„Nigdy nie należy zapominać „skąd mój ród” – wywiad z Arno Giese

Obrazek artykułu
Wywiad z Arno Giese, niebywale doświadczonym autorem kilkudziesięciu pozycji, który wiele zrobił niw tylko dla niemieckiej Polonii i wie, jak cenna jest pamięć o własnych korzeniach.

Arno Giese to niebywale aktywna postać, której można jedynie pozazdrościć życiowych doświadczeń. Pomimo tego autor jest niebywale skromnym człowiekiem. Na jego koncie znajdziemy ponad dwadzieścia publikacji. Z czego  najdłużej trwały prace nad książką „Niewolnicy III Rzeszy z literą „P”.

 

Panie Arno, choć jest Pan niebywale doświadczoną życiowo osobą, wielu czytelników nie miało okazji bliżej Pana poznać. Na początek warto więc zapytać, czy pokrótce zechce Pan przedstawić swoją osobę? Opowiedzieć o życiu zawodowym, pasjach, czy zrealizowanych marzeniach.


W pewnym sensie realizuję to, co często powtarzała mi moja matka: „Pamiętaj, życie jest krótkie, pozostaw po sobie ślad, z którego potomkowie będą dumni”. Tak więc nigdy nie kryłem się z tym, co robię i czego dokonuję, nawet jeżeli to nie raz niektórym z moich bliskich nie odpowiadało. Wydaje mi się, że to tak trochę, jak w piosence Filipinek…, wypełniam zadanie jak uczciwie i mądrze żyć. Ale nie przyszło to z marzeń, to przychodzi ode mnie, ze środka, tak postępować nakazuje mi moja moralność i etyka. Uczyłem się kilku zawodów, ale ten, który mi dał utrzymanie to Instalatorstwo Sanitarne. W Polsce byłem majstrem robót sanitarnych, kierownikiem robót sanitarnych, a na końcu Kierownikiem Odcinka Robót Instalacyjnych. W Niemczech natomiast przepracowałem 25 lat w należącym do miasta Kolonii biurze projektów na stanowisku projektanta i inspektora nadzoru zdalaczynnych sieci ciepłowniczych, wodociągowych i gazowych.

Strona autora:http://www.arnogiese.eu

Zdradził Pan, że z zamiłowania jest publicystą oraz fotoreporterem zrzeszonym w stowarzyszeniu polskich autorów, dziennikarzy i tłumaczy. Działa Pan także jako dokumentalista historii Polonii niemieckiej, posiada imponujący zbiór zdjęć o wartości historycznej i jest inicjatorem powstania polskiej misji katolickiej w Bonn. Kiedy narodziła się w Panu potrzeba, by tak aktywnie działać w tym obszarze? Niewielu emigrantów dokonuje przecież takich rzeczy.


Kiedy mieszkałem w Polsce, byłem bardzo często traktowany jako obcy, „zadżumiony”. Mieszkając tutaj, przyswajałem sobie polskie tradycje narodowe i kulturę. Nie dane mi było poznać w tym kraju tradycji i kultury mojego Narodu. Tabu moich młodzieńczych lat to także msze niemieckojęzyczne. Kiedy wyemigrowałem do Niemiec, miałem w sobie doświadczenie emigranta. Wiedziałem, że człowiek pozbawiony swoich korzeni asymiluje się szybko, traci kontakt ze swoją Narodową kulturą i „tradycją ojców naszych”. Szkoda mi było tamtejszej Polonii, bo przecież ona jakby była lustrzanym odbiciem mojego życia w Polsce , ale bez tych wszystkich doświadczonych tutaj, PRL-owskich zakazów i nieprzychylności. Poczułem w sobie potrzebę pomocy tym ludziom, stąd organizacja Polskiej Misji Katolickiej w Bonn, wieczorki literackie, zabawy taneczne, organizacja kursów języka niemieckiego dla Polonii. Proszę zauważyć, że pierwsze moje książki to monografie o koronowanych Diademem Papieskim Sanktuariach Maryjnych w Polsce. Bo przecież w tych sanktuariach tkwią źródła kultury, historii polskiej oraz „tradycje ojców naszych”. A to właśnie było przyczyną podjęcia publicystycznego tej tematyki…  przybliżyć Polonii Niemieckiej Jej historię, kulturę i „tradycję ojców naszych”, aby pamiętali „skąd ich ród”!


W tym miejscu warto przejść do rozmowy na temat Pana publikacji. Tematyka na pewno zwróci uwagę czytelników, zdradzając, że choć mieszka Pan poza granicami kraju, wyjątkowym sentymentem darzy Pan Piłę. To kolejna Pańska nietypowa cecha, bo przecież nie wszyscy emigranci są tak bardzo związani z rodzimymi miejscowościami, by poświęcać im tak wiele uwagi. Czym to miasto tak bardzo Pana urzekło?


Nigdy nie należy zapominać „skąd mój ród”. Dla mnie miasto mojego urodzenia jest miejscem świętym, które zobowiązuje mnie do oddawania mu nadzwyczajnego szacunku. Nawet w podróżach do najodleglejszych stron Europy, zawsze podkreślałem, skąd przybywam i gdzie jest moje rodzinne miasto. A jeżeli chodzi o publikacje o Pile. Sprawa jest bardziej prosta, niż się wydaje. Otóż na 500-lecie nadania praw miejskich miastu Piła wydano książkę pod tytułem „Zarys dziejów Piły w latach 1945 - 2000. Jako Pilanin z krwi i kości przejrzałem tę publikację bardzo uważnie, notując sobie, czego tam nie znalazłem, a co w tej powojennej historii Piły powinno się znaleźć. Zapisałem 39 punktów. Postanowiłem więc, że sam uzupełnię te brakujące mi w historii mojego rodzinnego miasta punkty.


W pierwszej kolejności do rąk czytelników trafiła książka „Na Pilską nutę”. Proszę zdradzić wszystkim, którzy nie zdążyli jeszcze sięgnąć książkę, dlaczego kultura muzyczna w Pile zasłużyła na publikację? Naprawdę jest, aż tak wyjątkowa?


O tym, co piszę w „Na Pilska nutę”, nie ma prawie słowa w „Zarysach dziejów Piły”. A przecież Piła to miasto, gdzie mogliśmy naliczyć 7 orkiestr dętych, 9 chórów, ogniska muzyczne, szkołę muzyczną I i II stopnia, kilka młodzieżowych zespołów muzycznych. Piła to miasto, w którym napisano i skomponowano np. „Kraj mazurków Chopina” – Srebrny pierścień w Kołobrzegu – utwór, który artysta Witold Murański kilkanaście lat śpiewał w „Czarnych Beretach”.


Odmienną tematykę, choć ponownie związaną z Piłą, podejmuje Pan w pozycji „Pilanie podwodnego świata”. Proszę pokrótce opowiedzieć czytelnikom, jakie informacje znajdą w pozycji. Z pewnością wiele osób będzie zaskoczonych, że zetknie się z historią rozwoju nurkowania swobodnego  w Pile. Odpowiadając, proszę także wspomnieć o swojej własnej przygodzie z tym sportem, bo przecie z czasem, umiejętności i doświadczenie pozwoliło Panu wyszkolić wielu nurków.


No cóż, tak mną losy pokierowały, że pewnego dnia znalazłem się w Ośrodku Ratownictwa Morskiego Marynarki Wojennej. Tam ukończyłem Podoficerską Szkołę Nurków. Na ówczesne czasy absolwenci tej szkoły byli najlepiej wyszkolonymi nurkami w Polsce. Należałem do tej grupy. Kiedy wróciłem do cywila, do Piły, Liga Obrony Kraju w Pile zaproponowała mi szkolenie płetwonurków dla potrzeb wojska. Mimo trudnej sytuacji ze sprzętem nurkowym i materiałami dydaktycznymi podjąłem się tego zadania, stając się w ten sposób pierwszym instruktorem płetwonurków w Pile, który podłożył podwaliny pod wszelkie dalsze działania w tej dziedzinie w Pile.


Książka o innej tematyce to „Niewolnicy III Rzeszy z literą „P”. Polacy na robotach przymusowych w latach 1939 – 1945”.  Porusza Pan w niej wiele istotnych kwestii związanych z przykrym czasem wojny. Skąd potrzeba, by powstała ta pozycja. Czy uważa Pan, że niektóre tematy nadal nie doczekały się należytej uwagi?


W mojej Ojczyźnie, w Niemczech, takie jest moje zdanie, temat II wojny światowej jest w wielu przypadkach tematem tabu. Do dramatu zgotowanego innym narodom, nie tylko Europy, a przede wszystkim Polakom, moi rodacy nie są nadal skorzy się przyznawać. Ale ja nie mogę tym wszystkim umysłom obłąkanym hitlerowską ideologią ludobójstwa zapomnieć, że przez wywołanie tej najtragiczniejszej w dziejach świata wojny, pozbawili mnie ojca. Upodlili mój Naród przed całym światem, niwecząc wiekowe osiągnięcia wielu pokoleń. Zapomnieli, że człowiek jest człowiekowi bratem. Zapomnieli o etyce i moralności oraz wzorcach, które kształtowały i kształtują ludzkość od wieków:

Kultura Grecka

Prawo rzymskie

i Chrześcijańskie miłosierdzie.


Najnowsza książka Pana autorstwa to „Piła mojego dzieciństwa i młodości. Wspomnienia”.  Dzięki niej każdy będzie mógł poznać wiele szczegółów z Pana życia. Ponadto przemierzymy dawną Piłę. Dla osób nieznających miasta, jak i jego mieszkańców będzie to refleksyjna wędrówka. A dla Pana? Czy miło jest analizować, jak wiele się zmieniło i, czy uważa Pan, że są to zmiany na lepsze?


Hmmm, chciałem tylko powspominać, jak to się żyło za czasów mojego dzieciństwa i młodości w Pile. Ale Piła nie była jakimś wyjątkiem, bardzo podobnie żyło się w innych miastach Polski. Osobiście, jak już pisałem, wszystko, co robię i wszelkie moje aktywności, należą, moim zdaniem, do historii miasta Piła. Wydaje mi się, że mój życiorys obfituje w wiele ciekawych i historycznych już dzisiaj zdarzeń. Bo przecież na przestrzeni lat byłem rzeczywiście uczestnikiem wielu ciekawych, historycznych wydarzeń. Dla przykładu: Przecież nie każdemu z Piły dane było sprezentowanie Janowi Pawłowi II na Sali Klementyńskiej beczki flagowego Kolońskiego piwa. Nie każdy z Piły mógł być nadwornym fotografem Ambasady RP w Niemczech. Nie każdy z Piły mógł być świadkiem i uczestnikiem uroczystości wejścia Polski do NATO, czy do Unii Europejskiej. Nie każdy z Piły posiada w swoim prywatnym archiwum 30 tysięcy zdjęć dokumentujących ponad 20 letnią działalność Polskich Służb Dyplomatycznych i Konsularnych w Niemczech. Nie każdy z Piły mógł dokonać odkrycia, że relikwie świętego Wojciecha w Gnieźnie uratował, z narażeniem życia, przed zniszczenie i zbezczeszczeniem w czasie II wojny podoficer Wehrmachtu. Gdyby nie ten bohaterski żołnierz Polska nie miałaby dzisiaj swoich najświętszych relikwii

.

A czy się w Pile dużo zmieniło? Oczywiście, Piła została bardzo poważnie rozbudowana. Otrzymała kilka ładnych, nowych osiedli mieszkaniowych. Otrzymała nowe i nowoczesne  arterie komunikacyjne biegnące od kilku rogatek wjazdowych do rogatek wyjazdowych w wielu kierunkach. Zadomowiły się w Pile dwie poważne wyższe uczelnie. Jest jeszcze wiele plusów, ale i minusów. Jednak tych ostatnich nie będę tutaj wymieniał.


Na temat każdej z Pana książek można długo rozmawiać. Proszę jednak powiedzieć, jak i kogo chciałby Pan zachęcić do lektury?


Jeżeli kogoś interesuje literatura faktów, to bardzo proszę, niechaj sięgnie po moje publikacje

.

Warto także zapytać, czy którakolwiek z napisanych przez Pana książek, ma dla Pana szczególne znaczenie?


Wszystkie te 26 tytułów to moje dzieci. Wśród tych dzieci wyróżniłbym serię kilkunastu tomów o sanktuariach maryjnych. Dała mi ona ogromne doświadczenie w szukaniu materiałów faktograficznych. Ale dumny jestem  z dwóch wydań „Na ołtarzu Ojczyzny”, „Polskie orły nad Renem”, i tej o uratowaniu relikwii św. Wojciecha „Kurier Kardynała – Der Kurier des Kardinals”. Najwięcej jednak i najdłużej pracowałem nad „Niewolnicy III Rzeszy z literą „P” i tak mi się wydaje, że ona jest prymatem moich publikacji.


Panie Arno, nawet krótkie fragmenty Pana książek pozwalają ocenić Pana jako niebywale doświadczoną osobę, która wiele przeżyła, widziała i dokonała. Czy Pan, powracając myślami do przeszłości, również potrafi „ujrzeć się” w taki sposób i być z siebie dumnym?


Być dumnym, kojarzy mi się z chodzeniem z „zadartym nosem”. Tymczasem ja nigdy nie przyjmowałem i nie przyjmuję takiej pozycji. Owszem często opowiadam swój życiorys, wyłuskując co ciekawsze fragmenty. Krótko mówiąc, jestem bardzo zadowolony z tego wszystkiego, co w życiu dokonałem z tych wszystkich książek, tych setek artykułów dla tych kilkudziesięciu redakcji, dla których pracowałem. Jednak ciągle twardo stąpam po ziemi.


Z ciekawości warto także spytać, dlaczego,  choć tak ogromnym sentymentem darzy Pan Piłę, zdecydował się Pan zamieszkać poza granicami Polski?


Przecież Niemcy to mój kraj Ojczysty, a ja nie wyrzeknę się go nawet ze względu na znienawidzoną przeze mnie II wojnę światową. Myślę, że każdemu sercu jest miłe łono własnej Ojczyzny. Nigdy nie odmówiłbym np. honorowego obywatelstwa polskiego, ale nigdy też nie wyrzekłbym się mojego Niemieckiego. Myślę, że mieszkając okresowo w Polsce, a na stałem w Niemczech, udowadniam, że człowiek pogranicza (a takim jestem) potrafi żyć w wielu kulturach.


Kończąc, należy podziękować za udzielone odpowiedzi i zapytać, czego możemy życzyć Panu na przyszłość?


Pomyślności i nieustającego zdrowia w połączeniu z dobrą weną.

Od 2 do 10000 znaków

Znajdź nas na Facebooku

Partnerzy

Subiektywnie o książkach
Dwumiesięcznik SOFA
Wydawnictwo Psychoskok
Wydawnictwo MG
Kuźnia Literacka
Zażyj Kultury
Fundacja  Polonia Union
Kulturalne rozmowy