„Ludzie to kopalnia tematów, trzeba tylko uważnie ich słuchać” – Grażyna Mączkowska

Obrazek artykułu
Wywiad z Grażyną Mączkowską, autorką poruszającej powieści „Tatuaże podświadomości”, która udowadnia, że najlepszą drogą jest przebaczenie.

Pani Grażyno, czy zechce Pani przedstawić się nieco bliżej, powiedzieć coś o miłości do Mazur, do książek i poezji? Wspomnieć o prowadzonej dawniej stajni i zdradzić, co oprócz pisania porabia Pani na co dzień?


Jestem żoną, mamą, teściową i babcią. Męża poznałam, mając siedemnaście lat. Wiele lat chodziliśmy ze sobą.  W tym roku mieliśmy koralowe gody. Taki staż!


Jestem niespokojnym duchem, lubię zmiany, lubię wciąż coś nowego robić, a przede wszystkim uwielbiam realizować swoje marzenia, te najtrudniejsze do zrealizowania, te, które wywracają życie do góry nogami. Takie, które zmieniają wszystko dotychczasowe, bo przecież wiadomo, że samo nic się nie zmieni, my musimy to zrobić, nie bać się nowego, spróbować. Jak się nie uda, to znów zmienić. Przecież to tylko życie. Tak było z marzeniami o własnej stajni i rekreacji konnej. Konie w moim życiu były od dawna, bo obaj synowie jeździli konno już w podstawówce. Młodszy nawet kształcił się w tym kierunku i zdobył kilka uprawnień związanych z rekreacją konną. Dlatego też, z Nowego Miasta Lubawskiego, gdzie się urodziłam, wyprowadziliśmy się pod Szczytno. Znajomy, którego nazywam człowiekiem lasu, znalazł nam odpowiednie siedlisko w lesie, na odludziu, ze stajnią, z innymi budynkami gospodarczymi, z domem, pastwiskami, nawet ze stawem. I też na Mazurach, bo najbardziej je lubię. Są piękne, swojskie, różnorodne i ciekawe. Jeszcze niezadeptane, i są marzeniem wielu ludzi. To moje miejscem na ziemi. Poza tym są inspirujące. Znając siebie, domyślałam się, że przygoda z końmi potrwa z pięć lat. Posmakuję leśnego i stajennego życia i znów wymyślę coś nowego. Jednak to był tak piękny czas, że pozwoliłam mu trwać kilkanaście lat. Cokolwiek robiłam, zawsze były ze mną książki. Przeczytałam ich pewnie z kilka tysięcy. Książkami jest przepełniony mój świat. Cenię ludzi, którzy czytają. Czytam również poezję, ale dla niej muszą zaistnieć – specjalny czas i klimat, jakieś moje szczególne nastroje i potrzeby. Dla poezji potrzebuję ciszy, bo ona też ją lubi. Potrzeba poezji wynika z głębi. Wychowałam się na Gałczyńskim, uwielbiam Osiecką. Nie mam ulubionego poety. Mam ulubione wiersze albo tylko ich fragmenty – Wczoraj, kiedy twoje imię ktoś wymówił przy mnie głośno, tak mi było, jakby róża przez otwarte wpadła okno… 


W lesie zaczęłam pisać pierwszą książkę. Od półtora roku mieszkam z mężem w Szczytnie i nadal piszę, bo kocham to, bo mam swoje grono czytelników, bo dostaję od nich dowody sympatii. A na co dzień żyję jak miliony polskich kobiet – zwyczajnie, czyli gotuję pomidorówki i rosoły, obieram ziemniaki i smażę filety z kurczaka. Prasuję i jak trzeba, to przyszywam guziki. Płacę rachunki i wkurzam się, że tyle tego. Jest i niezwyczajnie. Kalejdoskop. Jak czuję zew lasu i łąk, to jadę do nich. Tam obserwuję parę żurawi, która od kwietnia, do prawie listopada, przebywa nad moim stawem. Lubię miejskie życie, ale odludzie też, to dwie zupełnie inne bajki.


Podobno przygodę z pisaniem rozpoczęła Pani w momencie, gdy zajmowała się rekreacją konną. Czy możemy zatem uznać, że natchnęło Panią piękno przyrody? A może pisaniu sprzyjał czas, który odnalazła Pani w tym wyjątkowym miejscu?


 W lesie zaczęłam pisać pierwszą książkę, ale pisanie zaczęło się już w dzieciństwie. Pisałam wierszyki i opowiadania dla siebie. Raz wzięłam udział w konkursie poetyckim. Jak nastał Internet, trochę udzielałam się na forach dla ludzi piszących. Umieściłam tam bodajże trzy krótkie opowiadania. Życie w lesie z pewnością sprzyja pisaniu, dlatego w obu moich książkach jest trochę opisów przyrody.


„Tatuaże podświadomości” to Pani kolejna książka. Swobodna kontynuacja pierwszej, „Powiedz, że mnie kochasz, mamo”. Obie pozycje ukazują problemy, z którymi muszą mierzyć się osoby z syndromem DDA. Czy wybór tak istotnej tematyki był jedynie przypadkiem?


Napisałam o tym, ale równie dobrze mogłam napisać o samookaleczaniu się młodej osoby, czego byłam świadkiem, albo o ucieczce z domu, w którym rodzice żyją razem tylko dla dzieci, pozornie stwarzając im ciepłą rodzinę.  Myślą, że dzieci są ślepe, nie zauważają gry. A one uciekają do stajni… bo konie wyciszają, w ogóle zwierzęta mają kojący wpływ na człowieka. W lesie miałam też kozy, króliki, a nawet indyka spacerującego po podwórku. I złośliwego koguta. Intrygują mnie takie chmurne tematy. Lubię też czytać takie książki. Nie pierwszy raz jestem pytana, dlaczego właśnie taki temat. Czyżby pytanie oznaczało, że takie trudne i bolesne sprawy rzadko są poruszane przez pisarzy? Czy, jeśli ktoś napisze piękną i słodką powieść o miłości, też słyszy pytanie – dlaczego? Pisać można o wszystkim. A nawet trzeba. Moja trzecia powieść, która już jest gotowa, też ma w sobie wiele tragizmu, choć ogólnie jest ciepła i optymistyczna, z pięknym zakończeniem. Czerpię z życia i z fantazji. Miksuję i wychodzi opowieść. W stajni usłyszałam najpiękniejsze zdanie od jednej z koniarek – chciałabym, aby to pani była moją mamą. Popłakałam się. Ludzie to kopalnia tematów, trzeba tylko uważnie ich słuchać, i to tych, co mówią najmniej. Ich jedno zdanie potrafi być powieścią, jak to, które przytoczyłam. Bo trajkoczących jest pełno. Zagłuszają tych, co wołają o pomoc, co mówią milcząc. W Polsce DDA jest ponad milion, ale przecież nie każdy  się ujawnia, pewnie jest ich kilka milionów. Trzeba o tym pisać i mówić, bo dzieciństwo to podstawa dorosłości, to jej fundamenty, a one muszą być solidne. To na nich powstaje  dom na całe życie. DDA te fundamenty mają kruche… Jakość dzieciństwa ma wielki wpływ na jakość dorosłości. Warto mieć świadomość, gdy się jest rodzicem. Niestety, nie wszyscy rodzice ją mają. Każde dziecko inaczej przeżywa trudne dzieciństwo i w każdym zostają inne ślady, które mogą mieć wpływ także na relacje rodzeństwa już w dorosłości.


Podobno Pani pierwsza książka spotkała się z szerokim odzewem. Czy może Pani o tym opowiedzieć? Zdradzić kto i dlaczego odzywał się do Pani. Proszę także powiedzieć, czy to właśnie sugestie czytelników skłoniły Panią, by napisać kontynuację?


Po ukazaniu się „Powiedz, że mnie kochasz, mamo”, zostałam dosłownie zalana mailami. Naprawdę, były ich dziesiątki. Pisały czytelniczki, choć i jeden pan się odważył. Opisywały mi swoje bolesne życie. Utożsamiały się z powieściową Gabrysią. Niektórzy napisali wprost, że to książka o nich. Czytelniczki okazywały mi wielką wdzięczność, bo dzięki opisanej historii uporządkowały swoje relacje z apodyktycznymi matkami. Niektóre pisały, że  postanowiły pójść do psychologa, aby pomógł im się uporać z przeżytymi w dzieciństwie traumami. Aż trudno mi samej uwierzyć w taki odzew.  To był dla mnie czas zarówno piękny, jak i trudny. Bo z jednej strony to radość z tego, że moje pisanie coś dało, podoba się, jest nawet dla kogoś wskazówką, impulsem do zmian, ale z drugiej, było mi smutno, że tyle osób w ciszy i samotności toczy wewnętrzne walki z tym, czego kiedyś doświadczyli. A przecież tylko nieliczni się odezwali i nieliczni czytali moją książkę. Mają rodziny, znajomych, pracę, sąsiadów, a z problemem zmagają się sami. Mężczyzna, który też napisał, zwierzył mi się, że żył z żoną, która była DDA. Nie udźwignął tego związku, bo DDA za bardzo kochają, albo boją się kochać, zbyt dużo wymagają, zbyt głęboko analizują, nie radzą siebie z najmniejszą krytyką.  To trudne związki, nie każdy podoła. On nie podołał.


Często czytelnicy po przeczytaniu jakiejś książki opisują na FB swoje odczucia, polecają ją, pokazują jej zdjęcie, nawet streszczają. To miłe dla autora, bo jest rodzajem promocji jego twórczości. Ci, co pisali do mnie, nie chwalili się publicznie przeczytaniem mojej książki, wstydzili się, a nawet bali, aby ktoś znajomy nie utożsamił tytułu i fabuły z ich dzieciństwem. Tę lekturę przeżywali w samotności i milczeniu. W skryciu. Wszystkim starałam się odpisać kilka słów. Nie były to rady, lecz kilka ciepłych, krzepiących zdań, bo przecież nie jestem psychologiem, nie mam wiedzy, która by mnie upoważniała do porad, bo jest powierzchowna. Z niektórymi nadal koresponduję albo nawet poznaliśmy się osobiście. Kontynuacja tematu w „Tatuażach podświadomości” była nieco wymożona na mnie. Nie miałam pojęcia, że powstanie, nie od razu to wiedziałam. Ponieważ w książce jest tyle samo prawdy co fantazji, napisałam kontynuację, bo wiele się zdarzyło w życiu prawdziwych postaci, jak i samo się dopisało w mojej głowie fikcji.


Fakt, że w Pani przypadku słowo pisane poruszyło wiele osób, należy uznać za sukces. Jak czuje się Pani z tą świadomością?


Sukcesem jest wydanie pierwszej powieści, bo debiutanci mają bardzo trudno. Myśląc o moich książkach, nie myślę o sukcesie. Sukcesem jest sprzedanie miliona egzemplarzy i przetłumaczenie na inne języki. Sukcesem jest przeniesienie książki na ekran. Mam świadomość, że jest spora grupa czytelników moich książek i dalej nie wybiegam. To bardzo miłe uczucie, chce się pisać kolejne powieści. To maleńki sukces, który daje mi ogromną radość.


„Tatuaże podświadomości” to swobodna kontynuacja pierwszej Pani powieści. Czy i tym razem dowodzi Pani, że z przeszłością należy nauczyć się żyć. Gabrysia,  główna bohaterka, zdołała tego dokonać. Może więc powinniśmy czerpać z jej przykładu?


 Jestem pewna, że każdemu autorowi jest miło, gdy książka coś wniesie w życie czytelnika, zostanie na dłużej. Albo, gdy ukryte między wierszami przesłanie, zostało dostrzeżone. Chciałabym, aby osoby, które kiedyś przeżyli jakiekolwiek zło, w końcu uporali się z nim, oswoili je, jak Gabrysia. To się da, ale leczenie ran zaczyna się w nas samych. Duży wpływ mają osoby z naszego otoczenia. Na imieniny czy urodziny, zawsze życzę solenizantom pięknych ludzi wokół, bo to jest bardzo istotne. Ludzie empatyczni, o wielkich sercach, bezinteresowni, zdolni do przyjaźni, mają pozytywny wpływ na nas, dobroczynny. Nimi warto się otaczać. Toksycznych, malkontentów, i wszelkich emocjonalnych wampirów usuwamy ze swojego świata. Wiem, że coś spowodowało, że nie potrafią budować pozytywnych relacji z ludźmi, dlatego warto próbować im pomóc, ale to nie zawsze się udaje, bo oni sami muszą tego chcieć. Sami muszą zauważyć, że sieją zło. Chciałabym, aby moja Gabrysia była wzorem, a porządki, które zrobiła w swojej głowie, naśladowali inni.


Aby poznać Gabrysi sposoby na uporanie się z chmurną przeszłością, trzeba przeczytać „Tatuaże podświadomości”, nie ma innego sposobu.  Ona oswoiła tamto dawne zło, zaczęła dostrzegać piękno swojej codzienności, piękno prozaicznych rzeczy,  żyć teraźniejszością. Zachęcam do lektury.

 

Czy przez wzgląd na podobieństwo zainteresowań, możemy utożsamiać jedną z bohaterek, która mieszka za miastem, na odludziu, w lesie, a dawniej prowadziła rekreację konną, z Panią?


 Można. Ma tak samo na imię, jak ja. Grażka jest  przyjaciółką Gabrysi i Teresy. Pisze wiersze i opowiadania. I na błagalną wręcz prośbę Gabrysi, napisała dla niej książkę, czerpiąc z ich długoletniej przyjaźni. Ze zwierzeń, z korespondencji, ale jak napisałam w epilogu, fikcja splata się z prawdą, i Grażka też jest postacią trochę zmodyfikowaną.  W obu książkach jest dużo rozmów, które zostały przytoczone dosłownie, jak i korespondencji, zwłaszcza w pierwszej. Autentyczne jest oczekiwanie na wydanie „Powiedz, że mnie kochasz, mamo”, i wymożenie na mnie kontynuacji tej historii. Utkwił mi w pamięci list, który nie dawał mi spać – Grażka, przeczytałam twoją książkę i chciałabym tę historię czytać dalej, poznać ją od strony Gabi matki. To był mocny impuls… W „Tatuażach podświadomości” jest wątek historii odwróconej. Proszę przeczytać obie książki. Spełniłam prośbę z listu.


„Tatuażom podświadomości” nadała Pani także drugi tytuł. Proszę zdradzić jego brzmienie i wyjaśnić, jak dokonała Pani ostatecznego wyboru?


Tytuł „Tatuaże podświadomości” od razu zrodził się w mojej głowie, zanim napisałam pierwsze zdanie powieści. Wyobraziłam sobie, że minione życie, dobre i złe, z całą swoją różnorodnością, osiada na naszej podświadomości tatuażami, na zawsze. W trakcie pisania prowadziłam Gabrysię w kierunku wyższego poziomu szczęścia, bo marzyła o tym. Stawała się coraz bardziej szczęśliwa, lekka. Udało mi się, bo w pewnym momencie stwierdziła, że jest ptakiem. Czuła, że osiągnęła wyższy poziom szczęścia, pomimo tego, co przeżyła w dzieciństwie. Chwaliła się tym stanem przyjaciółkom… No i zaistniał dylemat, czy „Wyższy poziom szczęścia” nie jest lepszym tytułem. Jednak tatuaże wygrały. Uznałam, że w tej metaforze jest ukryta filozofia, która zaintryguje czytelnika.


Oczywiście nie wszyscy zdążyli sięgnąć po książkę, dlatego warto zapytać, jak Pani zachęciłaby Czytelników do lektury?


Kochani, czytajcie książki, moje i nie moje, bo „czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła” – Wisława Szymborska.

 

Czy z czasem planuje Pani wydać kolejne książki? Jeśli tak proszę zdradzić, czy myślała już Pani nad tematyką godną poruszenia?


Mam gotową trzecią książkę i nadzieję, że ukaże się w przyszłym roku. Pisałam ją emocjami. Nie chcę wiele  zdradzać, powiem tylko, że też porusza problem przebaczania, ale zupełnie innego, i życie po śmierci ukochanej, młodej osoby. Radzenie sobie z bólem nagłego odejścia. Jestem pewna, że czytelnicy uronią niejedną łzę. Piszę czwartą.


Dziękuję za udzielone odpowiedzi. Czego mogę życzyć na przyszłość?


I ja dziękuję za poświęcony czas. W moim przedemerytalnym wieku najmilsze są dla mnie życzenia zdrowia, zwłaszcza dobrej kondycji tych kręgów, które są najbardziej zaangażowane, gdy piszę na komputerze, oraz oczu. Jestem szczęśliwą i spełnioną kobietą, i życzenia takiego stanu przesyłam wszystkim zwyczajnym kobietom, bo one są wyjątkowe, ale często nie są tego świadome.

 

Od 2 do 10000 znaków

Znajdź nas na Facebooku

Partnerzy

Subiektywnie o książkach
Dwumiesięcznik SOFA
Wydawnictwo Psychoskok
Wydawnictwo MG
Kuźnia Literacka
Zażyj Kultury
Fundacja  Polonia Union
Kulturalne rozmowy