymistycznego wydźwięku całej historii Majki i Janusza. To bowiem miłość jest tematem przewodnim książki "Dom nad Borkiem". Miłość, która dzięki autorce, uwzniośla i  daje motywacje do zmian. Miłość, która w każdym wieku może być nieokiełznana i namiętna. Myślę, że taką prawdę chciała przekazać Barbara Iskra Kozińska swoim czytelnikom. Bez zbędnych filozoficznych dysput i intelektualnych przemyśleń.
Warto również wspomnieć, iż autorka w bardzo plastyczny i ciekawy sposób opisuje przyrodę wsi Kosarzyn. To właśnie zapach jeziora, łąk i lasów towarzyszył mi podczas czytania powieści. Niewielu pisarzom udaje się w taki sposób oddziaływać na zmysły czytelnika. To niewątpliwie trafiona reklama miejscowości turystycznej, w której dzieje się akcja "Domu nad Borkiem".
Główna bohaterka jest jednocześnie narratorką całej powieści i to jej zmysłami i oczami czytelnik odbiera fikcyjną rzeczywistość. W mojej opinii to dobry zabieg, w szczególności oddziałujący na wyobraźnię kobiet. Język autorki nie wykracza poza typowe ramy gatunkowe prozy obyczajowej, prosty i przejrzysty, ma oddziaływać na emocje. I taką rolę właśnie spełnia. Nie mogę nie wspomnieć również o okładce, która doskonale wpisuje się w nurt literatury obyczajowej. Na pewno przykuwa wzrok swoją sielskością.
"Dom nad Borkiem" z pewnością nie jest dziełem nowatorskim. Jest za to dziełem, wywołującym wiele emocji i różnych uczuć. Tak jak piosenki Bajmu, których słucha główna bohaterka. Proste słowa, a jednak trafiają w najczulsze punkty naszej duszy. To książka na leniwe, jesienne popołudnie, której zakończenie zaskoczy wielu z was.
http://subiektywnie-o-ksiazkach.blogspot.com/

16 wrzesień 2013 21:49

Opinia dla książki: "Zdeptana róża"Przejdź do opini

Recenzja

Zdeptana...

Awatar użytkownika
awiola

"Byłam taka niewinna, taka śliczna z tymi rumianymi policzkami jak świeżo rozkwitła róża. A oni ją zerwali i zdeptali!"
System polityczny i ustrojowy potrafi zniszczyć i zmienić na zawsze nawet najbardziej odpornych na naciski ludzi. W latach Polski Ludowej, działania tajnych służb bezpieczeństwa, oddziaływały na każdy aspekt życia obywateli. "Zdeptana róża" ukazuje jak daleko idące skutki może wywołać ingerencja władzy w życie zwykłego, przeciętnego ale wartościowego obywatela.
Stefania Jagielnicka-Kamieniecka to dziennikarka, poetka i powieściopisarka. Autorka ukończyła Uniwersytet Śląski w Katowicach. W czasach PRL-u jej miejscem pracy był "Dziennik Zachodni" oraz prasa "Solidarność". Po internowaniu wyjechała do USA, w którym to w 1983 r. uzyskała dożywotnie członkostwo Arizona Press Club w Phoenix. Autorka obecnie mieszka w Wiedniu. W Polsce do tej pory wydano osiem jej powieści.
Bohaterką powieści jest Beata Kubicka - dziennikarka, której życie prywatne i zawodowe to pasmo wielu porażek i chybionych decyzji. Dzieciństwo w Bytomiu, w którym jej rodzina z uwagi na fakt repatriacji z kresów, nie jest tolerowana przez Ślązaków. Nieudane studia aktorskie w Krakowie, powrót na Śląsk, praca poniżej aspiracji. I w konsekwencji rozczarowania miłosne, kolejne studia, praca w gazecie, śmierć ukochanego syna oraz leczenie psychiatryczne, na zawsze zmieniają Beatę. A do tego nad całym życiem bohaterki, cieniem kładą się funkcjonariusze tajnych służb bezpieczeństwa, próbujący ją zwerbować do współpracy.
Autorka kreując główną bohaterkę, której ustrój społeczny doprowadził do zdeprawowania, pokazała jak wielki wpływ na nasze życie ma system w którym żyjemy. Nie da się ukryć, iż Beata w przypadku wielu swoich niepowodzeń życiowych, była sama sobie winna. Jednocześnie, jej błędne decyzje i wybory, były wynikową absurdalnej sytuacji w kraju. Beatę nazwałabym bohaterką tragiczną. Wszystko bowiem co stanowiło dla niej wartość czyli religia, miłość, honor, patriotyzm, dziecko - straciła, zostając samotną, skrzywdzoną przez los kobietą.
Dobrym zabiegiem zastosowanym przez Stefanię Jagielnicką-Kamieniecką była retrospekcja czasowa. Beatę poznajemy bowiem jako dorosłą już kobietę po przejściach. W miarę zagłębiania się w karty powieści, czytelnik cofa się do dzieciństwa bohaterki, czasów jej młodości i dorosłego już życia. Dzięki temu, ma niejaki wgląd w uzasadnienie jej życiowych błędów.
Beata, niegdyś piękna i rozkwitająca róża, została zdeptana przez system. Życiowe niepowodzenia i tragikomiczne wydarzenia, zamieniły różę w usychający badyl. Myślę, że w historii PRL-u można spotkać wiele takich anonimowych historii. To smutny, ale zarazem pobudzający do przemyśleń temat. Autorce udało się tę historię otoczyć wielką dawką emocji, które pobudzają i powodują wielokrotnie oburzenie i złość. Jeśli prawdą jest fakt, jakoby powieść ta miała po części wydźwięk autobiograficzny, historia moralnego upadku głównej bohaterki zasługuje na dogłębne jej  zrozumienie.
Nie jest to powieść łatwa w odbiorze. Nie spowoduje uśmiechu na waszej twarzy. Historia Beaty może bowiem wywołać w was wiele różnorakich emocji. To swoiste studium przypadku bohaterki tragicznej, która zdeptana przez reżim, nigdy nie odzyskała swojej wiary w ludzi.
"Zrozumiałam, że będę teraz żyła tak, jakbym nie żyła, kochać tak, jakbym nie kochała, szukać prawdy tak, jakbym jej nie szukała."

http://subiektywnie-o-ksiazkach.blogspot.com/

14 wrzesień 2013 18:09

Opinia dla książki: "Worn"Przejdź do opini

Recenzja

Wędrówka

Awatar użytkownika
awiola

"Towarzysząca postępowi cywilizacyjnemu arogancja doprowadziła was do przeświadczenia, że jesteście najważniejsi, a cały świat powstał wyłącznie dla was, byście mogli z niego korzystać."


Za każdym razem, gdy biorę do ręki powieść fantasy, nastawiam się na odkrywanie nowych, nieznanych światów, stworzonych w wyobraźni autora. To główna zaleta tego gatunku literackiego, która niewątpliwie przysparza mu wielu fanów na całym świecie. W przypadku książki Piotra Molendy zostałam jednak zaskoczona czymś więcej, pewnym motywem, którego nie spodziewałabym się znaleźć w tego typu książce.
Piotr Molenda to urodzony Wrocławianin, absolwent Politechniki Wrocławskiej. Powieść "Worn" jest jego debiutem literackim. Pomysł, by napisać książkę zaświtał autorowi już dwadzieścia lat temu, jednak realizacja tego projektu trochę się opóźniła z różnych przyczyn. Piotr Molenda określa siebie jako przeciętnego człowieka: średniego wzrostu, średniej urody i średniego wieku.
Worn, mieszkaniec osady Dlichsplat, nazywany przybłędą i odmieńcem, zostaje schwytany przez gnomy i doprowadzony przez oblicze tajemniczej istoty, zwanej władcą czasu, posiadającą ludzkie oblicze, który składa mu interesującą propozycję. Władca czasu wyszkoli Worna na idealnego wojownika w ciągu dziesięciu lat. W zamian za tę przysługę, Worn zobowiązany będzie wyruszyć w długą i niebezpieczną misję celem odnalezienia czarnego klucza – drkaka.  Bohater po przejściu morderczego treningu, wyrusza w świat przebrany za włóczęgę aby spłacić swój dług. Podczas wędrówki spotyka go wiele często mrożących krew w żyłach  przygód.
Powieść Piotra Molendy doskonale wpisuje się w nurt gatunkowy fantasy. Spójne miejsce akcji – na pozór realny świat, zostaje udekorowany wieloma motywami fantastycznymi, od magicznych przedmiotów do całkowicie odrealnionych postaci i stworów. Worn podróżujący przez wiele krain, ukazuje różnorodność fikcyjnego świata. Oprócz gatunku ludzkiego, występują również typowo baśniowe postacie jak wiedźmy czy trolle. Trzeba przyznać, iż autorowi można pozazdrościć wyobraźni, bowiem kreacja niektórych fantastycznych motywów zasługuje niewątpliwie na uznanie.
Warto zatrzymać się dłużej na kreacji głównego bohatera. Kreacji dość niejednoznacznej, gdyż Worn jest postacią wzbudzającą wiele skrajnych uczuć. Posiada zarówno cechy bohatera pozytywnego jak i negatywnego. W akcie zemsty potrafi wymordować całą wioskę, ale równocześnie opiekuje się małym kotkiem, skazanym przez ludzi na śmierć. Rzadko kiedy pisarz decyduje się na taką, dość niszową postać głównego bohatera. Paradoksalnie, to właśnie taka kreacja może wzbudzić większe zainteresowanie u czytelników, niż bohater z gruntu jedynie dobry lub zły.
"Worn" to jednak nie tylko opis przygód wojownika przemierzającego świat. Jego losy służą do przekazania czytelnikom głębszego przesłania. Piotr Molenda wielokrotnie ustami stworzonego przez siebie bohatera, poucza i ostrzega przed ekspansywną polityką człowieka w stosunku do całego świata natury. Człowiek, przypisujący sobie prawo do wszelkich praw władcy całej planety, swoim działaniem niszczy przyrodę. Na łamach książki, znajdziecie kontrowersyjne poglądy Worna dotyczące przekonania o mniejszej wartości ludzkiego życia niż życia zwierząt. Myślę, że to najbardziej wartościowe fragmenty powieści, obrazoburcze i zarazem skłaniające do zastanowienia się i głębszej refleksji.
Nie mogę nie wspomnieć o głównym wątku, jakim jest pochodzenie tajemniczego władcy czasu - Queryde, dla którego Worn przemierza nieznane krainy. Żeby nie zdradzić fabuły, powiem tylko, iż jego historia nawiązuje do teorii paleoastronautyki, która od wielu lat spędza niektórym ludziom (w tym mnie) sen z powiek. Motyw ten został doskonale wpleciony w całą historię. Ten zgrabny zabieg to niewątpliwie strzał w dziesiątkę.
Książka Piotra Molendy jest dość obszernym wydaniem e-bookowym. Prawie siedemset stron to niemałe wyzwanie dla czytelnika. Cechą charakterystyczną prozy autora jest wielka dbałość o szczegóły oraz rozbudowane opisy. Nie zaszkodziłoby w niektórych fragmentach ograniczyć zbytnią ich obszerność, gdyż nie zawsze więcej znaczy lepiej. Autor posługuje się dobrym stylem i wartką akcją. Książkę czyta się naprawdę szybko.
Dla miłośników fantastycznych krain, baśniowych postaci i opisowych walk, "Worn" z pewnością okaże się niezapomnianą lekturą. Godziny spędzone podczas czytania tej powieści, niewątpliwie nie będę stracone. Zachęcam więc do przemierzania nieznanych krain wraz z Wornem.

http://subiektywnie-o-ksiazkach.blogspot.com/

12 wrzesień 2013 17:30

Opinia dla książki: "Słodka bomba Silly"Przejdź do opini

Recenzja

Antywojenna bomba

Awatar użytkownika
awiola

"O wojnie i konieczności jej prowadzenia wypowiadają się zazwyczaj ci, którzy nigdy nie brali w niej udziału. A już najchętniej rozprawiają o niej ludzie, którzy decydują o jej prowadzeniu. Szkoda tylko, że znają ją wyłącznie z ekranu telewizora."


W historii literatury znajdziecie wiele przykładów użycia absurdu w celu krytyki konkretnego zjawiska społecznego, bądź zachowań ludzkich. Utwory te w mniejszym lub większym stopniu, ukazują nonsens i głupotę. Marcin Brzostowski przy pomocy tego środka dotknął tematu celowości wojny, tym samym obnażając jej fałszywy obraz.
Marcin Brzostowski to urodzony w 1969 r. autor kilku powieści, ale również poeta. Debiutował książką pt. "Pozytywnie nieobliczalni", dotykającą tematu pracy w korporacji. Jest laureatem konkursu "Ad Absurdum" organizowanym przez wydawnictwo Indigo. Brzostowski obecnie swoje książki wydaje w formie e-booka twierdząc, iż właśnie ta forma wydawnicza będzie w przyszłości wiodła prym na rynku księgarskim.
Bomba Silly, bohaterka utworu "Słodka bomba Silly" to bomba lotnicza wyprodukowana w Fabryce Bomb Tradycyjnych i Granatów w Czerniewie. Silly to inteligentna bomba, potrafiąca mówić i chodzić, wyglądająca jak postać z kreskówki. Bohaterka zdaje sobie sprawę z celu swojego istnienia, została wyprodukowana by wybuchnąć ku chwale ojczyzny. Podczas inspekcji fabryki przez chorego psychicznie generała Ashleya W.W.W. Blacka, światopogląd Silly zostaje zachwiany. Bohaterka zostaje uwikłana w konflikt pomiędzy armią Sił Sprzymierzonych, a Antyarmią.
Autor w swoim utworze w znakomity sposób zastosował dosadny środek wyrazu jakim jest absurd i po części również surrealizm. W tej dłuższej noweli (niektórzy mogą sklasyfikować ją jako powieść), historia bomby Silly to absurd goniący absurd. Wyobraźcie sobie gadającą i inteligentną bombę, wyglądającą jak postać z kreskówki, posiadającą cechy ludzkie. Bombę, która rozprawia na tematy wojenne, pewna celu swojego istnienia. Większość z was stwierdzi, że to niedorzeczność i kompletny nonsens. Owszem, to niedorzeczność, dzięki której Marcin Brzostowski ukazuje w pełnej krasie nonsens prowadzenia wszelkich wojen na świecie. Sztuczne wywoływanie konfliktów, pokazane na przykładzie wojny o orzeszki ziemne to kreacja wielce surrealistyczna. Świat przedstawiony w krzywym zwierciadle poprzez takie przedstawienie, wyzwala antywojenne przesłanie. Groteskowi bohaterowie, tak dalecy od kreacji w nurcie racjonalizmu i naturalizmu, udowadniają nieświadomość większości ludzi w przedmiocie tzw. pokojowych działań wojennych na całym świecie.
Warto również podkreślić, iż historia bomby Silly nacechowana jest dużą dawką humoru, wywołującą w wielu fragmentach tekstu uśmiech na twarzy. Wartko poprowadzona akcja, bez niepotrzebnych postojów i dłużących się fragmentów, pozwala w błyskawiczny sposób zmierzyć się z tekstem Marcina Brzostowskiego. Prosty i nieskomplikowany stylistycznie język, okraszony swoistym elementem dziwności, jasno i klarownie ukazuje główną myśl autora.
"Słodka bomba Silly" jest utworem z pogranicza absurdu i surrealizmu, wyłamującą się ze znanych nam schematów myślowych. Cóż nam ludziom, może bowiem powiedzieć bomba lotnicza? Okazuje się, że jednak może. Jeśli macie ochotę na świeży powiew surrealistycznej prozy to zachęcam. Tym bardziej, że cena e-booka jest bardzo przystępna, praktycznie na każdą kieszeń.

http://subiektywnie-o-ksiazkach.blogspot.com/

10 wrzesień 2013 17:04

Opinia dla książki: "Nie licząc kota, czyli kolejna historia miłosna"Przejdź do opini

Recenzja

Kolejna historia miłosna

Awatar użytkownika
awiola

"W przeszłości każdego z nas są rzeczy, o których chcielibyśmy  zapomnieć.  Czasem udaje nam się uciec przed błędami młodości. A czasem  nas one dopadają."


Jako romantyczka od urodzenia, nigdy nie mam dość książkowych historii miłosnych. Gdy do tego w fabule pojawia się kot, jestem krótko mówiąc w całości kupiona. Od dłuższego czasu mam szczęście w czytanych przeze mnie debiutach, które okazują się strzałem w dziesiątkę. I tym razem trafiła mi się wyjątkowa powieść obyczajowa.
Kasia Bulicz-Kasprzak to laureatka  konkursu literackiego organizowanego przez Naszą Księgarnię, dzięki któremu mogła spełnić swoje marzenie o wydaniu pierwszej książki. Autorka od dziecka wykazuje uzależnienie od czytania i pisania, posiada w swojej kolekcji osiem tysięcy tytułów. Na co dzień mieszka w Sulejówku, zajmuje się wychowaniem syna oraz biega w maratonach. Jej debiut został bardzo gorący przyjęty przez czytelników, a w przygotowaniu już kolejna książka autorki pt. "Nalewka zapomnienia".
Joanna Poraj wykłada literaturę angielską na uniwersytecie. Bohaterka mieszka w Warszawie, pozostając w trzyletnim związku z zamożnym menadżerem Łukaszem. Pewnej nocy dzwoni do niej matka, mieszkająca w Stanach Zjednoczonych z informacją o śmierci ciotki Wandy. Jak się okazuje Joasia niespodziewanie zostaje jedyną spadkobierczynią jej majątku, w postaci mieszkania w starej kamienicy oraz… kota. Bohaterka celem załatwienia spraw spadkowych, wyjeżdża do rodzinnej miejscowości, gdzie poznaje przystojnego notariusza Szymona, oraz spotyka od lat niewidzianą znajomą ze szkolnych lat - Dorotę. Opiekę nad Joasią roztacza również sąsiadka z góry, ciocia Lucynka. Joanna wracając do rodzinnych stron, powraca również do niedokończonych spraw ze swojego życia.
Powieść Kasi Bulicz-Kasprzak posiada specyficzny klimat. Klimat, który zauroczył mnie od pierwszej strony. Cała historia Joasi napisana jest w humorystycznym tonie i przy wielu wątkach pojawi się na waszych twarzach uśmiech. Dosyć dobrze na tle całej powieści wypadają również lekkie dialogi wkomponowane w fabułę. W dużej mierze to właśnie kreacja bohaterów, jakich stworzyła autorka, podziała na mój pozytywny odbiór powieści. Postacie występujące w książce są bardzo różnorodne i charakterystyczne, a wraz z nimi pojawia się wiele wątków pobocznych, które zasługują na zainteresowanie czytelnika.
Oryginalnym pomysłem było wplecenie w fabułę monologów kota nieżyjącej ciotki Wandy. Fragmenty te niezmiernie rozbawiały moją osobę, gdyż nazewnictwo jakie stosował zwierzak w swoich obserwacjach otaczającego go świata, były bardzo dowcipne. Od tego czasu zastanawiam się jak mój kot interpretuje zachowanie się ludzi. To było naprawdę inspirujące doświadczenie. Dość ciekawym wątkiem są również stare listy do ciotki z czasów II wojny światowej. Listy, które skrywają tajemnicę sprzed lat.
Książka "Nie licząc kota, czyli kolejna historia miłosna" jest z pewnością powieścią obyczajową. Autorka poprzez swoistą kreację fikcji literackiej, skłania czytelnika do chwilowych refleksji nad przemijaniem, błędami z przeszłości czy życiowymi wyborami. Główna bohaterka nie potrafi do końca zorganizować sobie życia. Pozornie wszystko jest poukładane, jednakże pod tą warstwą kryje się niezdecydowanie, wątpliwości oraz powracająca stale przeszłość. Wyjazd do miejsca, które niesie ze sobą wiele wspomnień, może stać się lekarstwem bądź trucizną, w zależności do zastosowania.
Możecie powiedzieć, że wszystko to już było. W literaturze znajdziecie mnóstwo wątków dotyczących pierwszych miłości z młodzieńczych lat, oddziaływania błędów z przeszłości na obecne życie czy starych, niezrozumianych za życia ciotek. Jednakże każda taka historia niesie ze sobą nutkę subtelności i uroku. Autorka celowo w podtytule swojej książki nazywa swój debiut kolejną historią miłosną. Kolejną, która zauroczyła mnie na kilka godzin, potrafiąc odizolować od otaczającego wokół świata. Wraz z bohaterką powróciłam do rodzinnych stron uporządkować stare sprawy. Wraz z bohaterką mieszkałam w starej, powojennej kamienicy w otoczeniu ciekawskiej sąsiadki i kota-widmo. Możecie powiedzieć, że to banał. Dla mnie była to fascynująca przygoda. Z niecierpliwością czekam na kolejną książkę Kasi Bulicz-Kasprzak. Mogę powiedzieć jedno: Brawo Kasiu! Zyskałaś kolejną fankę swojej twórczości.

http://subiektywnie-o-ksiazkach.blogspot.com

9 wrzesień 2013 10:57

Opinia dla książki: "Nalewka zapomnienia czyli bajka dla nieco starszych dziewczynek"Przejdź do opini

Recenzja

Nalewka zapomnienia

Awatar użytkownika
awiola

"Czasem ludzie próbują zmienić swoje życie. Czasem życie zmienia ludzi."

Każdy z nas wielokrotnie w swoim życiu chciałby mieć możliwość zapomnienia pewnych faktów z przeszłości. Wspomnienia bowiem mogą kompletnie zatruć doczesne życie, narażając nas na nietrafione wybory i decyzje. Spróbowalibyście nalewki zapomnienia, gdyby takowa istniała? Nalewki, która skutecznie wymazałaby wasze najgorsze chwile z życiorysu?
Kasia Bulicz-Kasprzak to laureatka konkursu literackiego organizowanego przez Naszą Księgarnię, dzięki któremu mogła spełnić swoje marzenie o wydaniu pierwszej książki pt. "Nie licząc kota, czyli kolejna historia miłosna",  którą miałam okazję czytać. Autorka od dziecka wykazuje uzależnienie od czytania i pisania, posiada w swojej kolekcji osiem tysięcy tytułów. Na co dzień mieszka w Sulejówku, zajmuje się wychowaniem syna oraz biega w maratonach. W przygotowaniu kolejna książka pt. "Inna bajka, czyli dziewięć miesięcy przez długo i szczęśliwie".
Agnieszka nazywana Jagą to rozwódka, pnąca się po szczeblach korporacyjnej kariery. Bohaterka pomimo wysokiego stanu konta bankowego, luksusowego mieszkania i samochodu, nie czuję się jednak szczęśliwa. Brak przyjaciół, zerwane więzi z rodziną i samotność to stan do którego potrafiła się już przyzwyczaić. Pewnego dnia, cały jej pozornie ułożony świat rozpada się jak domek z kart. Diagnoza lekarska, wydająca wyrok śmierci, powoduje ucieczkę Jagi na wieś, do opuszczonej, rodzinnej chaty babci. A tam czeka na nią brak prądu, niedrożny piec, ale również czarujący weterynarz i zgraja zabawnych zwierzaków w postaci kota, psa i … polnej myszy. Bajkę więc czas rozpocząć…
Kasia Bulicz-Kasprzak w swojej najnowszej powieści, po raz kolejny udowadnia, iż potrafi w niezwykle zabawny sposób traktować o sprawach niezwykle ważnych. Motyw oddziaływania przeszłości na nasze obecne życie, który jest dobrze widoczny w obydwu książkach autorki, został pomieszany z nieco bajkowymi wątkami jak chociażby gadające ludzką mową zwierzęta. Autorka nie boi się również ukazać w pełnej krasie życiowej prawdy, która wskazuje, iż wyłącznie od autonomicznego wyboru każdego człowieka zależy jego własne szczęście. A samotność jest również w pewnym stopniu skutkiem naszych decyzji. Pewne stereotypowe ludzkie zachowania, ukazane w książce w krzywym zwierciadle, za pomocą metody kontrastu, stały się lepiej widoczne.
"Nalewka zapomnienia, czyli bajka dla nieco starszych dziewczynek" jest przezabawną historią, przy której czytaniu wielokrotnie witałam uśmiech na swojej twarzy. Kasia Bulicz-Kasprzak wykreowała zabawnych i wielce naturalistycznych bohaterów. Sąsiadka Jagi – Śliwowa to jedna z barwniejszych postaci tej historii, która z pewnością zostaje w pamięci czytelnika na dłużej. Nie mogę również zapomnieć o wątku gadających zwierząt, spośród których zdecydowanie wyróżnia się kot Maurycy ze swoją archaiczną wymową. Jestem pewna, że każdy z was niejednokrotnie wybuchnie śmiechem podczas czytania monologów kota. 
Historia Jagi jest dość przewidywalna, jeśli chodzi o wątek jej choroby i znajomości z weterynarzem Andrzejem. Jednakże nie umniejsza to w żadnym stopniu wartości całej książki, gdyż powieść zawiera odpowiedni klimat, potrafiący wprawić czytelnika w bardzo dobry nastrój. Lekkie i zabawne dialogi, wartka akcja i proste, dopasowane gatunkowo słownictwo to główne cechy powieści. Autorka potrafi w naprawdę realistyczny sposób zobrazować życie na wsi ze wszelkimi pozytywnymi i negatywnymi cechami. Wynika to pewnie z faktu, iż pomysł na osadzenie swojej kolejnej powieści na Roztoczu narodził się pod wpływem wspomnień z dzieciństwa.
Najnowsza książka Kasi Bulicz-Kasprzak jest z pewnością przezabawnym czytadłem dla kobiet, do tego niezwykle wzruszającą i przekazującą proste prawdy życiowe historią. Wraz z bohaterką zadomowiłam się w jej domku na wsi, pijąc nalewkę Śliwowej i rozmawiając ze zwierzakami. Jeśli macie ochotę, dołączcie do nas...

http://subiektywnie-o-ksiazkach.blogspot.com/

9 wrzesień 2013 10:55

Opinia dla książki: "Ochronka Anioła Stróża"Przejdź do opini

Recenzja

Ochronka

Awatar użytkownika
awiola

"Ochronka Anioła Stróża – ten napis na dołączonej bibule wydał mu się tak cudowny, że oniemiał. Marzył. Śnił na jawie, żałując, że sam nigdy nie wpadł na taki tytuł."


Pisarz  tworzący swoje dzieła, czy tego chce czy nie, w pewnym stopniu odpowiada za wykreowane życie swoich książkowych bohaterów. Świadomość ta może mocno oddziaływać na cały proces twórczy, gdyż dzięki czytelnikom, niektóre literackie postacie zaczynają żyć własnym życiem. Gdzie więc można postawić granicę wolności tworzenia? I czy taka granica ma w ogóle rację bytu w literackim świecie?
Paweł Jaszczuk to prozaik, krytyk literacki i dramaturg. Znany głównie z cyklu kryminałów o lwowskim dziennikarzu śledczym, ale również z opowiadań i innych powieści. Autor słuchowiska i kilku sztuk scenicznych. Jaszczuk w 2005 r. został nagrodzony nagrodą Wielkiego Kalibru za kryminał "Foresta Umbra".
Piotr Magnus, poczytny pisarz, ogłasza wszem i wobec zakończenie swojej kariery pisarskiej. Spacerując po krakowskim Kazimierzu, postanawia wrócić do zajmowanego przez siebie hotelu. Na miejscu okazuje się, iż w wyniku niespodziewanej awarii, musi przenieść się do nowego hotelu, w którym będzie pierwszym gościem. Na miejscu otrzymuje niecodzienną propozycję od tajemniczego właściciela hotelu – Leo Maksymiliana Guardiana, który pragnie by pisarz stworzył jego biografię. Magnus skuszony finansową propozycją, podejmuje się zadania. Zadania, które przynosi więcej pytań niż odpowiedzi.
Najnowsze dzieło Pawła Jaszczuka zaskakuje swoją symboliką i wieloma niejasnościami. Powieść zaczyna się dość przewidywalnie. Pisarz skuszony materialnymi korzyściami i nowym wyzwaniem twórczym, postanawia spisać historię życia właściciela hotelu, zwanego LMG. Otrzymane materiały ukazują dzieciństwo LMG w tytułowej ochronce czyli domu dziecka, w którym dziecięca fantazja doprowadziła do tragedii. Na tym kończy się realizm powieści i zaczyna metafizyka. Hotel w którym Magnus pracuje nad biografią jest miejscem dziwnym, trochę jakby odrealnionym. Tajemnicza atmosfera tego miejsca, podejrzani goście i nie dające się do końca wyjaśnić wydarzenia to elementy na których opiera się cała kanwa fabuły. W gąszczu hotelowego zaciszu, pojawia się również zaginięcie jego mieszkańca i własne śledztwo Magnusa.
"Ochronka anioła stróża" nie jest kryminałem, nie ma bowiem w tej historii ani zbrodni, ani ofiary. Nie ma również intrygi kryminalnej. Jest za to wielowątkowość i aspekt psychologiczny. Pewne wątki nie mają swojego zakończenia, wspomnienia LMG z ochronki są wieloznaczne i pełne symboliki.  A samo zakończenie historii Magnusa nie zaspokoiło mojej ciekawości, nie dało odpowiedzi na krążące w mojej głowie pytania. Paweł Jaszczuk stworzył powieść, która wymyka się schematom. Autor nie przewidział dla tej historii jednej interpretacji. Z pewnością każdy z czytelników znajdzie w historii Magnusa własne przemyślenia i refleksje. To, co będzie ich częścią wspólną to zagadnienie tworzenia przez pisarza fikcyjnych życiorysów bohaterów swoich książek. I pytanie, czy istnieje odpowiedzialność twórcza za ich losy?
Po lekturze "Ochronki anioła stróża" spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Atmosfera i klimat powieści na długo pozostaną w mojej pamięci. Niedopowiedzenia i swoista metafizyka, czynią tą lekturę niełatwą pod każdym względem, zarówno fabularnym jak i językowym. Trudno umieścić ją w jakiekolwiek ramy gatunkowe. To powieść dla czytelników kochających niecodzienne wyzwania czytelnicze.

http://subiektywnie-o-ksiazkach.blogspot.com/

9 wrzesień 2013 10:53

Opinia dla książki: "Miłość po polsku"Przejdź do opini

Recenzja

Polska miłość

Awatar użytkownika
awiola

"Kobiety, mężczyźni jesteśmy jednakowo bezduszni i bezpłciowi. Kawałki mięsa polane hormonalnym sosem."
Nie trzeba czytać książek, żeby słyszeć o Manueli Gretkowskiej. Jej osoba kojarzyła mi się do tej pory z kontrowersyjnymi poglądami, które autorka wygłaszała wielokrotnie jako osoba publiczna. Biorąc do ręki jej książkę byłam więc ciekawa treści w niej zawartej i przekazu jakim mnie uraczy. Przyznam szczerze, że trochę obawiałam się tego pierwszego spotkania z twórczością Manueli Gretkowskiej.
Oprócz pisania, autorka zajmuje się tworzeniem scenariuszy filmowych, pisaniem felietonów, a do niedawna jeszcze prowadzeniem Partii Kobiet. Pani Gretkowska wielokrotnie była nagradzana różnymi nagrodami m. in. przez tygodnik "Przekrój" czy "Elle". Na pewno wielokrotnie obiło wam się o uszy jej nazwisko.
Bohaterem i zarazem narratorem powieści jest czterdziestokilkuletni Miłosz Kencki, polski emigrant mieszkający w Szwecji. Miłosz na obczyźnie poznał rodowitą Szwedkę-Karinę, z którą wziął niechybnie ślub. Po pierwszym zauroczeniu, które szybko przeminęło, z małżeństwa pozostała jedynie złość, nienawiść i dwójka dzieci – Eryk i Maria. Po rozwodzie, bohater zatapia się w niezobowiązującej miłości, opartej jedynie na przyjemnościach cielesnych. Poznając Alicję, pracownika naukowego, Miłosz stwierdza, że to kobieta jego życia. Wkrótce po tym wraca do Polski by tam układać sobie życie z nową partnerką, w realiach znacznie odbiegających od życia w rozwiniętej Szwecji. Czy jest możliwe życie i miłość w Polsce tak pełnej kontrastów?
Całą historię Miłosza określiłabym jako przedstawienie kondycji polskiego społeczeństwa na tle rozwiniętej Europy. Samo porównanie poziomu życia w Szwecji i Polsce, skłania do wielu refleksji. Autorka genialnie wręcz pokusiła się o przedstawienie obecnego obrazu Polaka, pozornego katolika dorabiającego się na innych rodakach bez cienia współczucia. Liczne wstawki w wielu miejscach w książce nawiązujące do obecnego życia społeczno-obyczajowego i polityki, wielokrotnie wywoływały uśmiech na mojej twarzy bądź przeciwnie – konsternację. Oto przykłady:
"najsłynniejszą miłosną parą kraju rodzinnych wartości i kultu papieża jest dziewczyna o wyglądzie i manierach gwiazdy soft porno i jej narzeczony satanista rozrywający publicznie Biblię."
"Alkoholicy, narkomani moralistami i byłymi prezydentami. Fanatyczni półinteligenci dostają programy telewizyjne."
Obraz stosunków rodzinnych, modelu rodziny i obecnego pokolenia jaki przedstawiła autorka, nie jest zbyt zachwycający. Dzisiejszy Polak to potomek powstańców walczących w zaborach, potem żołnierzy w wojnach światowych, a następnie działaczy Solidarności i wczesnego kapitalizmu. Wszędzie widać kompleks Polaka, który rzutuje na wszelkie dziedziny życia od gospodarki po łóżko. Niestety zgadzam się z autorką, takim społeczeństwem jesteśmy i tak nas widzą na Zachodzie. Tytuł jest też moim zdaniem metaforą. Czy mogą istnieć różne rodzaje miłości? Wydaje się, że tak biorąc pod uwagę konkretne społeczeństwo i kulturę. A Polska to naprawdę dziki kraj pełen sprzeczności.
Styl pisania Manueli Gretkowskiej bardzo mi odpowiada. Lubię dosadne porównania i cięte riposty, a tego nie brakuje w tej powieści. Czy książka jest kontrowersyjna? Myślę, że nie. Po prostu obnaża polskie społeczeństwo z rangi jaką sobie sami przypisujemy. Czytałam, że pierwsze książki Gretkowskiej pełne są ciętego języka i licznych metafor, co nawet zauważył Czesław Miłosz. "Miłość po polsku" wywarła na mnie wielkie wrażenie, więc jestem ciekawa jak poprzednie książki wypadną na jej tle. To na pewno kawał dobrej prozy. A Manuela Gretkowska rzeczywiście jest niegrzeczna…

"W swojej książce zastanawiam się, czy miłość w Polsce jest w ogóle możliwa, czy my jeszcze potrafimy kochać."

http://subiektywnie-o-ksiazkach.blogspot.com/

5 wrzesień 2013 18:47

Opinia dla książki: "Misjonarze z Dywanowa. Polski szwejk na misji w Iraku, cz. 2 - Jonasz"Przejdź do opini

Recenzja

Misjonarze z Dywanowa

Awatar użytkownika
awiola

"Jakim cudem jeszcze was trzymają w armii? Bo normalny człowiek już dawno by zwariował, a wariat nie ma takiej możliwości (…)’"


Czytelnicy, którzy zamierzają sięgnąć pod kontynuację dobrej w ich mniemaniu książki, często wykazują objawy trudno zdefiniowanego strachu. Zapytacie przed czym? Strachu przed rozczarowaniem niezbyt udaną kontynuacją przygód uwielbianego bohatera. W przypadku prozy Władysława Zdanowicza, takiego uczucia nie musicie się obawiać.

Rdzenny mieszkaniec Kwidzyna, Władysław Zdanowicz to autor prowadzący swoją własną księgarnię internetową. Pisarz na swojej stronie, zamieścił bardzo oryginalną podstronę z informacjami o sobie, którą polecam przeczytać. Pierwsza część cyklu "Misjonarzy z Dywanowa", której recenzję możecie przeczytać na moim blogu, ukazała się w 2007 r. "Misjonarze z Dywanowa. Polski Szwejk na misji w Iraku, cz. 2 - Jonasz" powstała w 2011 r. Autor wydał również w 2012 r. część trzecią pt. "Misjonarze z Dywanowa. Szeregowy Leńczyk w Iraku, cz. 3 - Honkey".

Szeregowy Piotr Leńczyk pod wpływem nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, trafia na misję stabilizacyjną do Iraku. Pod koniec pierwszej części, pechowy żołnierz zostaje przeniesiony do specjalnego plutonu rotacyjno-dyspozycyjnego, w którym będzie się próbował przystosować przez całą akcję drugiego tomu. Pod rozkazami dwóch szwagrów – Gecco i Drwala i pod dowództwem kapitana Młodszego, Rover nie uniknie tak lubiących go tarapatów. Karna kompania w jakiej się znalazł to bowiem wybuchowa mieszanka żołnierzy z innych plutonów, którzy bynajmniej nie cechują się bezmyślnym wykonywaniem rozkazów. A oznacza to w skrócie jedno – kłopoty.

Autor po raz kolejny w iście mistrzowskim stylu, uwidacznia absurdy polskiego wojska, ukazane na przykładzie misji stabilizacyjnej. Jednak tym razem akcję powieści cechuje większa wartkość, praktycznie cały czas coś się dzieje. Szeregowy Leńczyk uczestniczy w wielu przygodach, które rozbawiają czytelnika do łez, ale również wprawiają w konsternację. Nalot na dom irakijskiego terrorysty czy uczestniczenie w nocnej kontroli mostu to jedne z wielu licznych akcji w jakich bohater wpada w tarapaty. Tarapaty, podparte nieodłącznym w przypadku książek Zdanowicza komizmem sytuacyjnym. Z pewnością Rover jest bohaterem komicznym, karykaturą żołnierza. Postać ta jest przerysowana, ale to celowy zabieg jakim posłużył się autor, aby uwidocznić absurdy codzienności zwykłego żołnierza.

Oprócz dużej dawki humoru, której było w nadmiarze, druga część wyróżnia się również iście barwnymi bohaterami, których kreacja zasługuje na uznanie czytelnika. Oczywiście na pierwszym miejscu nieodwołalnie króluje Leńczyk i jego skłonność do pakowanie się w przeróżne kłopoty. Jednakowoż oprócz głównego bohatera, czytelnik otrzymuje kilka postaci mocno zapadających w pamięć: Gecco, Drwal, Aspir czy Jacho. To bohaterowie zapadający w pamięć, dość nietuzinkowi.

Obydwie części przygód szeregowego Leńczyka charakteryzują się dużą dawką realizmu w ukazaniu służby w naszym wojsku. Wydawać by się mogło, iż autor musiał osobiście uczestniczyć w jakiejkolwiek misji pokojowej jako żołnierz, gdyż nagromadzenie wszelakich szczegółów koszarowego życia wzbudza podziw. Nagromadzenie wulgaryzmów i bardzo naturalne dialogi, dodają całej fabule żywiołowości. A wszystko to okraszone wielką dawką zdrowego humoru żołnierskiego połączonego z lekką narracją. Zapadające w pamięć scena dotycząca próby otrzymania w kuchni przez kaprala Cymlańskiego zwykłego jajka czy dziesięć zasad postępowania z obuwiem, to niekwestionowane hity powieści.

Czytelnikom, którzy czytali część pierwszą przygód Szweja Leńczyka, drugiego tomu nie muszę polecać. Mogę jedynie zagwarantować, że nie rozczarujecie się tą kontynuacją. Autor bowiem swoją prozą trzyma ukazany poprzednio poziom literacki. Jeśli natomiast nie mieliście okazji poznać szeregowego Rovera, zachęcam do lektury. Najlepiej zacząć chronologicznie, od pierwszej części. A przede mną jeszcze trzeci tom, z pewnością niekwestionowanej rozrywki.

http://subiektywnie-o-ksiazkach.blogspot.com/

5 wrzesień 2013 12:14

Opinia dla książki: "Misjonarze z Dywanowa czyli Polski Szwejk na misji w Iraku cz. 1 - Pinky, czyli nowicjusz"Przejdź do opini

Recenzja

Spocznij żołnierzu!

Awatar użytkownika
awiola

"Jak już ktoś kiedyś powiedział czy nawet napisał – broń ma zapach ziemi. Może dlatego, że każda jej część została z niej wyrwana, wytopiona, przekształcona i wtłoczona w część urządzenia, które powstało z jednego powodu – aby można było zabić innego człowieka."


Misja pokojowa w moim wewnętrznym przekonaniu jest pojęciem bardzo zbliżonym do udziału w wojnie. Nasz kraj w ostatnich latach bierze czynny udział w oddelegowywaniu żołnierzy na różnorakie misje. Co jakiś czas opinią publiczną wstrząsają informacje o zamachach i bezsensownych śmieciach naszych rodaków. W natłoku tych nieprzyjemnych zdarzeń, warto więc potraktować temat misji wojskowych trochę z przymrużeniem oka. Satyryczna konwencja, której stworzenie wcale nie jest łatwym zadaniem,  jest bowiem dobrze przyjmowana przez rzesze czytelników.

Rdzenny mieszkaniec Kwidzyna, Władysław Zdanowicz to autor, prowadzący swoją własną księgarnię internetową. Pisarz na swojej stronie - TUTAJ, zamieścił bardzo oryginalną podstronę z informacjami o sobie, którą polecam przeczytać. Pierwsza część cyklu "Misjonarzy z Dywanowa", którą dzisiaj wam przedstawię, ukazała się w 2007 r. Dwie kolejne to: "Misjonarze z Dywanowa. Polski Szwejk na misji w Iraku, cz. 2 - Jonasz" (2011 r.) oraz wydana w 2012 r. "Misjonarze z Dywanowa. Szeregowy Leńczyk w Iraku, cz. 3 - Honkey".

Bohaterem całego cyklu stworzonego przez Władysława Zdanowicza jest żołnierz – szeregowy Piotr Leńczyk, który w wyniku splotu niespodziewanych wydarzeń, zostaje uznany za innego żołnierza o takim samym imieniu i nazwisku. Pomyłka ta w konsekwencji prowadzi do wyjazdu szeregowego na misję stabilizacyjną do Diwaniji w Iraku. Leńczyk od samego początku sprowadza na siebie same kłopoty, dając się zapamiętać dowódcy – porucznikowi Rutkowskiemu oraz pozostałym żołnierzom. Bohater w przerwach w napełnianiu swojego żołądka bez dna, próbuje dostosować się do nowych, wojennych warunków. Jak się okazuje z zabawnym i pełnym humoru skutkiem.

Decydując się na przeczytanie powieści o przygodach Piotra Leńczyka, targały mną obawy dotyczące tego typu literatury, bowiem klimat wojskowy jest mi całkowicie obcy, a idea wojny i okupacji innego kraju kompletnie do mnie nie przemawia. Szczęśliwie, autor skupił się wyłącznie na komicznym wydźwięku absurdalnych zasad i regulaminów panujących w polskim wojsku. Zabieg ten wyszedł mu w iście mistrzowskim stylu. Cała książka jest precyzyjnym przedstawieniem w krzywym zwierciadle koszarowego życia polskich żołnierzy. Utwór posiada szeroko wyeksponowane elementy satyryczne, dzięki którym akcent komizmu nie może zostać niezauważony przez czytelnika. Komizm zastosowany przez autora wielokrotnie powoduje niekontrolowane wybuchy śmiechu.

Władysław Zdanowicz zadbał o naturalizm postaci i całej fabuły głównie poprzez odpowiednie słownictwo. Nie spodziewajcie się więc sztucznych zwrotów, tak nie pasujących do prawdziwych rozmów między żołnierzami. Słownictwo jakim posłużył się autor to w rzeczy samej wulgaryzmy, bluźnierstwa i ordynarne porównania, nie pozostawiające wątpliwości w przekazie. Myślę, że dla wyrobionych czytelników, których interesuje różnorodność gatunkowa, taki styl językowy nie będzie zaskoczeniem i powodem do zniesmaczenia. Paradoksalnie nagromadzenie tego typu słów, umacnia odbiorcę  w pozytywnym odbiorze książki, wytwarza odczucie autentyczności.

W przedstawionych przez autora sytuacjach, w których główna rola przypadała pechowemu szeregowemu Leńczykowi, znajdziecie mnóstwo absurdu i przerysowania. Obowiązek bezmyślnego wykonywania rozkazów, przestrzegania regulaminów czy wszechobecna biurokracja wywołują oburzenie. Jednocześnie duża dawka czarnego humoru, pozwala porwać się fali przygód szeregowego Leńczyka. Wojsko z jego udziałem to wielka komedia omyłek, w której panuje tumiwisizm, krokodylizm oraz kombinowanie na wszystkie fronty w postaci handlu bimbrem. Wątkami, które najbardziej zapadły mi w pamięć jest podroż powrotna Leńczyka rowerem, Punkt Kontroli Inteligencji oraz anatomia po żołniersku. Fragmenty te do tej pory wywołują we mnie niekontrolowane wybuchy śmiechu. Konwencję jaką przyjął autor zgrabnie podkreśla porównanie do czeskiej książki Jaroslava Haška "Przygody dobrego wojaka Szwejka".

Władysław Zdanowicz własnymi siłami, bez niczyjej pomocy wydał i wypromował swój niezwykle komiczny cykl o polskiej armii. Przez pięć lat sprzedał ponad osiem tysięcy książek, co w naszym kraju jest niebywałym sukcesem. Po przeczytaniu jedynie pierwszej części stwierdzam, że przygody szeregowego Leńczyka idealnie nadawałyby się na stworzenie filmu. Autor bowiem wykreował niezwykle żywe i prześmiewcze dialogi, w pełni oddające blaski i cienie służby w wojsku. I nie jest to jedynie książka dla mężczyzn, gdyż nawet dla mnie, amatorki takiej literatury, lektura przygód pinkiego czyli nowicjusza okazała się ciekawym doświadczeniem. Cykl ten może być naszym doskonałym towarem eksportowym na rynki zagraniczne. Trzymam kciuki za sukces Władysława Zdanowicza, a wam polecam pierwszy tom. Spocznij!

http://subiektywnie-o-ksiazkach.blogspot.com/

5 wrzesień 2013 12:10

Opinia dla książki: "Zamknięte ogrody"Przejdź do opini

Recenzja

Ogród życia

Awatar użytkownika
awiola

"Brak miłości matczynej to rana, której człowiek nigdy nie przestaje rozdrapywać. Z biegiem czasu staje się coraz rozleglejsza, głębsza – a przynajmniej skłania do niezrozumiałych w innym kontekście działań (…)"


Życie ludzkie jest jak ogród. Odpowiednio pielęgnowany i użyźniany, daje cudne plony w postaci pięknych roślin. Życie, kształtowane od najmłodszych lat, przynosi swoje owoce w dorosłym życiu. Czy można więc zaniedbany od wielu lat ogród, posiadający wyłącznie jałową ziemię, doprowadzić do świetności? Czy człowiek, którego wychowanie i nabyte zachowania pozwoliły wieść udane życie, może w pewnym momencie odczuć jałowość swojej egzystencji? Na te pytania próbuje odpowiedzieć autorka "Zamkniętych ogrodów".
Kay Langdale ukończyła literaturę na Uniwersytecie w Oksfordzie, uzyskując tytuł doktora za pracę o Samuelu Beckettcie. Autorka od dziecka lubiła pisać, wychowała się w rodzinie, której rodzice byli nauczycielami. Obecnie jest mężatką i posiada czwórkę dzieci, mieszka na wsi w hrabstwie Oxfordshire. Jest pełnoetatową pisarką.
Jane i Nick są niezwykle zgodnym małżeństwem od dwunastu lat. Para na początku znajomości ustaliła, że nie będą starać się o dzieci, wolą bowiem wieść swoje ułożone i wygodne życie bezdzietnego małżeństwa. W ich poukładany świat nieoczekiwanie wkracza chora matka Jane – Vera, którą bohaterowie przenoszą do swojego domu celem opieki. Toksyczne relacje łączące matkę z córką burzą spokój w życiu małżeństwa. Tymczasem w sąsiedztwie bohaterów wprowadza się samotna matka Evie z dwójką dzieci: dwunastoletnim Felixem i dwuletnią Pusią. Nick, którego egzystencja została naruszona przez obecność teściowej, coraz częściej odwiedza Evie i jej dzieci. Nie spodziewa się, że nagła wizyta siostry Evie – despotycznej Margaret, będzie początkiem ciągu zdarzeń, które zmienią życie wszystkich bohaterów.
"Zamknięte ogrody" to powieść obyczajowa, ukierunkowana w szerszej perspektywie na powieść psychologiczną. Czytelnik poznaje bowiem kilku bohaterów, którzy w osobnych rozdziałach ukazują swoje życie z własnej perspektywy. Każda postać (oprócz dwuletniej Pusi) jest zarazem narratorem, przedstawiając odmienny punkt widzenia. Zabieg taki pozwolił ukazać portrety psychologiczne poszczególnych typów ludzkich. Od lekkomyślnej, mało odpowiedzialnej ale kochającej swoje dzieci Evie do chorej psychicznie, mściwej i pozbawionej instynktu macierzyńskiego Very. Co ważne, każdy bohater ukazany jest realistycznie, w powieści bowiem nie istnieje podział na tych tylko dobrych i tych wyłącznie złych. Każda postać wykreowana przez autorkę, wywołuje różnorakie emocje do litości do podziwu. Jedno jest pewne, nie można obok nich przejść obojętnie.
Abstrahując od podziału na konkretnych bohaterów, Kay Langdale poprzez swoją powieść dotyka uniwersalnych życiowych tematów takich jak szczęście, autonomiczny wybór, niezależność, miłość, pojęcie zdrady czy bezinteresowność. Można powiedzieć, że to relacje międzyludzkie są głównym tematem powieści. Ale nie tylko. Autorka przyrównuje życie człowieka do ogrodu. Dla niektórych jej bohaterów, pewne nie nabyte w przeszłości uczucia i stracone lata są już zamknięte. Poprzez własne życiowe wybory i pielęgnowanie zawiści oraz wiecznego rozczarowania, utracili dostęp do największej wartości w życiu – czyli rodzicielstwa. Nie dla wszystkich jednak brama ta jest zamknięta. Jak ukazuje autorka, tylko do nas samych zależy czy przyjmiemy niespodziewane szczęście, otwierając swoje serce.
Powieść "Zamknięte ogrody" nie przedstawia łatwej i lekkiej historii. Nie jest książką na jeden wieczór, która ulotni się z waszej pamięci do następnej lektury. Dzięki obrazowemu słownictwu, nacechowanemu dużą dawką emocji, czytelnik zaczyna się identyfikować z konkretną postacią. Autorka wykazała się genialnym warsztatem pisarskim, docierając swoim przesłaniem do najgłębszych pokładów naszej podświadomości.
Książka Kay Langdale wzruszy was do głębi. Wywoła wiele emocji i konsternacji. Sprowokuje was do oceny pewnych zachować ludzkich. Być może pomoże wam odnaleźć dawno zapomniany klucz do furtki ogrodu, który do tej pory był dla was niedostępny.
"Może po prostu łatwiej pogodzić się z życiem, gdy widzi się w nim pewne logiczne zależności, a nie tylko plac zabaw swawolnego przypadku."
http://subiektywnie-o-ksiazkach.blogspot.com

4 wrzesień 2013 21:48

Opinia dla książki: "Upalne lato Kaliny"Przejdź do opini

Recenzja

Upalne lato....

Awatar użytkownika
awiola

"O szczęście warto walczyć. Nie wolno się godzić na bylejakość, bo kiedy życie przemija, starość można wypełnić dobrymi wspomnieniami."


Przeszłości nie da się odgrodzić płotem, który dzieliłby nasze życie na dwie odrębne części: na to co było i co jest teraz. Często nieszczęśliwe dzieciństwo i brak miłości u najbliższych, rzutują na całe późniejsze życie i dokonywane wybory. I o tej smutnej prawdzie, chciała przypomnieć czytelnikom w swojej najnowszej książce Katarzyna Zyskowska-Ignaciak.
Pisarka jest absolwentką dwóch kierunków: marketingu i dziennikarstwa, szczęśliwą żoną i matką. Uwielbia podróże (chociaż pakowania nie znosi), żeglarstwo, chodzenie pod górach oraz orzeszki w czekoladzie. Jest autorką pięciu książek, obecnie zaś mieszka w Warszawie. "Upalne lato Kaliny" jest drugą po "Upalnym lecie Marianny" częścią sagi pt. "Upalne lato". Drugą część można czytać nie znając pierwszego tomu pomimo faktu mnogości odwołań do pierwszej części.
Lato roku 1969 XX wieku, Kalina - córka Marianny znanej czytelnikom z pierwszej części, zostawiając malutka córeczkę swojej starej opiekunce Gabrieli, wyjeżdża wraz mężem Jerzym na cały sierpień do Zakopanego. Kalina to zamknięta w sobie młoda dziewczyna, typowa chłopczyca, nie dbająca o uwydatnianie swojej kobiecości, która wyszła za mąż za o wiele starszego od siebie pracownika naukowego. Bohaterka naznaczona nieszczęśliwą przeszłością, nie potrafi odnaleźć w sobie ani krzty uczucia dla własnego dziecka. Stara opiekunka postanawia więc napisać list do Kaliny, w którym odsłania wstydliwe tajemnice jej matki. List ten wywołuje rewolucję w życiu zagubionej dziewczyny.
"Upalne lato Kaliny" to melancholijna, obyczajowa powieść, wzbudzająca wiele różnorakich emocji. Czytelnik znający losy Marianny z poprzedniego tomu, poznaje historię jej dalszego, smutnego życia, w którym poprzez własne wybory, unieszczęśliwiła najbliższe sobie osoby, w tym najbardziej córkę Kalinę. Autorka dokonała wyjątkowej rzeczy, mianowicie doskonale nakreśliła portret psychologiczny Kaliny, czyniąc z niej postać niejednoznaczną, trudną do sklasyfikowania, pełną rozterek wewnętrznych. Czytelnik dzięki temu zabiegowi identyfikuje się z główną bohaterką, sam roztrząsa jej dylematy, przeżywa emocje. Myślę, że właśnie dzięki temu proza Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak trafia do serc tak wielu czytelników.
Warte uwagi jest również dość minimalistycznie nakreślone tło obyczajowe lat sześćdziesiątych XX wieku oraz powojennych losów arystokracji, próbującej odnaleźć się w nowej, komunistycznej rzeczywistości. Fragmenty powieści nawiązujące do tych wątków, skłaniają do refleksji, pobudzają do myślenia i zastanowienia nad losami ludzi, którym wojenna zawierucha zniszczyła życie.
Na uwagę zasługuje również język jakim posługuje się autorka w swojej najnowszej książce. Język bazujący na emocjach, prosty ale jednocześnie lekko melancholijny. Autorka bardzo zgrabnie opisuje otaczającą bohaterów rzeczywistość, zwykła czynność w wykonaniu pisarki, urasta do rangi czegoś wyjątkowego. Biorąc pod uwagę wszystkie te elementy, stwierdzić można, że warsztat pisarski Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak stoi na bardzo wysokim poziomie. Nie mogę również pominąć pięknego wydania książki. Twarda oprawa okładki i klimatyczne zdjęcie młodej dziewczyny na okładce, zapowiadają  literacką ucztę dla czytelników.
"Upalne lato Kaliny" nie jest powieścią dobrą, jest powieścią bardzo dobrą, napisaną ze znakomitym wyczuciem. Otwarte zakończenie, które z pewnością zaskoczy niektórych czytelników, nie napawa optymizmem. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że to dość smutna historia kobiet, dla których los nie był łaskawy. Mam nadzieję, że autorka planuje napisać kolejną część, ukazując dalsze losy Kaliny. Polecam wszystkim czytelnikom zaczytującym się w powieściach obyczajowych.  Wieczór spędzony z prozą Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak, na pewno zostawi w was niezatarty ślad.
"A może uczucia zawsze odbierają możliwość ujrzenia prawdy? Może przez pryzmat miłości, którą obdarzamy drugiego człowieka, widzimy go wyłącznie takim, jakim chcemy go zobaczyć? Zniekształcony wizerunek zgodnie z własnym wyobrażeniem?"

http://subiektywnie-o-ksiazkach.blogspot.com

30 sierpień 2013 22:26

Opinia dla książki: "Lato moralnego niepokoju"Przejdź do opini

Recenzja

Lato moralnego niepokoju

Awatar użytkownika
awiola

"Jest tylko teraz. Jutra nie ma i może nie będzie. Nie ma też wczoraj. Minęło."

Okres letni sprzyja  rozluźnieniu i wszechobecnemu korzystania z uroków życia. Nie dla wszystkich jednak, okres wakacyjny to wyłącznie beztroska i zabawa. Moralne dylematy bowiem mogą zawładnąć naszymi myślami o każdej porze roku. Każdy z nas może mieć możność napotkania swojego lata moralnego niepokoju.
Autorami zbioru opowiadań "Lato moralnego niepokoju" są absolwenci warsztatów pisania Szkoły Pasji Pisania. Antologia składa się z trzynastu zróżnicowanych gatunkowo utworów, w których zauważyć można powtarzalność motywu okresu letniego wraz z połączeniem szeroko pojętych dylematów moralnych. Ze wszystkich opowiadań, sześć  utworów przykuło moją największą uwagę.
Paweł Szymański i jego "Noc na plaży" to krótka historia Maksa, który pod wpływem niespodziewanego impulsu, postanawia wyjechać na parę dni nad morze. W domu bowiem bohater nie potrafi znaleźć weny do dokończenia swojej pierwszej książki. Na plaży napotyka różne osoby, niosące ze sobą lekcje życia. W utworze autora ujął mnie koncept fabularny i zgrabne ujęcie metaforyczne życia. Każda z napotkanych na plaży osób, uczy czegoś bohatera, przekazuje jakąś prawdę życiową. Każda naprowadza go również do przedsięwzięcia zmian w swoim życiu. To piękna przypowieść o kwintesencji naszego losu.
Opowiadanie Doroty Bury pt. "Przeniesieni" to zaskakująca satyra na dzisiejszych polityków. Autorka w swoim utworze przeniosła cały Sejm i Senat na bezludną wyspę, gdzieś we Wszechświecie. Gratuluję pomysłu, którego wykonanie zapadnie mi na długo w pamięci. Któż z nas bowiem, choć raz nie chciał wysłać naszych polityków w kosmos. 
"Staruchy" Bożeny Mazalik to opowiadanie fantasy, którego bohaterkami są dwie przyjaciółki – Weronika i Róża. Kobiety dawno temu zawarły pakt ze Śmiercią, dzięki czemu nadal żyją. Ich istnienia nie są jednak pełnowartościowe, gdyż wegetują jako staruchy. W utworze autorki zauważyłam bardzo zgrabną kreację bohaterek. Poza tym zakończenie zaskakuje, zostawiając pole do wyobraźni czytelnikom.
K. B. Ambroziak napisał opowiadanie pt. "Ostatni marsz czarnej królowej", dotykające stricte tematu homoseksualizmu u mężczyzn. Dwaj przyjaciele – Arthur i Laurie spotykają się po latach w Holandii. Jak się okazuje czasami przeszłość dopada nas w najmniej odpowiednim momencie.  Na uwagę zasługuje tutaj budowane napięcie. Do ostatnich stron czytelnik zastanawia się nad prawdziwym znaczeniem przyjaźni bohaterów. Autor umiejętnie bawi się z odbiorcą swojego dzieła, a przysłowiową wisienkę na torcie zostawia na sam koniec.
Krzysztof Pochwicki i jego "Dałem słowo człowiekowi" to prawdziwe opowiadanie fantastyczne. Aric, samiec rodu obcych, przedstawiciel elit, ląduje awaryjnie na nieznanej planecie. Planecie na której spotyka człowieka – odwiecznego wroga jego rasy.  Utwór Krzysztofa Pochwickiego to opowiadanie z morałem, ukazujące cienką granicę pomiędzy nienawiścią stworzoną przez odwieczne wojny, a przyjaźnią, która powstaje całkiem naturalnie.
"All inclusive" Magdaleny Woźniak opowiada o Beacie, właścicielce dużej firmy, która na prośbę swojej matki, zamiast opalać się na greckiej plaży popijając drinki, wyjeżdża z odnalezioną w Ameryce rodziną na Białoruś. Wyprawa ta staje się dla Beaty zalążkiem do przemyślenia co tak naprawdę liczy się w naszym życiu. Czy wszystko można przewidzieć i zaplanować z wyprzedzeniem? Autorka poprzez postać głównej bohaterki, zadaje pytania, skłania czytelnika do głębokiej refleksji i przemyśleń. Warto się czasami zatrzymać i przerwać ciągły pęd życia. Mądre przesłanie i refleksja to główne atuty opowiadania Magdaleny Woźniak.
Podkreślić należy, iż bardzo ciekawym zabiegiem, który z pewnością zwróci waszą  uwagę jest krótka notka o danym autorze przed każdym opowiadaniem (wyjątek stanowi osoba Staszka Taumaturga Kiersztyna). Dzięki temu  zabiegowi czytelnik ma szansę poznania autora. Oprócz tego do każdego z trzynastu utworów, przyporządkowana jest odrębna strona z piękną, kolorową ilustracją, odpowiadająca charakterowi konkretnego dzieła.  Z pewnością najbardziej pozytywną cechą antologii jest jej różnorodność. Krótka forma pozwala rozsmakować się w stylu konkretnego twórcy, a zróżnicowanie gatunkowe jeszcze bardziej urozmaica doznania czytelnicze.
Od dłuższego czasu coraz bardziej przekonuje się do zbiorów opowiadań, gdyż odnajduję w nich nagromadzenie wielu motywów i wątków, których nie sposób umieścić w jednej historii. W moim przekonaniu lektura "Lata moralnego niepokoju" będzie dla was doskonałym przerywnikiem podczas czytania obszernych powieści. Z pewnością antologia ta może stać się początkiem wspaniałej przygody z twórczością wybranego pisarza. Polecam, bez moralnego niepokoju.

http://subiektywnie-o-ksiazkach.blogspot.com

30 sierpień 2013 22:24

Opinia dla książki: "PRL. Jak cudnie się żyło!"Przejdź do opini

Recenzja

Słodki PRL!

Awatar użytkownika
awiola

"Literaci do piór, studenci do nauki, pasta do zębów!"

PRL to okres w dziejach naszego kraju, którego blaski i cienie do dzisiaj dzielą większość Polaków na dwa obozy. Niektórzy wspominają z rozrzewnieniem codzienne życie w ustroju komunistycznym, które pełne absurdów, potrafiło jednak często cieszyć. Autor niniejszej publikacji zaprosił czytelników w podróż w przeszłość, do dziwnych lat Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.
Wiesław Kot to publicysta, doktor nauk humanistycznych literatury współczesnej, wykładowca na wyższych uczelniach. Od 2007 r. pełni funkcję redaktora naczelnego tygodnika "Wprost", jako publicysta działa w dziedzinie szeroko pojętej kultury. Autor stworzył również audycję radiową oraz program telewizyjny.
"PRL. Jak cudnie się żyło!" to publikacja ukazująca codzienne życie naszych rodaków w komunistycznej Polsce. Książka podzielona jest na siedem, tematycznie ułożonych rozdziałów, każdy z nich podzielony jest na odrębne, mniejsze bo dwustronicowe podrozdziały. Autor w bardzo skróconej formie opisuje wiele tematów, dotyczących życia zwykłego, szarego obywatela PRL-u. Przekrój ten dotyczy ówczesnych gwiazd popkultury i estrady, rynku socjalistycznego czy litery prawa. Teksty autora uzupełniają czarno-białe zdjęcia, fragmenty artykułów z gazet oraz teksty piosenek. 
Publikacja Wiesława Kota od pierwszej strony bardzo zgrabnie wprowadza czytelnika w specyficzny klimat lat sowieckiej dyktatury. Trzeba zaznaczyć, iż autor opisując ówczesną rzeczywistość, praktycznie pominął kontekst polityczny, skupiając się wyłącznie na zabawnej i często absurdalnej, szarej codzienności. Nie jest to więc książka dla osób, które spodziewają się negatywnej oceny historii czy własnych opinii autora. W książce znajdziecie mnóstwo anegdot, które dzisiaj mogą zadziwiać i wzbudzać odbiorcę w konsternację. Często, można wyczuć przebijającą z tekstów lekką ironię. Dla miłośników literatury, obowiązkowym rozdziałem będzie rozdział dotyczący herosów popkultury. Znajdziecie w nim ciekawostki dotyczące kultowych już pisarzy socjalizmu, takich jak: Joe Alex, Alfred Szklarski, Joanna Chmielewska, Michalina Wisłocka czy Zbigniew Nienacki. Rozdziały te wywołały we mnie rumieńce na twarzy, w szczególności podrozdział dotyczący Zbigniewa Nienackiego – byłego ormowca.
Skutecznym zabiegiem, bez którego nie wyobrażam sobie tego typy publikacji, są liczne zdjęcia, które oprócz funkcji urozmaicającej czytanie kolejnych akapitów tekstu, pełnią również funkcje edukacyjną. Wiele zdjęć to egzemplarze z pewnością archiwalne, i skomasowanie ich w jednym miejscu, spełniło swoją rolę w sposób wzorowy. Ważne jest również to, iż konstrukcja książki pozwala wracać do niej wiele razy, nie zachowując kolejności stron. Każdy temat bowiem można czytać oddzielnie. Na uwagę zasługuje również dobre wydanie książki na kredowym papierze.
"PRL. Jak cudnie się żyło!" to w mojej opinii skarbnica wiedzy o tamtym okresie w swoistej pigułce. Książka ta może wzbudzić zainteresowanie czytelnika konkretną dziedziną, stając się doskonałym początkiem przygody z PRL-owską rzeczywistością. Dla pokolenia wychowanego w tamtej epoce, publikacja z pewnością przywoła dawno zakurzone wspomnienia. Dla mnie była to cudowna wędrówka w  przeszłość naszego kraju, wywołująca wiele skrajnych emocji. Dla miłośników PRL-u to lektura obowiązkowa.

http://subiektywnie-o-ksiazkach.blogspot.com

30 sierpień 2013 22:19

Opinia dla książki: "Cukiernia pod Amorem. Hryciowie"Przejdź do opini

Recenzja

Cukiernia pod Amorem, tom 3

Awatar użytkownika
awiola

"Każdy musi szukać szczęścia w sobie, inni ludzie, choćby nie wiem, jak się starali, nie są w stanie nam go dać."
Jak mówi stare porzekadło, wszystko co dobre kiedyś się kończy. I oto właśnie dobiegła końca moja przygoda z bohaterami wielopokoleniowej sagi "Cukiernia pod Amorem". W trzeciej części liczyłam na rozwiązanie zagadki i dokończenie losów znanych mi bohaterów.
Druga część dotycząca Cieślaków, kończyła się przed wybuchem najgorszej wojny światowej w naszych dziejach. I tak trzeci i zarazem ostatni tom zabiera nas do okresu od II wojny światowej do roku 1995 roku, w którym czytelnik dzięki dwóm płaszczyznom czasowym w poprzednich częściach miał okazję już być. Poznacie więc dalsze losy artystki Giny Weylen oraz bohaterki, która przewijała się przez całą fabułę powieści, a mianowicie Celiny Hryć, właścicielki tytułowej cukierni. Celina, córka Pawła Connora czyli syna hrabiego Zajezierskiego, w przeddzień wybuchu wojny zakochuje się w Adamie Toroszynie, synu Grażyny. Odwzajemnione uczucie przerywa atak Niemców na Polskę i lata okupacji, które na trwałe rozdzielają ukochanych. Autorka poświęciła również wiele miejsca Ginie, która musiała walczyć o honor i dobre imię, mimo wielu przeszkód jakie podrzucał jej los. Okupacja, mordowanie Żydów, Powstanie Warszawskie, wyzwolenie i lata mrocznego PRL-u to tylko zarys tego co was czeka w trzeciej części. Jednocześnie, w roku 1995 Iga nadal próbuje rozwikłać tajemnicę pierścienia oraz dowiedzieć się od babci Celiny, kim była jej wielka miłość, która nie miała się nigdy spełnić.
Autorka nadal w mistrzowskim wykonaniu kreśli dzieje mazowieckiego rodu na tle znanych nam z naszej historii tragicznych wydarzeń. Dbałość o detale, niebanalny pomysł, obraz zrywów powstańczych czy odbudowa Polski po wojnie pod radziecką ręką to elementy, które dają żywy obraz naszego kraju. Całe tło społeczno-obyczajowe jak i również polityczne wykreowane jest z dużą  dawką realizmu. Do ostatniej kartki powieści nie wiedziałam czy ród Zajezierskich naprawdę istniał, czy Gutowo ma swoje miejsce na współczesnej mapie Polski i czy chociaż część z opisanych wydarzeń ma swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Trudno uwierzyć, że to wszystko fikcja literacka, Gutowa bowiem nie ma na mapie, a bohaterowie niestety nigdy nie istnieli. Moje rozczarowanie najdobitniej świadczy o wysokim kunszcie literackim autorki. 
W trzecim tomie doczekałam się smaku i zapachu cukierni pod Amorem, która od teraz jest moim ulubionym miejscem z literatury, jaki chciałabym odwiedzić. Poza tym autorka dużo więcej miejsca poświęciła współczesności, na co również czekałam. I do lat współczesnych mam właśnie zastrzeżenie. Małgorzata Gutowska-Adamczyk bowiem w jednym z rozdziałów (rok 1995) skupia się na ocenie kondycji szkolnictwa wyższego i nawiązuje do trójstopniowego podziału studiów, w tym uzyskania tytułu licencjata. Tymczasem podział ten został wprowadzony dopiero w 2005 r. w naszym kraju i dopiero od tej daty można było taki tytuł zawodowy uzyskać. To jedyny zgrzyt w chronologii jaki zauważyłam.
Cała saga "Cukierni pod Amorem" porwała mnie od pierwszych stron swoim niebanalnym pomysłem. Małgorzata Gutowska-Adamczyk przedstawiła czytelnikowi ciekawą, tak różną od tych szkolnych, lekcję historii naszego kraju. Gdyby tytułowa cukiernia pod Amorem istniała, na pewno nie omieszkałabym jej odwiedzić, jej magnetyzm bowiem przyciągnął mnie od pierwszej strony. Nie dziwię się już teraz, dlaczego historia rozkwitu i upadku rodu Zajezierskich stała się takim bestsellerem na naszym rynku. I chciałabym więcej, nie wszystkie wątki bowiem zostały wyjaśnione, i nie wszystkie losy zakończone. Zapraszam was w wędrówkę w której przeszłość związana jest z teraźniejszością, w której namiętności walczą z zasadami, w której w końcu poczujecie aromat pysznych ciastek i kawy serwowanych w cukierni, która była świadkiem tego wszystkiego.
"Wydaje nam się, ze mamy wpływ na nasze życie, że możemy je kształtować, zakładać sobie jakieś cele, dokądś dążyć, coś osiągać, a to przecież tylko próby, bo wynik rzadko zależy od nas samych. To, kim dziś jesteśmy, przesądziło się dawno temu i nierzadko bez naszego udziału."
http://subiektywnie-o-ksiazkach.blogspot.com

29 sierpień 2013 18:41

Opinia dla książki: "Cukiernia pod Amorem. Cieślakowie"Przejdź do opini

Recenzja

Awatar użytkownika
awiola

"Małżeństwo nie ma nic wspólnego miłością. To kontrakt.  Miłość ma prawo skończyć się po tygodniu, z kontraktu należy się wywiązać."
Witam was ponownie w świecie niezapomnianego Gutowa. W świecie przepysznych jagodzianek z cukierni "Pod Amorem" oraz barwnych, wielopokoleniowych bohaterów.

Druga część tej bestselerowej sagi ukazuje kolejne lata z jakimi przyszło zmierzyć się rodzinie Zajezierskich. Okres jaki obejmuje powieść to lata I Wojny Światowej oraz dwudziestolecia międzywojennego. W Zajerzycach żona hrabiego Tomasza rodzi syna Pawła, w tym samym czasie, uwiedziona przez niego Marianna wyjeżdża do Ameryki i tam również rodzi potomka hrabiego – Paula Connora. Trzecią postacią, która wysuwa się na pierwszy plan w tej części jest córka Kingi Toroszyn - Grażyna. Bohaterka będąc dorosłą przyjmuje pseudonim artystyczny Gina Weylen i zaczyna odnosić sukcesy na deskach polskiego kabaretu, teatru i piosenki. Jak wskazuje nazwa drugiego tomu, do fabuły powieści zostaje wplątana rodzina drobnych złodziejaszków z Powiśla -  Cieślaków, która w pewnym momencie nieodwracalnie wkracza w historię i losy rodu Zajezierskich. Oprócz przeszłości, autorka dyskretnie wplątuje współczesność, w której Iga nadal próbuje rozwiązać zagadkę rodzinnego pierścienia oraz zmierzyć się z romansem ukochanego ojca.
Forma tej części jest identyczna jak części pierwszej. Autorka umiejętnie posługuje się dwiema osiami czasowymi, co czytelnikowi nie powinno sprawiać problemów, jeśli ma już za sobą część dotyczącą Zajezierskich.Bardzo ciekawym jest okres w jakim toczą się dalsze losy postaci wykreowanych przez Małgorzatę Gutowską-Adamczyk. A był to okres bardzo burzliwy, okres w którym następowała coraz szybsza przemiana obyczajowa i światopoglądowa poszczególnych warstw społeczeństwa. Emigracja za chlebem do Ameryki, wojna po której nasz kraj uzyskał od lat wyczekiwaną niepodległość czy obyczaje międzywojennej Warszawy to wszystko połączone z losami znanym nam bohaterów, daje prawdziwą ucztę czytelniczą. W mojej opinii autorka mimo o wiele ważniejszych roli innych postaci w całej tej historii, na pierwszy plan wysunęła Ginę Weylen. I nie ukrywam, że z zapartym tchem śledziłam rozwój jej kariery, pierwsze kroki na deskach teatru i ambicję osiągnięcia sukcesu. To postać, która wyróżnia się na tle innych swoją niezależnością i sprecyzowanymi celami życiowymi. Mistrzowska kreacja tej bohaterki w pewnym momencie skłoniła mnie do sprawdzenia czy to rzeczywiście postać jedynie fikcyjna.
Autorka w bardzo realistyczny i szczegółowy sposób wplotła w fabułę tło historyczne naszego kraju. Na szczególne uznanie zasługuje przedstawienie powojennej Warszawy w kontekście artystycznym oraz ukazanie wielu detali dnia codziennego naszych przodków takich jak sposoby dbania o codzienną toaletę pań czy codzienny jadłospis. Nie będę pewnie oryginalna ze stwierdzeniem, iż moje jedyne rozczarowanie dotyczyło mniejszej ilości odniesień do współczesności. Spodziewałam się, że w tej części autorka więcej miejsca poświęci Idze i jej rodzinnej tajemnicy, a tymczasem wydarzenia z przeszłości przesłoniły prawie całą fabułę. Mój apetyt czytelniczy nie został zatem nasycony w tym temacie.
Porównując obydwa tomy, mogę stwierdzić, że ich styl i zarys historyczny są przedstawione na takim samym poziomie. Jednakże bliższa jest mi druga część, gdyż dwudziestolecie międzywojenne to czasy, które od zawsze mnie interesowały swoją skrajnością i rozkwitem. Przede mną część trzecia, która rozstrzygnie rodzinną tajemnicę i ukaże dalsze losy znanych mi bohaterów. A was zapraszam do sięgnięcia po pierwszy tom i zagłębienie się w historię, która mogłaby być udziałem każdego z nas.

http://subiektywnie-o-ksiazkach.blogspot.com

28 sierpień 2013 19:02

Opinia dla książki: "Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy"Przejdź do opini

Recenzja

Cukiernia pod Amorem, tom1

Awatar użytkownika
awiola

"Póki jest niewiadomą – zagadka zniewala, rozwiązana – stanie się banałem. Dopóki rozpala wyobraźnię, wszystko jest jeszcze możliwe."
Na możliwość przeczytania całej sagi "Cukierni pod Amorem" czekałam dosyć długo. Swego czasu poszczególne jej części zbierały bardzo pozytywne recenzje, jednakże wolałam poczekać aż pierwsza fala zachwytu opadnie. Biorąc do ręki pierwszy tom, zastanawiałam się czy będę w stanie zrozumieć fenomen popularności całej sagi. Czy zrozumiałam? Zobaczcie...
Małgorzata Gutowska-Adamczyk to autorka książek przeznaczonych głównie dla młodzieży. Oprócz pisarstwa, zajmuje się również scenografią filmową, historią teatru czy dziennikarstwem. W jej życiorysie możemy odnaleźć nawet krótki epizod w postaci pracy nauczycielki języka polskiego i łaciny w liceum. Autorka prywatnie wychowuje dwóch synów wraz z mężem – reżyserem filmowym. Pomysł na powieść nawiązującą do cukierni powstał w latach osiemdziesiątych, gdy Małgorzata Gutowska-Adamczyk prowadziła swój pierwszy sklep z galanterią.
Uruchomcie teraz swoją wyobraźnię i wyobraźcie sobie małe miasteczko w województwie kujawsko-pomorskim o nazwie Gutowo. A teraz przenieśmy się do połowy lat 90, do roku 1995 kiedy na rynku Gutowa trwają prace archeologiczne. Niespodziewanie w podziemnym tunelu naukowcy odnajdują zakonserwowane zwłoki młodej kobiety z pięknym pierścieniem na palcu. Na tym samym rynku prosperuje od lat znana cukiernia "Pod Amorem", której właścicielką jest wiekowa już Celina Hryć. Wnuczka właścicielki, Iga w tym samym czasie przyjeżdża z Warszawy na letnie, studenckie wakacje. Dowiadując się o znalezionym pierścieniu, Iga postanawia rozwikłać zagadkę, która od wielu lat stanowi tajemnicę jej rodziny. Zagadka ta przenosi czytelnika do drugiej połowy XIX wieku, w lata 1855-1895, gdzie poznajemy epilog powstania rodu Zajezierskich i tajemniczej pamiątki rodzinnej pod postacią pierścienia.
Cała część pierwsza oparta jest na dwóch płaszczyznach czasowych. Tytuły rozdziałów są jednocześnie datami poszczególnych lat. Należy tutaj zwrócić szczególną uwagę, gdyż daty te nie są rozmieszczone chronologicznie. Początkowo można nawet się pogubić ze względu na dużą ilość postaci i pomieszanie czasowe. Szczęśliwie autorka ułatwiła czytelnikom zadanie i na końcu książki zamieściła drzewa genealogiczne poszczególnych rodów wraz z kalendarium. Dla ciekawskich na końcu książki zamieszczona również została krótka notka o historii Gutowa.
Rozdziały przenoszące nas w odległą przeszłość to barwne opisy dworków szlacheckich, życia na prowincji, zwyczajów czy faktów znanych nam z lekcji historii. To cudowny przekrój przez epokę w której jeszcze obowiązywało "noblesse oblige".  Bohaterowie, których poznaje czytelnik to niesztamponowy hrabia Tomasz Zajezierski, jego żona Barbara z Sokołowskich czy córka wiejskiej czarownicy – Marianna, mieszkający w XIX wieku w Zajerzycach. Jak sam tytuł wskazuje, pierwsza część zorientowana jest głównie na rodzie Zajezierskich. Autorka ukazuje losy kilku kobiet w otoczeniu hrabiego, które musiały dokonać wielu tragicznych wyborów w swoim życiu przy czym dba o wszelkie detale ukazujące ówczesne realia tej epoki.
Styl pisania Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk porównywany jest do gawędzenia. Owszem, pierwszą część czyta się jak swoistą gawędę, jednakże nie zabrakło w niej stylizowanego języka rodem z XIX wieku. W książce znajdziecie archaizmy, pomieszanie języka staropolskiego i współczesnego oraz obcojęzyczne wyrazy angielskie i francuskie.
Niewątpliwą zaletą "Cukierni pod Amorem" jest jej wielowątkowość i myślę, że głównie to przysporzyło pisarce tylu zwolenników. Pomysł ukazania fabuły w dwóch osiach czasowych to oryginalny zabieg, do tego nieprzewidywalni bohaterowie, nie dający się jednoznacznie sklasyfikować to coś co kupuję bez dwóch zdań. Mimo faktu, że na początku było mi trudno odnaleźć się w mnogości postaci i ich koligacji rodzinnych to z czasem trudność ta znikła, pojawiła się za to wielobarwna saga rodzinna z historycznym tłem.Niebanalny pomysł przeniesiony na kartki papieru rozbudził mój apetyt na więcej. W drugiej części spodziewam się rozwinięcia historii powstania tytułowej cukierni po Amorem, gdyż nie poczułam dotychczas jej smaku i zapachu. Mam również nadzieję, że autorka większy nacisk położy na współczesność i śledztwo Igi.
Uprzedzam was, że jeśli zaczniecie czytać pierwszą część "Cukierni pod Amorem" na pewno na niej nie zakończycie, bowiem jej pierwszy tom nie odpowiada na żadne pytania dotyczące pierścienia. Można zaryzykować stwierdzenie, że historia rozkwitu rodu Zajezierskich niespodziewanie urywa się i nie pozostaje wam nic innego jak sięgnąć po drugi tom tej porywającej sagi. Nie czekajcie, naprawdę warto…

27 sierpień 2013 18:46

Opinia dla książki: "Jane Eyre. Autobiografia"Przejdź do opini

Recenzja

Jane Eyre

Awatar użytkownika
awiola

"Gdyby ludzie byli zawsze dobrzy i posłuszni względem tych, którzy są okrutni i niesprawiedliwi, źli ludzie byliby zawsze górą; nigdy by się nie bali, nigdy by się nie zmienili i stawaliby się coraz gorsi i gorsi."
Cóż można napisać oryginalnego o powieści, która od ponad stu sześćdziesięciu lat, zachwyca kolejne pokolenia czytelników. Powieści, która należy do kanonu literatury światowej. Powieści, której analiza literacka stała się podstawą do wielu artykułów i prac naukowych. Na pewno nie znajdziecie w moim tekście niczego świeżego, oprócz… tytułu. Pewnie większość z was czytała bądź słyszała o książce pt. "Dziwne losy Jane Eyre" – bodaj najsłynniejszą powieści Charlotte Brontë. Niewielu jednak wie o fakcie, iż oryginalny tytuł tego dzieła brzmi: "Jane Eyre. Autobiografia". I właśnie pod tą oryginalną nazwą wydawnictwo MG postanowiło wydać tę powieść. 
Któż nie słyszał o Charlotte Brontë – angielskiej pisarce i poetce, najstarszej siostrze wśród trzech znanych pisarek Brontë. Z wydaniem w 1847 r. powieści "Jane Eyre. Autobiografia", wiąże się pewna niepotwierdzona historia. Podobnież trzy siostry w tym samym czasie wysłały egzemplarze swoich pierwszych powieści do wydawców. Zarówno książki Anne i Emily zostały przyjęte do publikacji, natomiast powieść "Profesor" Charlotte została odrzucona. Autorka pod wpływem wielkich emocji i wzburzenia w ciągu pięciu tygodni napisała w trzech tomach historię Jane Eyre, która to okazała się wydawniczym sukcesem, świecącym swoje triumfy do dnia dzisiejszego. Początkowo powieść ta została wydana pod pseudonimem Currer Bell. Wielu znawców literatury udowadnia, iż historia Jane zawiera wiele wątków autobiograficznych z życia samej autorki. I trudno nie zgodzić się z tym stwierdzeniem, znając biografię Charlotte.
Bohaterką i zarazem narratorką całej powieści jest młoda dziewczyna Jane Eyre, która po stracie rodziców, zostaje jako dziecko przygarnięta przez brata swojej matki. Po śmierci wuja, Jane pozostaje pod opieką jego żony - ciotki Reed. Niekochana, wiecznie gnębiona i karana bez uzasadnionej przyczyny bohaterka staje się wyrzutkiem w domu swojej rodziny. Pewnego dnia nienawidząca ją ciotka odsyła Jane do szkoły – zakładu dla osieroconych dzieci, w której dziewczyna zdobywa potrzebne z życiu wykształcenie. Po ukończeniu szkoły, Jane będąca wykwalifikowaną nauczycielką, zaczyna pracę jako guwernantka małej Adelki w domu zamożnego Edwarda Rochestera w Thornfield Hall. Jane nie spodziewa się, że w domu tym czeka na nią wielka miłość, ale i wiele cierpienia w niezgłębionej samotności.
"Jane Eyre. Autobiografia" to powieść tak wielowymiarowa, że jej dogłębna analiza mogłaby posłużyć za obszerną pracę naukową. Autorka bowiem w swoim dziele ukazała wiele płaszczyzn życia ówczesnego XIX-wiecznego społeczeństwa. Od wątku romansowego do szerokiego spektrum tła społeczno-obyczajowego z ukierunkowaniem na rolę kobiety w ówczesnym świecie.
Wartym szerszego zaakcentowania jest ukazany w powieści portret kobiety, tak różny od znanych nam obrazów z wiktoriańskich powieści. Jane Eyre bowiem nie jest słabą, pogodzoną z losem kobietą, która nie potrafi walczyć o swoje szczęście. Charlotte Brontë wykreowała tę postać na dumną, pewną siebie i niezależną przedstawicielkę płci żeńskiej. Nawet pod wpływem kolei losów, które nie szczędzą jej nieszczęść w postaci cierpienia i samotności, Jane nie poddaje się. Pewnie dlatego bohaterka od tylu lat, znajduje swoje miejsce w sercach milionów czytelników, a w szczególności czytelniczek. Pomimo faktu, że powieść napisano w zupełnie innej epoce, pewne ponadczasowe wartości są nadal trwałe i żywe. Autorka umożliwiła swoim czytelnikom utożsamianie się z Jane Eyre, co z pewnością stanowi o  największym sukcesie tej klasycznej  już powieści.
Nie można również zapomnieć o zgrabnie przedstawionym tle społeczno-obyczajowym, które dla obecnych czytelników może stanowić nie lada egzotykę. Autorka w głównej mierze skupia się na roli kobiety w społeczeństwie opanowanym przez mężczyzn jak również na nierównościach klasowych. Przemyślenia Jane odnośnie kształcenia i małżeństwa, budzą wielorakie refleksje. W szczególności fragment dotyczący uczenia wiejskich dzieci, może wzbudzać sprzeczne emocje. Wydanie tej powieści w XIX wieku musiało niemało wstrząsnąć ówczesnym systemem wartości, o czym niewątpliwie świadczy rozwój w tym okresie ruchu emancypantek. Godnymi zaznaczenia w tym kontekście postaciami są również kuzynki Jane  - Diana i Mary, podobnież literackie odpowiedniki pozostałych sióstr Brontë.
Charlotte Brontë nie zapomniała również zadowolić miłośników romansów, poprzez historię gorącej miłości między Jane Eyre, a jej Panem - Edwardem Rochesterem. Miłości skłonnej do największych poświęceń, nieskalanej złą myślą czy uczynkiem. Miłość rozkwitła na łamach powieści jest po trosze uczuciem w obecnych czasach niemodnym, zbyt idealnym, dla niektórych wielce naiwnym i pozbawionym grama zdrowego rozsądku. Wątek ten nie każdemu przypadnie do gustu, nie każdy czytelnik bowiem zaakceptuje taki obraz wzniosłego uczucia, przyrównywanego jedynie do miłości Boga. W mojej opinii wątek miłosny jest jedynie pretekstem do ukazania innych aspektów ówczesnego życia, o których pisałam wyżej. Co nie oznacza, że nie jest ciekawy.
Autorce udało się również doskonale nakreślić osobowości głównych bohaterów. Trzeba niebywałego talentu, by umieć ukazać człowieka z jego wszelkimi ułomnościami i ukrytymi myślami. Postaciami godnymi szerszego ich zrozumienia są niewątpliwie: Jane Eyre, Edward Rochester oraz St. John – bohater najbardziej niezrozumiały przeze mnie. Czytelnik poprzez mocno plastyczne ujęcie, wkracza w ich wewnętrzny świat, niedostępny dla innych.
Nie mogę pominąć eleganckiego wydania samej książki. Twarda i nabłyszczona obwoluta, czynią z niej piękny egzemplarz klasycznej powieści, która ozdobi wasze półki. Samo patrzenie na to wydanie, raduje moje oczy.
Z pewnością "Jane Eyre. Autobiografia" to powieść uniwersalna i ponadczasowa. Dotyka tak wielu obszarów życia, że trudno tutaj o jedną i właściwą interpretację tego utworu. Każdy z was, przynajmniej raz w życiu powinien wraz Jane Eyre stawić czoło przeciwnościom losu, ku pokrzepieniu waszych serc. Cieszy mnie fakt, iż jestem świadkiem kolejnych wydań tej kultowej powieści, w szczególności tak starannie przygotowanego wydania przez wydawnictwo MG. Nie czekajcie więc dłużej, Thornfield Hall oczekuje bowiem gości…
"Miliony  skazane są na cichszy los od mego i miliony w milczeniu buntują się przeciwko swemu losowi. Nikt nie wie, ile buntów – prócz buntów politycznych – fermentuje w tłumach zaludniających świat."

26 sierpień 2013 19:12

Opinia dla książki: "Eksperyment intencjonalny. Waga Twoich myśli"Przejdź do opini

Recenzja

Siła intencji

Awatar użytkownika
awiola

"Każdy postęp w nauce jest w jakiś sposób nieco heretycki. Każde ważne nowe odkrycie częściowo, jeśli nie całkowicie, poniekąd neguje dominujące w danym momencie poglądy."
Zastanawialiście się kiedyś nad tym, czy wasza myśl może posiadać moc sprawczą? Ja wielokrotnie, w szczególności, gdy moje przewidywania w postaci myśli sprawdzały się w konkretnych sytuacjach. Czy to zjawisko, które dotyka ludzi na całym świecie, jest wynikiem przypadku? Czy może oddziaływanie myśli na otaczającą nas rzeczywistość ma podłoże naukowe, dające się racjonalnie wyjaśnić? Wraz z autorką zapraszam was w nieodkryte obszary ludzkiego umysłu dotyczące intencji.
Lynne McTaggart to amerykańska dziennikarka, wydawca, wykładowca i autorka sześciu książek. Ta niezwykle ceniona w swoim środowisku autorka, prowadzi na całym świecie warsztaty i telekonferencje dotyczące zdrowia i duchowości. McTaggart mieszka obecnie w Londynie wraz z mężem i dwiema córkami. "Eksperyment intencjonalny. Waga Twoich myśli" to światowy bestseller, przetłumaczony na trzydzieści języków. Nawiązania do tej publikacji znajdziecie również w powieści Dana Browna pt. "Zaginiony symbol".
Książka podzielona jest na cztery części. Pierwsza, zawiera argumenty przemawiające za traktowaniem intencjonalności jako nauki. Część druga, skupia się na odpowiednich uwarunkowaniach naszej intencyjności, takich jak czas i miejsce. Trzecia, skupia się na mocy myśli, w tym modlitwy czy efektu voodoo. Ostatnia zawiera porady dotyczące ćwiczeń intencjonalnych. Posłowie natomiast zawiera efekty pierwszych, globalnych eksperymentów intencjonalnych, jakie współtworzyła autorka.
Tezą jaką forsuje McTaggart dotyczy prawdopodobieństwa oddziaływania myśli na otaczającą nas rzeczywistość. W myśl tej teorii, cały wszechświat połączony jest niezliczoną ilością pól energetycznych, a każda myśl tworzy energię, oddziałującą na materię. Potwierdzenie tej rewolucyjnej tezy, oznaczałoby przełom w świadomości milionów ludzi. Oznaczałoby, że ludzkie intencje mogą kształtować nasze życie. Celem przybliżenia tego tematu, autorka w dość przystępny sposób ukazuje czytelnikom pionierskie badania nad ludzką myślą. Cała książka wręcz naszpikowana jest wieloma odkryciami w dziedzinie nauki kwantowej i noetyki. Trzeba zaznaczyć, iż autorka posługuje się dość zrozumiałym językiem, jednakże nieuniknione są spotkania z naukową terminologią i wielością przypisów. Warto więc czytać publikację powoli, skupiając się na jej obszernej treści. 
Ciekawym fragmentem, który może was szczególnie zainteresować jest z pewnością informacja o treningach mentalnych dzisiejszych sportowców. Okazuje się bowiem, iż oprócz treningów fizycznych, najlepsi sportowcy, przechodzą również treningi myśli. Na uwagę zasługuje również metoda biofeedbacku, stosowana przez lekarzy przy przewlekłych chorobach czy spontaniczne remisje czyli cudowne uzdrowienia.
"Raz skonstruowana myśl istnieje wiecznie."
Książki "Eksperyment intencjonalny. Waga Twoich myśli" nie zaliczyłabym do zbioru poradników, raczej publikacja ta wpisuje się w nurt literatury popularnonaukowej. Rozdział dotyczący stricte porad na temat ćwiczeń intencjonalnych jest stosunkowo niewielki w porównaniu do wiedzy naukowej, jaką przekazuje czytelnikom autorka. Warto wiedzieć, że przygoda z odkrywaniem wpływu myśli na nasze życie nie kończy się wraz z przeczytaniem ostatniej strony książki. Lynne McTaggart bowiem zachęca do wzięcia udziału w globalnym eksperymencie intencjonalnym, który dzięki stronie internetowej umożliwia ludziom na całym świecie sprawdzenie siły swojej myśli.  Dla wielkich sceptyków, to znakomita forma zweryfikowania swoich przekonań. 
Wielość naukowych badań, na jakie powołuje się autorka w swojej książce, skłania do głębokich przemyśleń i weryfikacji sceptycznych przekonań. Teoria intencjonalności myśli tłumaczy bowiem tajemnicę wielu niewyjaśnionych dotychczas zjawisk, jak chociażby uzdrowienia. Warto zapoznać się z ta książką, gdyż nie znajdziecie w niej pseudonaukowego bełkotu. W dobie XXI wieku, w którym nauka kwantowa rozwija się w zastraszającym tempie, co chwilę jesteśmy zaskakiwani nowymi, przełomowymi odkryciami, jak chociażby niedawna wiadomość o kwantowej teleportacji. Jestem przekonana, że podczas lektury "Eksperymentu intencjonalnego" wielokrotnie poczujecie zdziwienie i niedowierzanie. Odtąd będziecie baczniejszą uwagę zwracali na wasze myśli. 
"Każdy z nas jest potencjalnym Frankensteinem obdarzonym niezwykłą mocą do oddziaływania na  świat wokół nas."

26 sierpień 2013 19:11

Opinia dla książki: "Nocna rozmowa"Przejdź do opini

Recenzja

Spowiedź

Awatar użytkownika
awiola

"(…) o tym myśli się dopiero na końcu, że wszystkich nas czeka kiedyś ten lot bez siły ciężkości – bez kombinezonów, a nawet bez ciała."
Wyznawana religia, w życiu wielu ludzi na świecie pełni rolę drogowskazu wytaczającego ścieżki losu. Gdy między dwójką ludzi o odmiennych poglądach na religię, pojawia się miłość, trudno o wypracowanie kompromisu zadowalającego obydwie strony. Powieść o której dzisiaj wam opowiem, wręcz udowadnia, że taki związek nie ma szans na przetrwanie.
Narodziny Consilii Marii Lakotty były dość nietypowe, gdyż przyszła na świat jako jedna z syjamskich bliźniaczek zrośniętych skroniami, z których drugie dziecko zmarło po kilku godzinach. Autorka w wieku dziesięciu lat recytowała wiersze przy akompaniamencie muzyki, zasłaniając lewą stronę twarzy, która była sparaliżowana. W jej powieściach możecie znaleźć postacie wprost z Pisma Świętego. Autorka zmarła w 1998 r.
Rok 1965, w Nowym Jorku niespodziewanie psują się turbiny elektrowni, powodując wyłączenie światła w całym mieście. Jedynie kolosalna Statua Wolności ze swoją pochodnią, niezniszczalnie świeci nad ciemnym Nowym Jorkiem. W ten niecodzienny wieczór, kapitan Gregory Bower, Amerykanin niemieckiego pochodzenia przychodzi do baru, w którym pracuje jego dawno znajoma kelnerka Betsy. W knajpie pojawia się również czarnoskóry ksiądz. Gregory, wykorzystując spowitą ciemnością noc, przy udziale świadków, przeprowadza spowiedź własnego życia. Spowiedź dotyczącą nieszczęśliwego małżeństwa z Żydówką Judith, w którym przeważała zazdrość o własnego brata Abla. Spowiedź, która w żaden sposób nie oczyszcza oficera wojsk rakietowych z popełnionych w przeszłości błędów.
Powieść autorki jest w moim przekonaniu bardzo smutną historią, która wywołując wiele refleksji i nie napawa optymizmem. "Nocna rozmowa" naszpikowana jest wieloma dylematami religijnymi, które nie łatwo rozstrzygnąć  przez czytelnika.  Rozważania te opierają się w głównej mierze na różnicach w małżeństwie dwóch osób, których podejście do wyznawanej religii jest zupełnie różne. Gregory to bowiem katolik, dla którego religia nie ma większego znaczenia. Jego żona Judith, natomiast jako córka żydowskich właścicieli antykwariatu, jest w pełni oddana swojej wierze. Gregory i Judith nie potrafią w swoim małżeństwie odnaleźć nici porozumienia w kwestiach religii, co powoduje zbliżenie się kobiety do Abla – bardziej wrażliwego na kwestie religii od jej męża. Odmienne zdania dotyczące wielu dylematów dzień po dniu budują przepaść między małżonkami. Przepaść, którą pogłębia utrata dziecka i choroba alkoholowa Judith. Przepaść, której nie jest w stanie zburzyć nawet miłość między dwójką bohaterów.
Ciekawym wątkiem jaki autorka poruszyła w swojej książce jest kondycja polityczna i gospodarcza Izraela w latach sześćdziesiątych. Rodzice Judith wyjeżdżają w jesień swojego życia z Ameryki do Izraela,  aby dobrowolnie współtworzyć kibuc czyli wspólne gospodarstwo rolne z innymi Żydami. Taka forma, jakby nie patrząc ukrytego komunizmu, nie sprawdza się jednak, rozczarowując rodziców bohaterki.
Powieść "Nocna rozmowa" ukazuje czytelnikowi w pełnej krasie nie dające się pokonać różnice w kwestiach religijnych. Nie jest to historia, która sprawi, że poczujecie się lepiej. To historia, która wywoła smutek i refleksję. Jeśli macie ochotę zmierzyć się z taką właśnie prozą, zapraszam do lektury.

26 sierpień 2013 19:10

Opinia dla książki: "Misiek i świąteczne obżarstwo"Przejdź do opini

Recenzja

Świąteczne obżarstwo

Awatar użytkownika
awiola

"(…) marzenia czasem lubią się spełniać (…)"
Współczesna literatura dla dzieci, bombardowanych ze wszystkich stron wszelakimi nowinkami technicznymi, musi być konkurencyjna by zachować swoją funkcję wychowawczą i edukacyjną. A nie jest to łatwe zadanie. Na szczęście, znam jedną pisarkę, która potrafi połączyć dobry humor i zabawę z treścią edukacyjną, które to trafiają do wyobraźni nie tylko dorastającego człowieka.
Anna Gras, absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego, od dłuższego czasu pisała do szuflady.  W 2008 r. zadebiutowała powieścią dla dzieci pt. "Misiek i fałszerze czekolady", która okazała się sukcesem bowiem jej fragmenty trafiły do wypisów dla klasy piątej szkoły podstawowej. Autorka woli pozostawać w cieniu swoich utworów, przekonując, iż "treść książki powinna być ważniejsza od autokreacji autora". Następna część przygód Miśka nosi tytuł "Misiek i świąteczne obżarstwo" i to właśnie o niej dzisiaj wam opowiem. Autorka planuje również w najbliższym czasie wydać kolejną pt. "Misiek i perfumowana Kiełbassa”.
Jedenastoletni Michał, nazywany przez wszystkich Miśkiem tym razem musi wraz ze swoją mamą pojechać na kolację wigilijną do wujka Milka. Wujostwo mieszka na obrzeżach miasta wraz z dwójką dzieci. Misiek, któremu mama nie pozostawiła wyboru, nie jest zadowolony ze spędzania świątecznego czasu z rodziną. Na miejscu okazuje się, że bohater zostaje niesłusznie oskarżony o kradzież słodyczy z choinki bożonarodzeniowej, poznaje pewną samotną dziewczynkę, którą rodzice zostawili samą na święta oraz czającego się na niego kota wujostwa. Jak by tego było mało, świąteczne obżarstwo to w wykonaniu ciotki  polędwiczka w sosie azjatyckim. Jednakże wszystkie dzieci wiedzą, że bożonarodzeniowy czas to czas spełniania marzeń…
Tytułowy bohater po raz kolejny rozśmiesza i bawi do łez. Kreacja Miśka stworzona przez autorkę to nagromadzenie wielu cech, pożądanych przez ówczesne dzieci. Misiek jest sprytny, inteligentny, bystry, zabawny ale również pełen wyobraźni i chętny do pomocy innym. Młodemu czytelnikowi z pewnością przypadną do gustu niezwykle zabawne i cięte riposty dotyczące świątecznych potraw przygotowanych przez ciotkę Miśka. Postać głównego bohatera jest wykreowana w taki sposób, iż buduje w czytelniku jego obraz – przesympatycznego chłopaka z lekką nadwagą.
Młodego odbiorcę książki Anny Gras przekonają z pewnością relacje rodzinne ukazane w fabule powieści - pozbawione sztuczności, żywe i barwne. Ciekawe małżeństwo wujka Milka z ciotką, rozbawi niejedno dziecko. Uśmiech na twarzy wywoła również rozmowa Elwiry i Miśka dotycząca milczenia karpi. Wiele zabawnych sytuacji spotykających głównego bohatera pozwoli oderwać się od szarej rzeczywistości. Styl pisania Anny Gras charakteryzuje się lekkością i odpowiednim dla młodych czytelników słownictwem. 
Lektura książki "Misiek i świąteczne obżarstwo" może stać się lekturą familijną, czytaną wraz z dzieckiem. To główny atut prozy Anny Gras. Druga część przygód sympatycznego Miśka nie rozczarowała mnie. Wprost przeciwnie – zaostrzyła apetyt na więcej. Polecam.

http://subiektywnie-o-ksiazkach.blogspot.com/

23 sierpień 2013 19:55

Opinia dla książki: "Puść już mnie"Przejdź do opini

Recenzja

Toksyczne związki

Awatar użytkownika
awiola

"Ach… baby są jednak okropnymi masochistkami. Męczą się same ze sobą, podczas gdy po mężczyznach wszystko spływa jak po kaczce."
Relacje damsko-męskie to trudny i niezgłębiony do końca temat. Nieudane wspólne życie i małżeństwo może czasami wytworzyć traumę na całe życie. W kolejnej książce Piotra Kołodziejczaka, autor wkracza w psychikę kobiety po przejściach. A nie jest to łatwe wyzwanie.
Piotr Kołodziejczak to pisarz, dziennikarz i kompozytor, autor poczytnych powieści obyczajowych. Absolwent specjalizacji logika na kierunku filozofia, pracował jako dziennikarz w agencji prasowej, zajmując się wiadomościami sportowymi, tłumaczył również teksty. Obecnie oprócz pisania, autor zarządza firmą produkującą naturalne kosmetyki oraz komponuje muzykę rozrywkową. Zapraszam was na stronę pisarza oraz wywiad mojego autorstwa.
Bohaterką powieści "Puść już mnie" jest Ewelina, czytelnikom znana z innej książki Piotra Kołodziejczaka pt. "Kobieta niespodzianka". Trzydziesto dwu letnia bohaterka zarządza rodzinną firmą, w której pracują wyłącznie same kobiety. Zasada ta została wprowadzona przez Ewelinę pod wpływem własnych, nieprzyjemnych doświadczeń z byłym mężem. Bohaterka wspomina swoje trzyletnie małżeństwo z obiecującym architektem Rafałem, dla którego starała się być przykładną żoną. Jednak kolejne rysy na związku wraz ze zdradą męża, zaowocowały metamorfozą Eweliny w pewną siebie kobietę. Gdy więc na horyzoncie pojawia się przystojny, zdradzony przez żonę rozwodnik Janek, bohaterka staje przed życiowym dylematem. Czy po takich przejściach można jeszcze uwierzyć w miłość?
Piotr Kołodziejczak po raz kolejny dotyka tematu trudnych relacji damsko-męskich. Tym razem głównym wątkiem jest toksyczny związek, którego nieprzyjemne skutki mogą zaważyć na całym życiu. Powieść jest dość przewidywalna, jednakże nie zakłóca to w żaden sposób jej odbioru. Dobrym zabiegiem było użycie retrospekcji, która pozwala cofać się w przeszłość, poznając całą historię Eweliny i jej nieudanego małżeństwa.
Autor dość zgrabnie wprowadza czytelnika w meandry kobiecej psychiki. Czytelnik dzięki temu poznaje pobudki jakie kierowały główną bohaterką w celu odmiany własnego życia. A metamorfoza Eweliny jest spektakularna – od uległej żony do wyzwolonej kobiety, znającej własną wartość. Dwa różne etapy życia i taka widoczna zmiana. Myślę, że jest to możliwe w prawdziwym życiu.
Po przeczytaniu czterech powieści autora, można wysnuć wniosek, iż cechą charakterystyczną wszystkich jego książek jest budowa fabuły w oparciu o jakiś konkretny problem, dotykający stricte relacji miedzy kobietą i mężczyzną. Po określeniu problemu, autor buduje całą kanwę fabularną wraz z delikatnymi wątkami pobocznymi, które ją urozmaicają. Tym razem w odróżnieniu od poprzednich książek, nie otrzymałam zaskakującego zakończenia, co jest swoistą nowością.
"Puść już mnie" to lektura na jeden wieczór. Prosty język i wartka akcja, pozwalają szybko przerzucać kolejne strony książki. Ciekawostką może być ilustracja muzyczna do tej powieści w postaci utworu Uliashy na stronie www.puscjuzmnie.pl. Jeśli poznaliście już styl autora i przypadł wam do gustu, to jak najbardziej polecam. Powieść ta doskonale się sprawdzi jako przerywnik między bardziej absorbującymi lekturami.

http://subiektywnie-o-ksiazkach.blogspot.com/

23 sierpień 2013 19:54

Opinia dla książki: "Transprussia"Przejdź do opini

Recenzja

Transprussia

Awatar użytkownika
awiola

"Bo życie (….) to nie jest jeden precyzyjny mechanizm na sprężynę, w którym wszystko ładnie się zazębia i kręci. To różne tryby i różne sprężyny. Jakbyś  w jednym pudełku upakował gęsto kilkadziesiąt mechanizmów."

Słowo "trans" jak tłumaczy encyklopedia to rodzaj odmiennego stanu świadomości czy inaczej umysłu. "Prussia" natomiast to Prusy Zachodnie, dawna prowincja państwa pruskiego, które w czasach okupacji niemieckiej stało się Okręgiem Rzeszy. Połączenie tych dwóch pojęć w postaci tytułu powieści, daje przedsmak czekającej na czytelnika tajemniczej treści książki.
Zbigniew Zbikowski swoją prozą debiutował w końcówce lat siedemdziesiątych. Przez długi okres pracował jako dziennikarz, publikując w krajowej i emigracyjnej prasie, ze specjalnością gatunkową w postaci reportażu. W 2012 r. wydał swoją debiutancką powieść pt. "Berlin Blue", którą miałam okazję przeczytać. Dzisiaj przedstawiam wam drugą książkę autora pt. "Transprussia".
Dawne Prusy Zachodnie, czas hitlerowskiej okupacji, mała miejscowość Rypin. Czwórka bohaterów będących jednocześnie narratorami książki, przedstawia przez prymat swojej osoby ówczesną, wojenną rzeczywistość, w tle której rodzi się zakazana miłość między Niemką, a Polakiem. Frida Kulm - Niemka pracująca w urzędzie gminy, której pójście na studia przerwał wybuch wojny, próbuje odnaleźć się w wojennej rzeczywistości. Bohaterka pracuje wraz z Jankiem, Polakiem będącym członkiem podziemnego ruchu konspiracyjnego. Między tą dwójką rodzi się niemożliwe uczucie. Tymczasem w miasteczku pojawia się młody oficer niemieckiej policji kryminalnej – Willy, zainteresowany bliższą znajomością z Fridą. W Rypinie mieszka również młody Polak - Tadek. Cztery postacie, cztery różne spojrzenia na pogwałcenie spokoju miasteczka, w którym zgodnie do tej pory żyli Niemcy i Polacy.
Autor umiejscawia akcję swojej powieści na małym skrawku prowincji, w której do czasu wybuchu wojny, miejscowa ludność wymieszana pod względem kulturowym, żyła z ogólnej zgodzie. Najazd niemieckich okupantów, zmieniający diametralnie sytuację polityczną, zmienił również sytuację Polaków mieszkających w Rypinie. Biorąc pod uwagę ten aspekt, autor fabułę swojej książki w głównej mierze oparł na wpływie zawirowań historycznych na zachowania zwykłych ludzi. Mieszkańcy znający się od dzieciństwa, sąsiedzi mieszkający za płotem obok, stają się nagle sztucznie podzieleni na dwa antagonistyczne obozy: na rasę panującą i na podludzi. Zbigniewowi Zbikowskiemu w bardzo obrazowy sposób udało się ukazać te zależności. Najbardziej zapadającym w pamięć przykładem, który budził moje wielkie emocje, byli dwaj chłopcy znający się od dziecka: Polak - Tadek oraz Niemiec – Bruno, któremu hitlerowska ideologia zmieniła diametralnie psychikę. To przykład, jakich z pewnością znalazłoby się więcej podczas wojennej zawieruchy. Przykład tak realistycznie przedstawiony, że może wzbudzać skrajne emocje.
W najnowszej książce Zbikowskiego, wyczuć można lekkie powiewy realizmu magicznego, który jest chętnie wykorzystywany przez pisarzy do wiernego odtworzenia rzeczywistości. Skąd taka właśnie myśl? "Transprussia" jest historią o dwudziestowiecznym porządku totalitarnym, w nieco innej rzeczywistości. Sam tytuł powieści wskazuje na odmienność, inny stan Prussi czyli kawałka ziemi, na której swoje skrzydła rozparł Hitler i jego naród. W książce znajdziecie zarówno wątki typowo realistyczne oraz te racjonalnie niewytłumaczalne, jak chociażby postać czarownicy Gardechy – bohaterki wielce metaforycznej, będącej dla czytelnika niezgłębioną tajemnicą. W powieści naturalizm miesza się z niezwykłością i tajemnicą, na pozór opisywane wydarzenia wydają się odzwierciedleniem ówczesnej rzeczywistości. Jednak pewne elementy zaburzają ten obraz. To zabieg, który przyciąga czytelnika, i wymusza niejakie zgłębianie kolejnych rozdziałów książki.
Warto również wspomnieć o wielowątkowości utworu. Przedstawiane wydarzenia ukazywane są z czterech, zupełnie odmiennych perspektyw. Zabieg ten spełnia swoją rolę głównie poprzez element skrajności w przypadku dwójki bohaterów: członka konspiracji Janka oraz oficera policji Willego. Tragiczne wydarzenia będące ich udziałem, zakazana miłość, ocena tła społecznego i obyczajowego, wielowymiarowość wojny oraz dylematy natury moralnej  - możecie być pewni, fabuła nie pozwala ani na chwilę się nudzić. Rasizm i obraz człowieczeństwa, przemieszany z sensacyjną akcją pozwala wciągnąć czytelnika w historię opisaną na łamach powieści.
Styl literacki Zbigniewa Zbikowskiego nazwałabym mocno obrazowym, bogatym w słownictwo. Na uwagę zasługuje tutaj w szczególności tajemniczy wstęp i zakończenie – dość metaforyczne, pełne symboliki. Środki, dzięki którym autor obrazuje opisaną przez siebie historię, spełniają swoją ogromną rolę.
Po lekturze "Transprussi" stwierdzić można, iż Zbigniew Zbikowski rozwija swój warsztat pisarski, stawiając na metafizykę. Jego najnowsza powieść wzbudza przeróżne emocje, obracając się w temacie dozwolonych norm społecznych i własnego sumienia. Nie jest to łatwa lektura, po której nie zostanie w waszej głowie ślad. Wręcz przeciwnie. Zbigniew Zbikowski wprowadzi was w świat pozornie rzeczywisty, którego prawdziwa twarz czeka na wasze odkrycie….

22 sierpień 2013 18:19

Opinia dla książki: "Nawyk wytrwałości. Jak go wykształcić metodą małych kroków"Przejdź do opini

Recenzja

Wykształć swój nawyk wytrwałości

Awatar użytkownika
awiola

"Jeżeli wydaje Ci się, że coś jest niemożliwe, pamiętaj, iż to tylko Twoje przekonanie, oparte na doświadczeniach, a nie na rzeczywistości. Być może, gdy zmienisz strategię, rzeczy niemożliwe staną się możliwe."

Brakuje wam czasami wytrwałości w dążeniu do osiągnięcia wyznaczonego celu? A w realizacji waszych marzeń przeszkadzają wam nawyki, które trudno wyeliminować z codziennego życia? Na te wszystkie niedogodności istnieje jedno, proste rozwiązanie – połączenie nawyku z wytrwałością, czyli wypracowanie w sobie nawyku wytrwałości.
Anna Kuraszyńska to absolwentka psychologii stosowanej na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jej praca zawodowa skupie się w głównej mierze na nurcie behawioralno - poznawczym i humanistycznym. Autorka stara się pomagać ludziom w udoskonaleniu swojego życia poprzez strategię małych kroków.
"Nawyk wytrwałości. Jak go wykształcić metodą małych kroków" to poradnik podzielony na pięć rozdziałów. Pierwszy rozdział o ogólnej treści, przedstawia istotę wytrwałości i powszechnych problemów związanych z tą cechą. Kolejne cztery rozdziały dotykają tematów porzucenia  różnego rodzaju nałogów: odchudzania, wykonywania wymarzonej pracy oraz trwania w szczęśliwym związku z drugą osobą. Cała publikacja ukazuje możliwości wypracowania w sobie nawyku wytrwałości, poprzez systematyczne działanie.
Autorka niniejszej książki stara się uzmysłowić czytelnikom, iż jedynie metodą małych kroków, człowiek jest w stanie osiągnąć zamierzone cele. Zgodnie z tą teorią, proces pozbycia się kłopotliwego nałogu w postaci palenia papierosów musi zostać rozłożony w czasie. I trudno nie zgodzić się z ta tezą w przypadku ludzi, którzy z dnia na dzień rzucają całkowicie palenie, by po jakimś czasie do niego powrócić. Takie działanie ma efekt krótkotrwały i niezadowalający. Analogicznie sytuacja przedstawia się w odchudzaniem. Zbyt restrykcyjna dieta, którą nagle wprowadzamy do naszego organizmu, skutkuje chwilową utratą wagi, by w końcowym rezultacie przybrać efekty jojo. Te dwa przywołane przeze mnie przypadki potwierdzają teorię autorki. W poradniku znajdziecie opis strategii małych kroków. Znajdziecie również odpowiedź na pytania dotyczące jej praktycznego zastosowania w życiu. 
Najciekawszym rozdziałem w całej publikacji jest rozdział o wymarzonej pracy. Autorka zadaje konkretne pytania, pod wpływem których czytelnik może sobie uświadomić wiele spraw. Wartym podkreślenia jest również mnogość cytatów przywoływanych w treści poradnika. Cytatów, często śmiesznych ale i pouczających. Przekrój twórców tych złotych myśli jest naprawdę duży, od Marka Twaina do Vincenta van Gogha. Jedyne co może zakłócać odbiór całej publikacji są na szczęście nieliczne nawiązania do Boga i istoty człowieka w jego obliczu. Uważam, że w poradniku o takim charakterze, sprawy religii powinny zostać pominięte.
Książka jest cieniutka, posiada zaledwie sto cztery strony, nadaje się więc doskonale na jeden wieczór. Anna Kuraszyńska stara się dotrzeć do odbiorcy prostym i przejrzystym językiem, ukazując docierające do wyobraźni przykłady i porównania. To niewątpliwie atuty tego poradnika.
Publikacja "Nawyk wytrwałości. Jak go wykształcić metodą małych kroków" zmotywowała mnie do wypracowania silniejszego nawyku wytrwałości, skoncentrowanego na konkretnych obszarach mojego życia. Dowodem na taki stan rzeczy jest niniejsza recenzja, która powstała w oparciu o jedną z rad autorki: "Gdy nie chce ci się czegoś zrobić, wstań i to zrób". Nie musiałam na szczęście wstawać, wystarczyło otworzyć laptopa… Polecam.

20 sierpień 2013 18:46

Opinia dla książki: "World War Z"Przejdź do opini

Recenzja

Wojna zombie

Awatar użytkownika
awiola

"Większość ludzi nie wierzy, że coś może ich spotkać, dopóki sami nie staną oko w oko z problemem. To nie wynika z głupoty, nie jest słabością – po prostu taka jest ludzka natura."
Motyw zombie obecny jest w działach szeroko pojętej kultury od wieków. Literatura, sztuka, kino – wszędzie natkniemy się na historie o chodzących trupach. Trudno więc o oryginalność i swoistą świeżość w tym temacie. A jednak powstanie książki, o której stało się głośno za sprawą niedawnej ekranizacji filmowej dowodzi, że używając znanych postaci z horrorów, można przekazać głębszy przekaz.
Max Brooks to amerykański pisarz, aktor i autor scenariuszy, tworzący w obszarze gatunku science-fiction. Wychował się w rodzinie związanej z filmem, jest synem słynnego reżysera Mela Brooksa. Jako aktor występował epizodycznie w paru serialach. Brooks w 2003 r. wydał książkę pt. "The Zombie Survival Guide" – poradnik dotyczący przeżycia w przypadku ataku zombie. W 2006 r. wydał kontynuację tematu zombie – "World War Z".
Książka Maxa Brooksa to zbiór wywiadów i reportaży z ludźmi biorącymi udział w Wielkiej Wojnie z zombie. Stworzony przez Brooksa autor, opracowywał raport dotyczący wojny, jednakże nie wszystkie artykuły zostały przyjęte do oficjalnej wersji. Odrzucone materiały, zostały przez niego scalone w całość i tak powstał cały zbiór. Książka składa się z ośmiu rozdziałów, podzielonych na reportaże, w których swoje relacje z wojny z pandemią żywych trupów opowiadają różni świadkowie - od zwykłych ludzi po zawodowych żołnierzy. Książka ukazuje całą skalę problemów, z jakimi może borykać się ludzkość podczas globalnej katastrofy.
Wybrany przez Maxa Brooksa motyw śmiertelnego wirusa, który opanowując ludzkość zamienia mieszkańców Ziemi w żywe trupy jest jedynie punktem wyjścia, pretekstem do ukazania skali problemów jakie pojawiają się w obliczu nieprzewidywalnej apokalipsy. Fikcyjny reportażysta rozmawiając z wieloma świadkami z całego świata od Ameryki, po Rosję, Chiny i Antarktydę, którzy przeżyli zarazę zombie, ukazuje wielkość problemów ekonomicznych, politycznych i społecznych dotykających różne narody świata. Trzeba przyznać, iż szczegółowość relacji, głębia przemyśleń oraz alternatywna wizja świata w kontekście politycznym po zagładzie, wpływa na wyobraźnię czytelnika. Autor poprzez swoje paradokumentalne wywiady, zmienia układ polityczny i militarny na świecie w aspekcie globalnym. Czytelnik zadaje sobie więc pytanie: "A co gdyby naprawdę taki czarny scenariusz się spełnił?"
Relacje świadków i ich wspomnienia dotyczące wydarzeń od pojawienia się pierwszego pacjenta zero w Chinach, przedstawiają mocno realistyczny obraz apokalipsy, okraszony naturalizmem. Decyzje ludzi, ich emocje i dylematy w obliczu spotkania z zombie są mocno autentyczne. Pisarzowi udało się sprawić wrażenie czytania prawdziwych relacji naocznych świadków wojny z zombie. A przecież to książka podchodząca pod nurt fantastyki naukowej.
Odnosząc się dalej do tematu wielu historii przedstawionych na łamach książki, autor zastosował znakomity zabieg. Mianowicie uczestnikami jego wywiadów są ludzie reprezentujący przeróżne grupy społeczne, wyznania religijne i przekonania polityczne. Taki rozstrzał kulturowy pozwala ukazać stanowiska i odczucia ludzi z przeróżnych perspektyw: żołnierza, studenta, ogrodnika czy przemytnika. Spostrzegawczy czytelnik zauważy pewną analogię do ogólnie panujących narodowych stereotypów, jednakże nie jest to nadmiernie widoczne i nie zaburza odbioru książki jako całości.
Umiejscowienie zombie jako przyczyny globalnej katastrofy, służy ukazaniu poczynań ludzkości w obliczu rosnącego zagrożenia. Ukazaniu wielkiej determinacji, woli walki czy przetrwania. Autor jednak nie dotyka zachowań wyłącznie zasługujących na uznanie, w opowieściach świadków można bowiem się spotkać również z aktami przemocy, rabunku czy totalnej rezygnacji. Wizja świata w czasie wojny i tuż po niej ukazana jest z obydwu stron – chwalebnej i zasługującej na potępienie. Można pokusić się o stwierdzenie, że motyw wojny ludzkości z żywymi trupami jest środkiem do ukazania złożonej natury człowieka oraz ogólnoświatowych wartości.
Trzeba przyznać, iż ujęcie tematu zombie w postaci paradokumentalnych reportaży jest naprawdę świeżym podejściem, zasługującym na szersze przedstawienie. Cała gama globalnych problemów spowodowana pojawieniem się śmiertelnego wirusa zamieniającego ludzi w martwe istoty, mogłaby w zasadzie powstać pod wpływem każdej, innej katastrofy o takim zasięgu. Dlaczego więc autor wybrał akurat taki motyw? Z pewnością celem zaskoczenia potencjalnego czytelnika i wywołania pewnej dozy konsternacji. Jedno jest pewne – zabieg ten udał się znakomicie. „World War Z” z pewnością zaskoczy niejednego sympatyka zombie. To nietuzinkowa lektura, której autor unikając sztamponowej fabuły, stworzył naprawdę oryginalne dzieło. Czy muszę was więcej zachęcać?
"Nie wiem, czy wielkie czasy tworzą wielkich ludzi, ale w ich unicestwianiu są naprawdę doskonałe."
W lipcu tego roku, na ekrany polskich kin weszła ekranizacja dzieła Maxa Brooksa o takim samym tytule. "World War Z" w reżyserii Marca Forstera nie jest jednak wierną kopią książki. Można pokusić się o stwierdzenie, iż jedynie tytuł i motyw zombie jest częścią wspólną książki i filmu. 
Gerry Lane, w tej roli Brad Pitt, były pracownik ONZ wraz z żoną i dwiema córkami napotyka wielki korek w centrum miasta. Tak zaczyna się wielka apokalipsa ludzkości, wywołana rozprzestrzeniającym się wirusem, zamieniającym ludzi w zombie. Gerry za cenę ochrony swojej rodziny musi podjąć się misji, która pozwoli odkryć pierwotne źródło pandemii.
Adaptacji filmowej książki Maxa Brooksa bliżej do kina akcji niż typowego horroru. Nie zobaczycie w filmie hektolitrów krwi czy scen mrożących krew w żyłach. Akcja filmu toczy się dość szybko i wartko, ze względu na ciągłe przemieszczanie się głównego bohatera. Dość ciekawym pomysłem było ukazanie Izraela z jego wielkim murem, oddzielającym żywych od zombie. Efekty specjalne w kilku miejscach w filmie zasługują na uznanie, jednak całościowo nie są imponujące. Mam także wrażenie, że gra aktorska Brada Pitta nie do końca współgrała z jego postacią filmową. Zainteresowanie może natomiast wzbudzić pomysł na pokonanie plagi zombie, który mnie zaskoczył.
Nie uważam filmu "World War Z" za arcydzieło amerykańskiej kinematografii, jednakże czas spędzony z Bradem Pittem i hordą zombie, z pewnością nie był czasem straconym. Polecam najpierw przeczytać książkę, a potem obejrzeć film.

20 sierpień 2013 18:44

Opinia dla książki: "Moja żmija"Przejdź do opini

Recenzja

Ludzie listy piszą....

Awatar użytkownika
awiola

"Słowa kobiety są bardziej ulotne niż pył, ale jednak go przypominają, gdyż jak on osiadają grubą warstwą."
"Ludzie listy piszą..."  - tak śpiewali w ubiegłym wieku Skaldowie. W dobie obecnego, XXI wieku ludzie nie piszą już listów papierowych, co nie oznacza, że nie piszą w ogóle. Współczesne listy wysyłamy bowiem drogę elektroniczną. Czy taka korespondencja może przerodzić się w coś poważniejszego? Autor niniejszej książki, postanowił podjąć się tego właśnie wątku.
Ireneusz Gębski to dziennikarz i pisarz, który debiutował w 1982 r. Wiele swoich tekstów prozatorskich i aforyzmów zamieszczał na łamach różnorakiej prasy. Autor może być znany szerszemu gronu czytelników z dwóch powieści, które wydał: autobiograficzną "Spowiedź bezrobotnego" (2009) oraz "W cieniu Sheratona" (2011). Pisarz jak sam siebie określa to wielbiciel kobiet, miłośnik książek oraz amator podróży zagranicznych.
Najnowsza książka Ireneusza Gębskiego jest wymieszaniem gatunkowym: powieści epistolarnej z opowiadaniami. Bohaterami utworu są dwie osoby. Krystyna, emigrantka mieszkająca i pracująca w Wielkiej Brytanii, blisko Liverpoolu. Studiująca zaocznie w kraju i posiadająca długi staż małżeński oraz córkę w Polsce. Zbyszek to wojskowy na emeryturze, przebywający w Polsce i pracujący w oddziale polskiej firmy, mający żonę. Bohaterowie poznają się w wirtualnym świecie na jednym z wielu portali społecznościowych. Wymiana między nimi listów elektronicznych trwa nieprzerwanie dwa lata. Dwa lata przesycone erotyzmem, niedomówieniami oraz wielkim niezdecydowaniem.
Przedstawiona przez autora historia elektronicznego romansu nie jest autentyczna. Ireneusz Gębski nie znalazł w zakupionym laptopie pliku z zapisanymi listami. Wstęp do historii Zbyszka i Krystyny nawiązujący do autentyczności opisanych wydarzeń, ma za zadanie zaciekawić czytelnika, łaknącego prawdziwych emocji. Trzeba przyznać, że to dobry zabieg, dzięki któremu autor wzbudza kontrowersję dotyczącą ujawniania tajemnicy prywatnej korespondencji.
"Moja żmija" jest powieścią skonstruowaną na bazie listów, które dosyć często przeplatają się z fragmentami opowiadań. Krótkie formy tworzone przez dwójkę bohaterów mają wydźwięk mocno erotyczny. Trzeba przyznać, że w każdym z przedstawionych utworów czytelnik znajdzie więcej erotyzmu niż we wszystkich listach wysyłanych pomiędzy internetowymi "kochankami". I to właśnie główny mankament części epistolarnej najnowszej książki Ireneusza Gębskiego. Opowiadania erotyczne (tak na marginesie publikowane w okresie 1992-1994 w miesięczniku "Sexodrama") są bardzo dobre i z przyjemnością się je czyta. Autor właśnie w tych krótkich formach ukazał swój warsztat pisarski i z pewnością dla nich warto zajrzeć do książki.
W korespondencji  Krystyny i Zbyszka brakuje iskry, namiętności i polotu. Ich listy są naszpikowane sztucznością, a nie tego spodziewa się czytelnik. Wydawałoby się, że dwójka osób, nie znających się w rzeczywistości i nawiązująca kontakt wyłącznie elektroniczny, będzie miała więcej odwagi do poruszania tematów na co dzień wstydliwych i zakazanych. Na tym tle o wiele bardziej niekorzystnie wypada kreacja  Krystyny, bohaterki niezdecydowanej i mało sympatycznej.
Ireneusz Gębski swoim najnowszym dziełem udowadnia, iż kruche więzi stworzone na bazie relacji wyłącznie internetowej, nie mają szans na szczęśliwe zakończenie. Co więcej, często kończą się źle dla jednej ze stron, pozostawiając niesmak. Autor ukazuje również przewagę erotyzmu w opowiadaniach, które swoją różnorodnością, wzbudzają wiele barwnych emocji. Jeśli macie ochotę na taką właśnie lekturę, to zachęcam.

19 sierpień 2013 19:10

Opinia dla książki: "Wyspa z mgły i kamienia"Przejdź do opini

Recenzja

Tajemnicza wyspa

Awatar użytkownika
awiola

"Czas jest bezlitosny, obraca pamięć w pył i to, co kiedyś wydawało się ważne, dziś nie zasługuje nawet na wspomnienie…"



Bohaterka zostawiająca całe swoje dotychczasowe życie za sobą, osiedlająca się na prowincji w jakimś słonecznym zakątku świata - znacie zapewne ten scenariusz. Od jakiegoś czasu motyw ten jest powielany w książkach i filmach, stając się niezwykle popularnym na całym świecie. Wydawałoby się, że najnowsza książka Magdaleny Kawki, powieli ten schemat. Nic bardziej mylnego.
Magdalena Kawka, z wykształcenia socjolog, która w życiu imała się wielu zajęć. Była kwiaciarką, urzędniczką stanu cywilnego, właścicielkę agencji reklamowej czy dziennikarką. Autorka od trzynastu lat mieszka w Poznaniu, jest laureatką Festiwalu Literatury Kobiecej "Pióro i Pazur". Jej debiutem powieściowym jest książka "Sztuka latania", wcześniej wydała również poradnik dla rodziców przedszkolaków.
Julia, stateczna jakby się wydawało pani lekarz po pięćdziesiątce, postanawia w końcu pomyśleć wyłącznie o sobie. Bohaterka przez całe dotychczasowe życie dbała o potrzeby dwóch dorosłych już córek, obecnie agentki nieruchomości Anki i mężatki Ewy. W tym celu sprzedaje odziedziczone po matce kamienice i wyjeżdża do prowincjonalnej miejscowości Falasarna na Krecie. Julia marzy o spokoju i czasie dla siebie. Jak się okazuje, sielskie krajobrazy to nie jedyne co czeka bohaterkę, bowiem Julia zostanie wplątana w sprawę, której geneza sięga czasów II wojny światowej.
Powieść "Wyspa z mgły i kamienia" nie przedstawia sztamponowej historii kobiety, która ucieka na koniec świata, by zacząć wszystko od początku, chociaż po pierwszych stronach książki, czytelnik może mieć właśnie takie mylne wrażenie. Autorka postanowiła zawrzeć w napisanej przez siebie historii wątek kryminalny z sensacyjnym i do tego okrasić je sporą dawką wiedzy historycznej i archeologicznej. Mieszanka ta wypadła całkiem zgrabnie, na korzyść obrazu życia na wyspie.
Odniosłam wrażenie, że powieść przedstawia dwie główne bohaterki – Julię oraz … samą wyspę. Skąd taki wniosek? Magdalena Kawka dzięki naprawdę licznym opisom, potrafiła ukazać piękno i specyficzny klimat życia na Krecie. Oprócz wiedzy dotyczącej obecnego życia mieszkańców tego zakątka, autorce udało się umiejętnie wplatać informacje dotyczące przeszłości i zawirowań historycznych na wyspie. Mowa tutaj w szczególności o II wojnie światowej i działalności Niemców na tym terenie. To ciekawy wątek, który z pewnością zainteresuje niejednego czytelnika. Najsłabszym ogniwem powieści jest wątek kryminalny, który kończy się zupełnie nijak. Jednakże cała warstwa obyczajowa i historyczna, która go otacza w zupełności wyrównuje tę dysproporcję. Czytając barwne opisy stworzone przez autorkę i widziane oczami Julii, poczujecie się jakbyście sami przebywali na Krecie.
Ważnym motywem, który został poruszony przez pisarkę, jest problem wiecznego poświęcania się dla dzieci. Julia będąc właśnie takim przykładem, zrywa z zakorzenionym w naszym społeczeństwie obrazem poświęcającej się Matki Polki i postanawia zadbać w końcu o siebie. Wątek ten skłania do przemyśleń i przeanalizowania własnych, ukrytych w głowie stereotypów. Czy kobiecie po pięćdziesiątce, mającej wnuki, nie należy się już nic od życia? Czy jej jedyną rolą powinna być rola statecznej babci? Autorka poprzez kreację głównej bohaterki udowadnia, że każdy ma prawo żyć po swojemu, mimo innych oczekiwań osób bliskich.
Lekki styl, wartka akcja, grono barwnych postaci i niewyszukane słownictwo – cechy te wskazują na lekkie czytadło, odpowiednie na letnie dni.  Jeśli więc macie ochotę przenieść się na kilka godzin w inną szerokość geograficzną, w pewien malowniczy zakątek Krety - zapraszam do lektury.

15 sierpień 2013 13:46

Opinia dla książki: "Inni..."Przejdź do opini

Recenzja

Inni...

Awatar użytkownika
awiola

"Chciałoby się zatrzymać czas, kiedy jest dobrze i otacza nas piękno, a złym dniom powiedzieć: przemijajcie szybko i bezpowrotnie."



Sądząc po opisie na okładce, lektura "Innych..." miała stać się dobrze zarysowanym portretem młodych ludzi, którzy w polskich realiach próbują odnaleźć swoją drogę życiową. Po przeczytaniu tej krótkiej książeczki, opowiastki, przypowieści, stwierdziłam, że żadni "inni" nie powinni jej czytać. Dawno nie miałam w ręku tak źle przygotowanej warsztatowo książki.
Joanna Bura to urodzona w Jarosławiu, absolwentka Wydziału Pielęgniarstwa i Nauk o Zdrowiu Akademii Medycznej w Lublinie. "Inni..." to jej druga książka, pierwsza pt. "Wymarzona praca" oscylowała w temacie wyboru zawodu. Autorka napisała również kilka artykułów związanych stricte z medycyną, publikowanych w "Magazynie Pielęgniarki i Położnej" czy w "Biuletynie Informacyjnym Podkarpackiej Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych".
Ania, prowincjonalna nauczycielka po trzydziestce, poznaje w księgarni czterdziestoletniego Marka. Mężczyzna przypada bohaterce do gustu, co owocuje coraz częstszymi spotkaniami. Ich randki nie są jednak typowymi spotkaniami zakochanych w sobie osób, bowiem Marek jest seksualnym abstynentem, uzależnionym od chorej matki, którą się opiekuje. Ania zauważa również, że jej przyjaciel jest nad wyraz skąpy i tajemniczy, mało mówi o sobie. Jedynie wycieczki, które są ich udziałem, zbliżają parę do siebie. Z czasem bohaterka zaczyna poznawać prawdę o Marku, która ostatecznie prowadzi do nieuchronnej tragedii. 
Trudno pisać o książce, której czytanie staje się niewyobrażalną męczarnią. Nawet nie wiadomo od czego zacząć, gdy tyle negatywnych myśli plącze się po głowie czytelnika. Główny zarzut jaki zauważy każdy amator, to słabe przygotowanie warsztatowe autorki. Czytając fragmenty jej opowieści, a praktycznie cały tekst, można wysnuć wniosek, że utwór został napisany przez dziecko. Nieskładne zdania, mnóstwo powtórzeń, niekonsekwencja, brak logiki w wielu wydarzeniach to tylko wierzchołek góry lodowej. Styl Joanny Bury nie posiada w sobie żadnej świeżości, jest po prostu zły i niedopracowany. Czytelnik męczy się podczas czytania tego tekstu, będącego swoistym obszerniejszym notatnikiem.
Autorce nie udała się również kreacja głównych bohaterów. Zarówno Ania jak i Marek są postaciami mdłymi, bez widocznych cech charakteru, w zasadzie są bezpłciowi. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie infantylizmu w ich zachowaniu. Ania jest niekonsekwentna i irytująca, widać w niej brak jakiejkolwiek dojrzałości emocjonalnej. Marek za to posiada jeszcze mniej cech, którymi mogłabym go określić. Widać w nim sprzeczność, autorka chyba nie miała na tę postać żadnego pomysłu.
We wstępie Joanna Bura napisała, iż inspiracją do napisania historii Ani i Marka, były prawdziwe wydarzenia. Rozumiem, że autorka zaczerpnęła pomysł na fabułę z samego życia, wielu autorów tak robi. Jednakże wykonanie jej utworu jest fatalne pod każdym względem. Historię dziwnego związku minimalnie ratują opisy krajobrazów okolic Jarosławia i ich zabytków. Mam wrażenie, że autorka chciała przybliżyć swoim czytelnikom klimat Polski południowo-wschodniej, jednakże często opisy umieszczone w poszczególnych partiach tekstu były wplatane sztucznie, co jeszcze bardziej pogarsza odbiór książki jako całości. 
Jestem osobą, która stara się w każdej książce znaleźć jakiś pozytywną cechę. W utworze Joanny Bury tymczasem to ja poczułam się inna. Szkoda, że nie zakończyłam swojego spotkania z książką wyłącznie na okładce, gdyż ta jest jedyną pozytywną rzeczą, jaką mimo usilnych starań udało mi się dostrzec.

13 sierpień 2013 18:50

Opinia dla książki: "Naśladowca"Przejdź do opini

Recenzja

Morderca śpiących aniołków

Awatar użytkownika
awiola

"Wszyscy w coś gramy. Życie jest jedną wielką grą. I wszyscy chcemy wygrać."

Praca w policji, w szczególności w specyficznym wydziale kryminalnym, odciska piętno na życiu prywatnym. Trudno bowiem oddzielić potworności, które ukazują do czego zdolny jest człowiek od codziennego życia. Gorzej, gdy praca ta staje najważniejszą rzeczą, ważniejszą nawet od rodziny. Po lekturze książki "Naśladowca" wiem jedno - trudno w zawodzie policjanta kryminalnego zachować równowagę. Złoty środek chyba w tym przypadku po prostu  nie istnieje
Erica Spindler to znana szerokiemu gronu czytelników głównie z thrillerów romantycznych, amerykańska autorka. Pisarka studiowała na Delta State University i University of New Orleans, chciała zostać malarką. Jednak w 1982 r. dzięki przeziębieniu i przeczytanej książce, postanowiła stworzyć własne dzieło. Obecnie mieszka w stanie Luizjana wraz z mężem i dwoma synami. "Naśladowca" to pierwsza część serii, w której kolejnym tomem jest "Złodziej tożsamości".
W 2001 r. w małym miasteczku Rockford w Illinois, dochodzi do trzech makabrycznych zbrodni dziesięcioletnich dziewczynek. Zabójca dusi dzieci podczas snu, a następnie maluje im usta szminką. Detektyw Kitt Lundgren, borykając się z białaczką limfatyczną własnej córki, stara się za wszelką cenę schwytać Mordercę Śpiących Aniołków. Sprawa jednak nie zostaje rozwiązana. Pięć lat później, morderca uderza na nowo. Śledztwo zostaje przekazane w ręce ambitnej detektyw M. C. Riggio, jednakże żądanie mordercy nie pozostawia policji żadnej alternatywy, muszą do sprawy włączyć Kitt. Policjantkę, która po śmierci córki i rozwodzie z mężem, popadła w alkoholizm i dopiero wraca do dawnego życia. Niezbyt zgrany duet dwóch policjantek, musi wygrać wyścig z czasem. Wyścig, którego stawką jest życie niewinnych dzieci.
Kryminał powinien przede wszystkim posiadać dobrze skonstruowaną intrygę, która do ostatnich stron książki czeka na rozwiązanie. I na tym tle Erica Spindler plasuje się w czołówce autorów, którzy w umiejętny sposób planują, kawałek po kawałku intrygę kryminalną by w końcowym efekcie zaskoczyć czytelnika. Co ciekawe, w toku rozwoju fabuły autorka zgrabnie podrzuca fałszywe tropy. W powieści pojawia się podejrzany za podejrzanym, trop za tropem. Wartka akcja to niewątpliwie czynnik zachęcający do lektury. Z tą książką nie sposób się nudzić, cały czas coś się dzieje.
Erica Spindler poruszyła również ciekawy motyw, mianowicie specyficznej pracy w zawodzie detektywa kryminalnego. Nie jest to bowiem zawód, w którym po ustalonym czasie pracy, można spokojnie iść do domu. O ryzyku na jakie nastawiony jest człowiek wykonujący taką profesję, świadczy kreacja głównej bohaterki – Kitt. Policjantka, niegdyś pewna siebie i ambitna, pod wpływem niemożności schwytania mordercy, który nie zostawia żadnych śladów, załamuje się. Co więcej, osobista tragedia popycha ją w kierunku kieliszka. Trudno bowiem w takiej sprawie zachować dystans, oddzielić życie prywatne od zawodowego.
"Naśladowca" to prawie pięćset stron naturalnych dialogów, wartkiej akcji oraz realizmu pracy policji kryminalnej. Dzięki lekkiemu stylowi autorki i prostemu językowi, książkę czyta się szybko. To idealna lektura, która może stanowić przerywnik między obyczajowymi i psychologicznymi powieściami. Moje pierwsze spotkanie z twórczością Erici Spindler uważam za nadzwyczaj udane. Wpisuje się więc w poczet jej fanów. Jeśli macie ochotę na kryminał z lekką nutą sensacji, to polecam wam "Naśladowcę". Rozrywka gwarantowana.

13 sierpień 2013 18:48

Opinia dla książki: "Bo we mnie jest ex"Przejdź do opini

Recenzja

Obalony stereotyp

Awatar użytkownika
awiola

"Zawsze wychodziłam z założenia, że faceci są jak psy: na początku miłe i kochane szczeniaczki, a po krótkim czasie, okazują  się kundlami, które zaczynają szczekać, gryźć i uciekać na spacerach!"

Zdradza, okłamuje i nie potrafi się zdecydować – myślicie, że mowa tutaj o mężczyznach. Nic mylnego. Książka, o której dzisiaj wam opowiem, zaprzecza bowiem nadal panującemu stereotypowi wiernej i czekającej w domu kobiety. W powieści Iwony Skrzypczak to kobieta zdradza, kłamie i prowadzi grę. Grę, której stawką jest jej własne szczęście.
O autorce niniejszej książki nie znalazła kompletnie żadnej informacji. Biorąc pod uwagę treść powieści, pisarka z pewnością musi znać się na trendach modowych, życiu celebrytów i najprawdopodobniej mieszka w Warszawie.
Dziennikarstwo w połączeniu ze stylizacją modową – takie zajęcie wykonuje na co dzień bezimienna, dwudziestodziewięcioletnia bohaterka książki "Bo we mnie jest ex". Praca w wydawnictwie w Warszawie dostarcza jej codziennie nowych wrażeń. Po rozstaniu z Piotrem, pracującym w Londynie specjalistą od IT, bohaterka zakochuje się w przystojnym muzyku Maksie. Wydawałoby się, że to właśnie mężczyzna jej życia. Gdy jednak okazuje się, że Maks nie grzeszy wiernością, bohaterka rozpoczyna egoistyczną grę. Tworzy swoisty trójkąt miłosny – Piotr, Maks i ona. Trójkąt, w którym to właśnie kobieta jest tym złym ogniwem.
"Bo we mnie jest ex" jest utworem, który całkowicie zaprzecza powszechnie przyjętemu obrazowi kobiety. Autorka poprzez kreację głównej bohaterki uzmysławia dzisiejszym czytelnikom jak mocno w naszym społeczeństwie zakorzeniony jest nadal stereotyp matki Polki. To właśnie bowiem kobieta oszukuję dwóch mężczyzn, na których jej zależy. To właśnie kobieta uprawia dziki seks z każdym z partnerów, nie mając jakichkolwiek wyrzutów sumienia. To właśnie ona nie potrafi okiełznać swoich żądz, dając się im wielokrotnie porwać. Wszystkie te cechy idealnie pokrywałyby się z naszym wyobrażeniem typowego mężczyzny. Autorka uciekła więc od schematu, w jej książce to kobieta jest egoistyczną, nastawioną na własne potrzeby wyrachowaną postacią. I to może się właśnie spodobać.
Świat przedstawiony przez Iwonę Skrzypczak to świat mody, gwiazd, celebrytów, plotek i wiecznego lansowania. Zauważyć tutaj można świetne przygotowanie autorki do tego tematu. W książce znajdziecie bowiem mnóstwo nazw znanych polskich i światowych marek, popularnych miejsc w Warszawie w którym spotykają się postacie show-businessu czy delikatne odwołania do niektórych gwiazd z pierwszych stron gazet. Towarzystwo w jakim obraca się główna bohaterka to nie zwykli, przeciętni ludzie. Snobistyczne podejście i hedonizm to dwie główne wartości, które można już po przeczytaniu paru strona powieści nieomylnie wymienić. Zaryzykować można stwierdzeniem, iż życie bohaterki nacechowane jest pewną dozą sztuczności. Markowe ciuchy, drogie prezenty, najlepsze gatunkowo rzeczy – to w powieści stanowi o wartości człowieka.
Niewielu czytelników obdarzy sympatią główną postać. To bowiem osoba, którą trudno zrozumieć i wytłumaczyć jej działania. Nie dosyć tego, że jest egoistyczna, to największą wartość w życiu stanowią dla niej wygodne życie w luksusie i pieniądze. Przypuszczam, że autorka z premedytacją wykreowała właśnie w ten sposób główną bohaterkę w swojej książce. Taka kreacja bowiem zmusza do myślenia i własnej oceny. Co ciekawe, Iwona Skrzypczak nie pokusiła się o własną jej ocenę, zostawiając to czytelnikom. Na uwagę zasługuje również dość zagmatwane zakończenie, po którym czytelnik nie jest już niczego pewien. Styl pisania autorki jest dostosowany do gatunku w jakim pisze. Wartka akcja i prosty język, upstrzony wieloma opisami uniesień miłosnych, często dzikich i nieokiełznanych – to główne cechy utworu. 
Iwona Skrzypczak napisała dobrą książkę, ukazującą odmienione oblicze współczesnej kobiety. Nie każdy z was odnajdzie się w jej świecie, jednakże warto spróbować. Lektura może się bowiem okazać dla was niecodziennym wyzwaniem.

7 sierpień 2013 18:32

Opinia dla książki: "Monachos"Przejdź do opini

Recenzja

Kobietom wstęp wzbroniony

Awatar użytkownika
awiola

"Każdy ma prawo poznać prawdę."
Czy wiecie, że w Europie istnieje miejsce, do którego w dzisiejszych czasach nie mają wstępu kobiety? Tak, istnieje – to autonomiczna Republika Mnichów Świętej Góry Athos, zlokalizowana na półwyspie Athos w dzisiejszej Grecji. Dla płci żeńskiej to miejsce niedostępne, pod groźbą kary więzienia. Powieść "Monachos" umiejscowiona w takich realiach, z klimatyczną okładką, zapowiadała nietuzinkową lekturę, do tego w polskim wydan
Bożena Gałczyńska-Szurek to z wykształcenia wiolonczelistka, pracuje w Państwowej Szkole Muzycznej w Zamościu. Oprócz muzyki, autorka pasjonuje się hellenistyką, uczy się nowożytnej greki, jest przewodnikiem turystycznym, podejmowała również próby dziennikarskie. Zadebiutowała w 2010 r. powieścią  "Tajemnice greckiej Madonny". Inspiracją do napisania obydwu książek jest oczywiście miłość do Grecji, a ich cechą wspólną główna bohaterka. Autorka od dwudziestu lat mieszka w Zamościu.
Klara, policyjny psycholog  jest Polką, która w przeszłości przez wiele lat mieszkała w Grecji. Bohaterka zostaje wezwana przez przyjaciela – agenta Interpolu do słonecznej Grecji, celem udzielenia pomocy przy rozwikłaniu tajemnicy dziwnej śmierci mnicha i Polaka. Tajemniczości całej sprawie dodaje fakt, iż całe zdarzenie miało miejsce na półwyspie Athos – Teokratycznej Republice Mnichów, do których kobiety od wieków nie mają wstępu. Klara wraz z przyjazdem do miejsca, które niesie ze sobą wiele wspomnień, powraca do niezakończonych spraw z przeszłości. Spraw, które na lata podzieliły ją z ukochanym ojcem. Tajemnicze śmierci powiązane z enklawą mnichów i czekające od lat na zakończenie sprawy rodzinne, a do tego egzotyka Grecji – tego możecie się spodziewać po najnowszej książce Bożeny Gałczyńskiej-Szurek.
"Monachos" to interesująca powieść sensacyjno-kryminalna i  równocześnie obyczajowa, w której czytelnik znajdzie wartką akcję powiązaną ze świetnie skonstruowaną intryga kryminalną. Co ważne, autorce udało się w zgrabny sposób zrównoważyć wątek kryminalny z obyczajowym. W ten sposób czytelnik otrzymuje kolaż, bazujący na wzruszeniu wątkiem rodzinnym w połączeniu z odkrywaniem intrygi dotyczącej śmierci na wyspie mnichów. Czegóż chcieć więcej.
Świetnym pomysłem na kreację fabuły było umiejscowienie akcji powieści w malowniczej Grecji. Warto zaznaczyć, iż styl narracyjny autorki wyróżnia się w szczególności malowniczymi opisami słonecznej krainy śródziemnomorskiej, co niewątpliwie wprowadza czytelnika w zupełnie inny świat - egzotyki  tego zakątka w Europie. Warto podkreślić, iż miejsca o których pisze Bożena Gałczyńska-Szurek istnieją w rzeczywistości, a autorka niejednokrotnie przywołuje wiele ciekawostek dotyczących określonych punktów geograficznych.
Jednak największym atutem powieści, który niewątpliwie zainteresuje niejednego czytelnika jest zamknięte i trochę tajemnicze miejsce Republiki Mnichów. Niewiele ludzi bowiem posiada wiedzę o takim punkcie na mapie współczesnego świata, co z pewnością wzbudza zaciekawienie. Autorka włożyła mnóstwo pracy w to, aby enklawę mnichów ukazać zgodnie z rzeczywistością. Sama przecież nie mogła odwiedzić tego miejsca, ze względu na zakaz wstępu dla płci żeńskiej. Uważam, że to bardzo trafiony pomysł, który zdobędzie autorce rzesze czytelników. Mnie ten wątek zainteresował do tego stopnia, iż zaczęłam na własną rękę szukać dodatkowych informacji na ten temat. Brawa dla autorki.  
Nie powinno się oceniać książki po okładce, jednakże w tym przypadku wydawnictwo poprzez piękną i klimatyczną okładkę, zapowiada zgodnie z prawdą - klimatyczną i wciągającą lekturę, która porwie was od pierwszej strony. Dla miłośników klimatów śródziemnomorskich to lektura obowiązkowa, w której przeplatają się wątki obyczajowe z kryminalnymi. A ja wpisuję swoją osobę w poczet fanów Bożeny Gałczyńskiej-Szurek i czekam na kolejną książkę, która tym razem będzie umiejscowiona na wschodzie Polski. Polecam.

5 sierpień 2013 20:21

Opinia dla książki: "Nad rzeką niepamięci"Przejdź do opini

Recenzja

Nurt rzeki niepamięci

Awatar użytkownika
awiola

"Bóg, jeśli jest, musi się straszliwie nudzić. Bo jak ma się nie nudzić, skoro wie wszystko? Pewnie dlatego wymyśla takie okropieństwa, które dzieją się na świecie. Wojny, choroby, kataklizmy. Ciekawe, czy go to bawi."


Interesowaliście się kiedyś przeszłością swojej rodziny? Zastanawialiście się nad skomplikowanymi losami rodziców, dziadków, wujków czy ciotek? Czy jeśli mielibyście szansę poznać ich tajemnice i wybory, których dokonali w trakcie swojego żywota, skorzystalibyście z niej? Po lekturze książki "Nad rzeką niepamięci", odpowiedź na ostatnie zadane przeze mnie pytanie nie jest już taka oczywista.

Joanna Lustyk, z wykształcenia prawnik, swój zawód wykonywała przez wiele lat pełniąc funkcję radcy prawnego. Autorka mieszkała na stałe w Stanach Zjednoczonych, obecnie zaś przemieszcza się między Ameryką, a Polską. Pasjonują ją podróże. W swoim dorobku może poszczycić się wydaniem trzech powieści oraz książeczek dla dzieci.

Adam, po śmierci ojca, postanawia uporządkować jego zgromadzony przez całe życie dobytek. W tym celu, sortuje dokumenty i listy jakie ojciec zgromadził w ciągu swojego życia. Z papierów tych wyłania się obraz Kresowian - rodziny Leńskich i Kazarynów, naznaczonej wieloma dziejowymi nieszczęściami. Bohater odnajduje wspomnienia, których przekrój obejmuje I wojnę światową, dwudziestolecie międzywojenne, II wojnę światową wraz ze zbrodniami na Wołyniu i w Katyniu oraz lata PRL-u. Początkowa, zwykła ciekawość przeradza się w poszukiwanie prawdy o samym sobie.

"Nad rzeką niepamięci" nie jest łatwą i przyjemną lekturą. To wielce absorbująca książka, której tło historyczne stanowi dla wielu Polaków ciągle niezagojoną ranę. Mowa tutaj o zawieruchach wojennych naszych rodaków, ale przede wszystkim o wydarzeniach na Wołyniu, o których do dzisiaj trudno rozmawiać bez sporów i sprzecznych interpretacji historyków. W kontekście tegorocznej siedemdziesiątej rocznicy masowych morderstw nazwanych przez nasz rząd "czystką etniczną mającą znamiona ludobójstwa", dokonywanej przez Ukraińską Powstańczą Armię na cywilnej ludności polskiej, to najważniejszy wątek, który autorka zawarła w swoim dziele. Przesłaniem jaki stara się uzmysłowić Joanna Lustyk poprzez swoją książkę, jest zachowanie pamięci o prawdzie. Pamięci o zbrodniach, które nie mogą zostać przemilczane ze względu na szeroko rozumianą poprawność polityczną. Bohater powieści dość jednoznacznie porównuje zbrodnie w Katyniu do rzezi Wołyńskiej. O tej pierwszej świat wie, morderstwa Ukraińców natomiast to nadal temat niewygodny politycznie. A przecież wszyscy zamordowani wówczas ludzie, zarówno inteligencja w Katyniu jak i chłopi w Wołyniu zasługują na pamięć. Każde życie ludzkie jest warte tyle samo. To jedna wielka rzeka.

Joanna Lustyk w swojej książce zadaje uniwersalne pytania dotyczące patriotyzmu, tożsamości narodowej, spuścizny po własnej rodzinie, przemijania i starości oraz ważności własnego pochodzenia. Losy obydwu rodzin, które w pewnym momencie krzyżują się ze sobą, na zawsze łącząc przyszłe pokolenia, ukazują ciągłe poszukiwanie ale i zarazem ucieczkę bohaterów. Poszukiwanie szczęścia i spokoju sumienia, ucieczkę od własnych słabości i popełnionych grzechów. Miłość i poświęcenie, empatia i godność. Wartości te w kontekście burzliwych dziejów naszych przodków, urastają do rangi sacrum. Warto jednak podkreślić, iż autorka nie pozwoliła sobie użyć w swoim dziele wszechobecnej martyrologii.

W powieści na pierwszy plan wysuwa się postać Adama, który nigdy nie poczuł ojcowskiej miłości. Bohater dopiero po śmierci ojca, w jego skrzętnie przechowywanych dokumentach, odnajduje całkiem inny obraz człowieka, którego nazywał tatą. Autorka w ten właśnie sposób wpływa na przemyślenia czytelnika. Jaki bowiem obraz ludzi których znamy od zawsze wyłoniłby się nam, gdybyśmy poznali ich nieznaną do tej pory przeszłość? Dla Adama prawda ta okazuje się bardzo skomplikowana, burząca dotychczasowe bezpieczeństwo i ład. Drugą postacią, która również nie potrafi wyjść z mojej głowy jest Ksenia. Okrutna i pozbawiona jakichkolwiek uczuć adoptowana córka Wiktorii, siostry ojca Adama. Działająca w UPA, mordująca Polaków na Kresach. To postać budząca trwogę i strach. Autorka zaskakuje czytelnika zakończeniem, łącząc losy tych obojga.

Warsztat pisarski Joanny Lustyk stoi na wysokim, literackim poziomie. Wysublimowane słownictwo i umiejętność żonglowania emocjami to niezaprzeczalne atuty książki. Muszę również wspomnieć kilka słów na temat samego wydania, które jest przepiękne. Twarda oprawa i dobry papier, uprzyjemniają czas spędzony z lekturą. Okładka zaś stanowi zdjęcie rodzinne z prywatnego archiwum autorki. Książka "Nad rzeką niepamięci" z pewnością będzie się godnie prezentowała na półce z innymi dziełami.

Najnowsza powieść Joanny Lustyk nie jest w mojej opinii próbą rozrachunku z historią. Jest poniekąd opowieścią o ludzkich losach, które poprzez zawirowania historyczne w naszym kraju, zmierzały w różnych kierunkach. Czy słusznych, czy też nie – ten aspekt każdy z was musi osądzić zgodnie z własnym sumieniem i systemem wartości. Ważne by nie zaginęła prawda historyczna, popychana prądem rzeki niepamięci. Naprawdę polecam.

"Nie można budować na niepamięci. Niegodziwość jest niegodziwością, a zbrodnia zbrodnią. I nie można o tym zapomnieć."

5 sierpień 2013 14:25

Dodane komentarze

Brak komentarzy do wyświetlenia

Książki ocenione przez użytkownika

Znajdź nas na Facebooku

Partnerzy

Dokis
TuWroclaw.com
Subiektywnie o książkach
Dwumiesięcznik SOFA
Fanbook
Proposterus.com
Książka Mój Świat
Kulturaonline.pl
Biblioteczka uchwycone chwile
Zapomniana biblioteka
Mama Asia bawi, tworzy i testuje
Królowa moli
Wydawnictwo Ex Libris Galeria Polskiej Książki
Wydawnictwo Toczka
Wydawnictwo Psychoskok
Wydawnictwo MG
Wydawnictwo Fabryka Słów
Wydawnictwo  Zysk i S-ka
Wydawnictwo Mag
Wydawnictwo M
Wydawnictwo  Sonia Draga
Wydawnictwo  Drzewo Babel
Wydawnictwo  ISKRY
rozpisani.pl
Warszawskie Targi Książki