Marco Vichi „Komisarz Bordelli: Morderca, którego nie było”

Obrazek artykułu
Z wygodnego fotela możemy wyruszyć w podróż w czasie, aby podziwiać Florencje lat 60 XX wieku. Będzie towarzyszyć nam komisarz Bordelli, który na przekór wszystkiemu wierzy, że jeszcze odnajdzie miłość swego życia. Książka „Komisarz Bordelli: Morderca, którego nie było” otwiera cykl włoskich powieści kryminalnych. Fragment możemy przeczytać już teraz.

Florencja odwiedzana w roku 1963, nie zachęca do zwiedzania. Upał nieustępliwie wdziera się wszędzie podobnież jak irytujące komary. W wyludnionym mieście jest jednak ktoś, kogo warto poznać- komisarz Bordelli. Nieugięty melancholik, który na przekór wszystkiemu wierzy, że jeszcze odnajdzie miłość swego życia. Charakterystyczny, wnikliwy, doświadczony, obdarzony wielkim sercem Brodelli wprowadzi nas w świat kryminału, i pozwoli uczestniczyć w rozwiązywaniu zagadek.


Wydawnictwo Albatros otwiera cykl włoskich kryminałów.  Marco Vichi - „Komisarz Bordelli: Morderca, którego nie było”, to pierwsza propozycjia. Fragment możemy przeczytać już teraz.




Fragment książki:


Florencja, lato 1963

 

Komisarz Bordelli wszedł o ósmej rano do swego biura. Miał za sobą niemal bezsenną noc, którą spędził, przewracając się w pościeli mokrej od potu. Były ostatnie, duszne dni lipca, pozbawione najmniejszych powiewów wiatru. Nocą powietrze stawało się jeszcze bardziej wilgotne i niezdrowe. Ale przynajmniej miasto opustoszało, bardzo rzadko pojawiały się jakieś auta i panowała niemal kompletna cisza. Za to plaże zapełniały hałaśliwe tłumy obłażących ze skóry plażowiczów. Pod każdym parasolem grało małe radyjko, każde dziecko miało wiaderko do piasku.

 

Nim jeszcze usiadł, Bordelli ujrzał na biurku wypisaną na maszynie kartkę i wyciągnął szyję, żeby zobaczyć, co to takiego. Zauważył, że maszynopis odznacza się wielką precyzją, jest czysty i porządny, linijki są dokładnie wyrównane i nie ma żadnych skreśleń. Zdumiał się, stwierdziwszy, że jest to protokół. Nie znał w kwesturze1 nikogo, kto byłby zdolny tak dobrze wykonać tego rodzaju pracę. Zabierał się do czytania, gdy rozległo się pukanie do drzwi. Pokazała się w nich okrągła głowa Mugnaiego.

 

— Panie komisarzu, wzywa pana do siebie dottor Inzipone — powiedział.

 

— O kur… — bąknął z nerwowym wzdrygnięciem Bordelli. Dottor Inzipone był szefem kwestury. Wzywał go do siebie w najbardziej nieodpowiednich momentach. Na szczęście on też wybierał się właśnie na urlop. Komisarz podniósł się z markotnym mruknięciem z krzesła, podszedł do drzwi gabinetu szefa i zapukał. Inzipone przywitał go z dziwnym uśmiechem na twarzy.

 

— Proszę usiąść, Bordelli, mam panu coś do powiedzenia.

 

Komisarz usiadł z niechętną miną i oparł się wygodnie na krześle. Natomiast szef podniósł się z miejsca i zaczął chodzić po pokoju, założywszy ręce za plecami.

 

— Chciałem z panem porozmawiać na temat piątkowej obławy — powiedział.

 

— Kazałem wczoraj przygotować raport.

 

— Wiem, wiem, już go przeczytałem. Wspomnę tylko panu o paru sprawach.

 

— Proszę.

 

— Chciałbym wyrazić się jasno, Bordelli. Powtarzam to panu zawsze: jest pan bardzo dobrym policjantem, ale ma pan, by tak rzec, dość szczególną koncepcję sprawiedliwości.

 

— W jakim sensie?

 

Inzipone zamilkł na chwilę, żeby znaleźć odpowiednie słowa. Zaczął wyglądać przez okno, stając plecami do komisarza.

 

— W takim, że… że istnieją pewne prawa, drogi panie Bordelli, a obywatele płacą nam za to, żebyśmy dbali o ich przestrzeganie. Nie można postępować według własnego widzimisię, nie można wybierać, kiedy należy stosować prawo, a kiedy go nie stosować.

 

— Rozumiem — powiedział spokojnym tonem Bordelli. Miał już dość tego kluczenia, tego trochę fałszywego sposobu wyrażania się.

 

Inzipone odwrócił się i spojrzał na niego.

 

— Podczas piątkowej obławy pozwolił pan uciec kilku przestępcom — oświadczył chłodno.

 

— Nie można być ciągle doskonałym.

 

— Nie, nie, Bordelli, pan mnie nie zrozumiał, albo raczej zrozumiał mnie pan bardzo dobrze. Nie chodzi o to, że oni się panu wymknęli. Pan świadomie puścił ich wolno po tym, jak już ich pan zatrzymał.

 

— To pewnie starość…

 

Inzipone westchnął i podjął znowu wędrówkę po pokoju.

 

— Złodziej zawsze jest złodziejem, Bordelli, wymierzanie kary należy pozostawić sądowi. Nie uważa pan, że Robin Hood trochę już wyszedł z mody?

 

Bordelli poczuł dziwne swędzenie w dłoniach.

 

— Dottor Inzipone, jesteśmy tu, żeby stać na straży prawa, i to jest jasne, ale w tej chwili nie przypominam sobie żadnego prawa, które wszystkim zapewniałoby przeżycie.

 

— Polityka nie ma z tym nic wspólnego.

 

— Polityka? Ktoś, kto musi zdobyć coś do jedzenia, ma w dupie politykę.

 

— Nie musi pan być zawsze taki wulgarny, Bordelli.

 

— Och, proszę mi wybaczyć. Myślałem, że wulgarność to zupełnie co innego.

 

— Chodzi tu wyłącznie o dopełnienie bądź niedopełnienie obowiązku.

 

— Mam pewne obowiązki także wobec siebie.

 

— Jestem w stanie to zrozumieć. Ale nie może pan umożliwiać ucieczki złodziejom!

 

— Nie umożliwiłem ucieczki żadnemu złodziejowi,pozwoliłem tylko odejść wolno kilku biedakom.

 

— To właśnie mam na myśli, nie wolno panudecydować…

 

— Coś panu powiem, dottor Inzipone: po powrocie z wojny miałem nadzieję, że przyczyniłem się do uwolnienia Włoch od tego gówna, a teraz wszędzie widzę tylko całe jego góry…

 

— Wszyscy mamy świadomość, Bordelli, że ma pan wielkie wojenne zasługi.

 

— Proszę darować sobie te głupoty. Pan też musi zdawać sobie sprawę, że obecnie nasza sytuacja przedstawia się jeszcze gorzej.

 

— No, teraz to już pan przesadza…

 

— Pogardzam tymi obławami, dottor Inzipone, one przypominają mi łapanki.Ale jeśli jużmuszę je organizować, to z pewnością nie będę wsadzał za kratki kogoś, kto jest głodny.

 

Inzipone rozłożył z rezygnacją ręce.

 

— Jeśli chodzi o pana, Bordelli, to musiałem już wiele razy przymykać oko na pańskie postępowanie. To zaczyna się powtarzać trochę zbyt często.

 

— Co mam powiedzieć? Że się poprawię? To znaczy, że będę twardy dla tych biedaków?

 

— Panie Bordelli, pan zawsze znajdzie najbardziej irytujące słowa.

 

— Nie chciałem tego, proszę mi wierzyć. Mogę już iść? Mam paru żebraków, których trzeba powiesić.

 

Inzipone wlepił w niego wzrok, zaciskając zęby. Wiedział, że nie jest w stanie zdziałać wiele przeciwko zwyczajom Bordellego, ponieważ był to bardzo dobry komisarz, lubiany przez wszystkich w kwesturze, i wszyscy zdawali sobie sprawę, że koniec końców słuszność jest po jego stronie. Naokoło było za dużo biedy.

(…)

_

Przypisy:

1 Questure to we Włoszech komendy policji w głównych miastach poszczególnych prowincji.

 

Od 2 do 10000 znaków

Znajdź nas na Facebooku