„Prawda wymaga odwagi” - wywiad z Jerzym A. Masłowskim i Wojciechem M. Cegielskim - część II

Obrazek artykułu
Druga część wywiadu z Jerzym A. Masłowskim i Wojciechem M. Cegielskim, Autorzy „Lucyfery” zdradzili między innymi, że marzą, by runął w gruzy fasadowy katolicyzm. Czy ta książka się do tego przyczyni?

Lucyfera” to powieść, która może zachwiać podstawami chrześcijaństwa, ponieważ przedstawione przez Panów hipotezy dyskredytują oficjalne nauki głoszone przez Kościół. Czy uważają Panowie, że Czytelniczki i Czytelnicy są gotowi, by zmierzyć się z tą tematyką?


Jeżeli dwóch autorów jest w stanie zachwiać podstawami wiary, to taka wiara jest bardzo słaba. Nam zresztą nie tyle zależy, by burzyć religię i pozbawić chrześcijan wiary, ile na tym, by chrześcijanie zrozumieli, w co tak naprawdę wierzą. Albowiem większość z nich niewiele wie o swojej religii: nie znają Starego Testamentu ani ewangelii, nie mówiąc już o tym, że nie mają większego pojęcia o historii Kościoła. Nie wiedzą nawet, że krzyż – najświętszy symbol chrześcijaństwa nie ma nic wspólnego z krzyżem, na którym umarł Jezus; krzyż, który wisi w kościołach, jest raczej podobny do krzyża egipskiego (Ancha) czczonego przez starożytnych Egipcjan.


Nam, jako autorom zależy, by osoby uważające się za chrześcijan zachęcić do nieustannego poznawania swej religii i weryfikowania jej. Stare, żydowskie przysłowie mówi: „Dopóty jesteś mędrcem, dopóki poszukujesz prawdy. Jeśli uznasz, że ją znalazłeś, stajesz się głupcem”. Aby wciąż poznawać i odkrywać prawdę o religii, o świecie i o nas samych należy więc wciąż studiować pisma, rozmawiać z innymi i medytować. Jest to jedyna droga na poszukiwanie prawdy. Kościół nam w tym nie pomoże, bowiem, już w początkach epoki chrześcijaństwa Ojcowie Kościoła fałszowali ewangelie i pisma i dostosowywali je do swoich wyobrażeń i potrzeb. Kościół, zarówno dawniej, jak i dziś jest instytucją gnuśną, leniwą, chciwą na pieniądze, zakłamaną, wyzyskującą ludzi, odpowiedzialną za wiele wojen i mającą na sumieniu śmierć milionów istnień. W szeregach kapłanów jest wielu przestępców i najzwyklejszych oszustów (wystarczy wspomnieć skandale finansowe czy pedofilskie). Czy tak skompromitowana instytucja ma moralne prawo uczyć innych o Bogu i wytyczać kierunek, w którym wierni powinni podążać?


Jedyną drogą do poznania prawdy o świecie i o nas samych jest kultywowanie gnozy, a więc poznawanie i przeżywanie świata na własną rękę. Mamy nadzieję, że dla Czytelniczek i Czytelników nasza książka będzie zachętą do sięgnięcia po różne pozycje z takich działów jak filozofia, czy religioznawstwo i spowoduje, że spróbują odpowiedzieć na pytania: kim jesteśmy, skąd idziemy, dokąd i po co dążymy?


Pośród hipotez, które znajdujemy w książce, jest rewolucyjne przypuszczenie, że Maryja poczęła w Betlejem bliźnięta. Jako jeden z dowodów wskazane zostają zapiski z Ewangelii, które uwidaczniają, że Jezus prezentowany jest bardzo odmiennie: w jednych miejscach jako łagodny wyznawca boskich prawd, w innych – jako zbuntowany rewolucjonista. Czy nie uważają Panowie, że głęboko wierzącym katolikom trudno będzie przyjąć tego typu przypuszczenia?


Narodziny bliźniąt nie są czymś niezwykłym, dlaczego więc Maryja miałaby nie urodzić bliźniąt? A jeśli tak było, wówczas znajdujemy odpowiedź na wiele pytań, na które odpowiedzieć dotąd nie potrafiliśmy. W ewangeliach mówi się, np., że Jezus przebywał w tym samym dniu w dwóch różnych miastach – jeśli miał brata – bliźniaka przestanie to być dziwne. Co prawda wówczas obdzieramy nowotestamentową opowieść z pierwiastka cudowności, ale w świecie materialnym, w jakim żyjemy, ważne są dowody materialne, a nie fantasmagorie.


W trakcie lektury pojawia się niepewność, który z braci tak naprawdę został ukrzyżowany. Ponadto na domniemanego Mesjasza wskazana zostanie Maria Magdalena. Osobom czytającym niełatwo będzie przyjąć, że to jedynie świetnie napisana fikcja skoro potwierdzając zasadność swoich hipotez, odwołują się Panowie do ważnych dokumentów historycznych i dzieł kultury. Czy sądzą Panowie, że po przeczytaniu książki, Czytelniczki i Czytelnicy zrewidują swoje poglądy na temat prawd swej religii?


Jeśli przyjąć teorię, że Maryja powiła bliźnięta i to, że jeden z nich był dobrym kaznodzieją, a drugi walecznym, ale też bezwzględnym rewolucjonistą z pewnością pojawi się pytanie, który umarł na krzyżu i czy „odkupienie”, o którym wspomina Kościół, faktycznie się dokonało? Jednak naszym zdaniem ważniejsze jest pytanie: Dlaczego ukrzyżowano Jezusa? I czy umarł on za głoszenie słowa Bożego? Czy aby na pewno umarł, by „odkupić” nasze grzechy, jak tego chce Kościół? Czy też Jezus był przywódcą buntowników chcących wzniecić rewolucję i wygnać rzymskiego najeźdźcę ze swej ojczyzny i dlatego został stracony? A może faktycznie było ich dwóch?


Dlaczego chrześcijanie nie zadadzą sobie pytania: Czemu i w jakim celu Judasz pocałował Jezusa w Ogrodzie Oliwnym, gdy żołnierze rzymscy zrobili na niego obławę? Mówi się, że Judasz pocałował go po to, by żołnierze wiedzieli kogo aresztować. Ale przecież znano Jezusa, więc nie można go było pomylić z kimś innym. Chyba że w Ogrodzie Oliwnym było dwóch braci – bliźniaków i Judasz musiał wskazać, który z nich jest niegroźnym kaznodzieją, a który niebezpiecznym dla Rzymu rewolucjonistą.


Wydaje nam się, że przez wieki wokół postaci Jezusa narosło mnóstwo legend, nieprawd i fałszerstw i każda osoba uważająca się za chrześcijanina powinna na własną rękę odpowiedzieć sobie na pytanie: Kim naprawdę był Jezus? Łykanie gotowej papki podawanej na lekcjach religii i bełkotu (często z wydźwiękiem politycznym) wylewającego się z ambon nie pomaga w rozumieniu Boga i świata, a jedynie tworzy i pielęgnuje dewocję i fanatyzm. A te ostatnie nie mają nic wspólnego z prawdziwym pojmowaniem wiary, nie mówiąc już o tym, że fanatyzm jest zagrożeniem dla demokracji i dla każdego człowieka. Z drugiej strony, w trakcie lektury naszej książki Czytelniczki i Czytelnicy będą musieli odpowiedzieć sobie na pytanie: Czy możliwe jest, że to nie Jezus, ale jego żona – Maria Magdalena, była Mesjaszem. Według nas jest to możliwe, bo niby dlaczego miałoby tak nie być? Przecież kobieta nie jest w niczym gorsza od mężczyzny. Jednak w czasach Jezusa, w Palestynie kobieta była uważana za istotę drugiej kategorii, podrzędną, podporządkowaną mężczyźnie. Dlatego w tamtych czasach nie było głosicielek słowa Bożego. Jeśli jednak Bóg wysłał na Ziemię nie swego Syna, a swą Córkę, to owa Córka nie mogła się ujawnić jako Mesjasz, bo w społeczeństwie patriarchalnym byłoby to obrazoburcze i groziło ukamienowaniem. Dlatego więc kobieta – Mesjasz, chcąc głosić prawdy Boże, mogła to robić wyłącznie poprzez mężczyznę, którego inspirowała. Wiele na to wskazuje, że Jezus mógł być przez Marię Magdalenę nie tylko inspirowany, ale wręcz kierowany, był także… finansowany (ewangelie mówią wprost, że Maria Magdalena była kobietą udzielającą majątku Jezusowi i jego uczniom).


Zdajemy sobie sprawę, że taka hipoteza głoszona w naszym wciąż patriarchalnym społeczeństwie może szokować, ale nie sposób dyskutować z faktami. A fakty pokazują, że Maria Magdalena była kimś bardzo znaczącym, ważnym i szczególnym i sam Jezus mówił, że jej słowa pochodzą od Boga. Może niektórym będzie trudno to zaakceptować, bowiem już sama myśl, że Jezus miał żonę może wiele osób przerażać, ale wszystko na to wskazuje, że Jezus był żonaty. W tamtych czasach rabin (a Jezus był rabinem) musiał mieć żonę – inaczej nie byłby poważany, nie liczono by się z nim i na pewno nie mógłby mieć uczniów.


Wspomnieli Panowie, że zaprezentowane hipotezy szczególnie powinny zainteresować badaczy historii chrześcijaństwa i znawców Biblii. Opublikowane odwołania do dokumentów historycznych, legend, czy podań nakazują ponownie przeanalizować niektóre fakty. Czy zdają sobie Panowie sprawę, jak wielkie zmiany czekałyby chrześcijan, gdyby ktokolwiek odważył się przyznać, że zaprezentowane przez Panów hipotezy są bliskie prawdy, może nawet w całości słuszne?


Życie jest pełne niespodzianek i każdy z nas musi być gotowy na rewizję swoich poglądów. Prawda wymaga odwagi, ale warto się odważyć, by zrozumieć. Wszyscy chrześcijanie marzą o Niebie i utożsamiają je z miejscem szczęśliwości, w którym są odpowiedzi na wszystkie pytania. Tymczasem owi chrześcijanie siedzą w kościele i nie są w stanie ujrzeć Nieba, bo nie widzą nic poza murami świątyni. Tymczasem, żeby zobaczyć Niebo, trzeba zburzyć świątynię.


Jeżeli przyjmiemy, że opublikowane przez Panów twierdzenia kryją w sobie informacje, które przez dziesiątki lat były zatajane i zniekształcane, należałoby zastanowić się, czy na pewno ktokolwiek jest gotowy na prawdziwą religijną rewolucję? Wiara milionów osób na całym świecie ległaby przecież w gruzach.


Jeśli hipoteza o bliźniętach jest prawdą (a wiele na to wskazuje), to wierzący muszą się z tym zmierzyć. Ale to nie powinno przerażać chrześcijan. Znacznie bardziej przerażać powinien fakt, że każdy z wiernych będzie musiał przy okazji zmierzyć się z kłamstwami, jakie przez wieki narosły wokół religii chrześcijańskiej. Prawdopodobnie zaczęło się niewinnie: od pierwszego kłamstwa (być może któryś z Ojców Kościoła nie potrafił dać sobie rady z prawdą o bliźniętach, bo prawda ta zbyt komplikowała prosty przekaz i zmuszała do zadawania wielu pytań i dlatego „uproszczono” historię Jezusa). Po jednym kłamstwie przyszły kolejne.


Przez wieki w szeregi Kościoła wstępowali różni, często nieciekawi ludzie: fanatycy, szaleńcy, osoby umysłowo chore, oszuści, złodzieje i zwykli mordercy. I za każdym razem trzeba było tuszować ich psychopatie, socjopatie, choroby umysłowe, przestępstwa. Jeśli religia chrześcijańska zachwieje się w posadach to nie poprzez ujawnienie prawd o Jezusie czy Marii Magdalenie, ale poprzez ujawnienie niekończącego się ciągu przestępstw dokonanych przez kapłanów w tak zwane imię boże oraz towarzyszącą tym przestępstwom hipokryzję (a wiele przewin Kościoła nie jest jeszcze ujawnionych).


Kościół winien jest ogromnej liczbie przestępstw, także tych najbardziej przerażających: wystarczy wspomnieć, że pierwsze w historii Europy masowe ludobójstwo dokonało się z inspiracji papieża Innocentego III, który był duchowym przywódcą krucjaty przeciwko Katarom, w której to krucjacie krzyżowcy wymordowali, wg ostrożnych szacunków, 70 tysięcy niewinnej ludności katarskiej – ci łagodni, przyjacielsko nastawieni do innych ludzie zginęli tylko dlatego, że mieli swą własną wiarę i nie chcieli podporządkować się Watykanowi. Ale też chrześcijanie będą musieli zmierzyć się z najnowszymi zbrodniami Kościoła, który np. w czasie II Wojny Światowej opowiedział się po stronie faszystów, a tym samym wziął na swoje sumienie współodpowiedzialność za hitlerowskie zbrodnie, w tym za holocaust.


Jezus i Maryja to postacie, które stały się podwalinami jednej z trzech najważniejszych religii świata. Kult Chrystusa i jego matki od setek lat kształtował historię i kulturę. Ludzie, modląc się, doznają cudów, pokrzepienia, czy odnajdują siły, by trwać pomimo problemów. Gdyby odebrać im wiarę, gdzie mieliby szukać pokrzepienia?


Nawet jeśliby okazało się, że Jezus nie umarł na krzyżu za grzechy ludzi i nie dokonało się tzw. odkupienie, to nie znaczy, że wiara statystycznego człowieka musi legnąć w gruzach. Modląc się, zawsze odwołujemy się do Istoty Najwyższej i tam kierujemy swe prośby. Tam też szukamy pokrzepienia. Należy się zastanowić czy pośrednicy (święci) są nam do tego potrzebni? Co prawda kult Jezusa istnieje od stuleci, ale czy to oznacza, że należy się przy nim upierać? Należy pamiętać, że np. w 1969 roku katolicy zostali niemile zaskoczeni opublikowaną w prasie wiadomością o usunięciu przez Watykan wielu ich świętych z oficjalnego kalendarza liturgicznego. Na początku był szok, ale później wszystko się jakoś ułożyło. Jeżeliby się okazało, że to nie Jezus, ale Maria Magdalena była Mesjaszem, wówczas modlitwy zanoszono by do tej świętej. A jeśliby się okazało, że nie było żadnych świętych, to zawsze zostaje modlitwa do Boga.


Co chcieli Panowie osiągnąć poprzez publikację „Lucyfery”?


Zależy nam na tym, by ludzie zaczęli wierzyć prawdziwie, a nie tylko bezmyślnie klepać zdrowaśki, bezmyślnie uczestniczyć w nabożeństwach i bezmyślnie powtarzać bzdury, które głosi tak wielu kapłanów. Zależy nam na tym, by runął w gruzy fasadowy katolicyzm (a i chrześcijaństwo) i odrodziła się prawdziwa wiara w prawdziwego Dobrego Boga (a może Dobrych Bogów?), ludzie stali się wyrozumiali, empatyczni i potrafili zrozumieć choćby to, że piąte przykazanie Dekalogu dotyczy nie tylko niezabijania ludzi, ale też zwierząt (my osobiście jesteśmy wegetarianami).


Chcielibyśmy, by ludzie zrozumieli, że jakiekolwiek podziały społeczne, religijne czy ideologiczne (które tak pielęgnuje Kościół) są głupotą i że wszyscy ludzie powinni grać w jednej drużynie, walcząc przeciwko zagrożeniom, walcząc o wspólne dla ludzkości dobro. A jest o co walczyć, bo głód, choroby, czy zmiany klimatyczne zagrażają istnieniu ludzkości.


W jaki sposób chcieliby Panowie zachęcić do lektury jeszcze niezdecydowanych?


Ta pozycja napisana została nie tylko ku rozrywce, ale też po to, by wszyscy chrześcijanie, którym coś się nie zgadza w religii, której ich nauczono, zaczęli szukać odpowiedzi na własną rękę. Nasza książka może być świetnym punktem wyjścia do tych poszukiwań. Wierzymy, że po jej przeczytaniu wiele osób chętnie sięgnie po Pismo Święte, ewangelie i inne przekazy, także te napiętnowane jako herezja i dowie się o wiele więcej niż na lekcjach religii, a – być może – odkryje rzeczy, których jeszcze nie odkryto?


Czy planują Panowie publikację kolejnej, równie intrygującej pozycji?


Myślimy o napisaniu kolejnej książki, ale teraz najważniejsze jest, by „Lucyfera” znalazła jak najwięcej odbiorców. Marzy nam się, by ktoś na podstawie tej książki nakręcił film. To byłaby wspaniała promocja hipotez, które udało nam się stworzyć.


Pierwsza część wywiadu TUTAJ


Od 2 do 10000 znaków

Znajdź nas na Facebooku