„Każde z opowiadań jest odrębnym bytem literackim“ – wywiad z Leszkiem Brywczyńskim

Obrazek artykułu
Wywiad z Leszkiem Brywczyńskim, autorem zbioru opowiadań „Mity i androny“. Zebrane w pozycji utwory są zróżnicowane stylistycznie i tematycznie, we wszystkich znajdziemy jednak błyskotliwe dialogi i cenne przesłanie.

Lech Brywczyński jest doświadczonym autorem, który sprawdzi się w roli dziennika, dramatopisarza, poety i tłumacza angielskich powieści fantasy. Tym razem do rąk czytelników trafia zbiór opowiadań „Mity i androny“.


Jest to zróżnicowana tematycznie i stylistycznie pozycja, w której każdy utwór stanowi odrebny byt literacki. Jak zapewnił autor: „znaleźć można zarówno tytułowe mity, czyli teksty o pewnym ładunku metafizycznym, jak też takie, które bardziej przypominają androny, traktują bowiem o materiach lżejszych i bardziej przyziemnych“.


Panie Leszku, Czytelnicy dopiero zaczynają Pana poznawać, dlatego na początek warto zapytać, czy zechce Pan pokrótce przedstawić swą osobę?


 - Skoro mam 60 lat, a czytelnicy dopiero zaczynają mnie poznawać, to jedno jest pewne: kariery literackiej już nie zrobię. Na to i na wiele innych rzeczy jest w moim życiu za późno. Rozumiem to i podchodzę do sprawy z pogodnym, filozoficznym dystansem.


Twórczością literacką zajmuję się od lat, ale do tej pory miało to charakter niszowy. Publikowałem wiersze, dramaty, opowiadania i eseje w mediach, mających ograniczony krąg odbiorców: w niskonakładowych pismach literackich, zinach, kulturalnych serwisach internetowych, niekiedy w czasopismach popularnonaukowych.


Jeśli nawet osiągałem jakieś sukcesy, to również miały one charakter niszowy. Tak np. zbiór dramatów jednoaktowych "A jak Ajakos" został wybrany Elbląską Książką Roku 2011 w konkursie Fundacji Elbląg; na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie obroniona została praca magisterska pani Joanny Bień pt. "Dramaturgia Lecha Brywczyńskiego w kontekście konceptualizmu literackiego w dramatach Karola Irzykowskiego"; jedno z krakowskich wydawnictw umieściło dramat "Sopa paraguaya" w książce, mającej przygotować licealistów do matury z polskiego "JĘZYK POLSKI Matura 2005"; jednoaktówka "Brzemię królów" została wystawiona w Kaliningradzie, podczas Festiwalu «Teatralne Ciastko-IV», zorganizowanego przez Autonomię Polaków «Polonia», a dramat jednoaktowy "Ajakos" został opublikowany w 2014 r. w przekładzie na czeski w magazynie literackim PROTIMLUV z Ostrawy.


Dopiero jednak zbiór opowiadań "Mity i androny" dał mi szansę, by zaprezentować moją twórczość szerszej grupie czytelników i poddać ją pod ocenę rynku wydawniczego.

Dodam jeszcze, że jestem rozwiedziony, mam dwoje dorosłych już dzieci.


Z krótkiej notki biograficznej wiemy, że ma Pan wiele wspólnego z literaturą. Jest Pan bowiem doświadczonym dziennikarzem, dramatopisarzem i poetą. Warto zapytać, kiedy „związał” Pan swój los z literaturą i jak przebiegała Pana ścieżka od tłumacza angielskich powieści fantasy do pisarza?


- Zaczęło się w 1990 r. od przekładów literackich, przetłumaczyłem wówczas z angielskiego trzy powieści fantasy Michaela Moorcocka. Pracę tłumacza wspominam bardzo dobrze - to naprawdę wolny zawód, tyle że wymagający dokładnego planowania swojego czasu pracy. Było to dla mnie ciekawym doświadczeniem życiowym i literackim, zmuszało do zwracania uwagi na słowa, na wieloznaczność i umowność znaczeń, jakie słowom przypisujemy.


Kiedy przekłady się skończyły, zająłem się lokalnym dziennikarstwem. Wydawałem własny miesięcznik, a potem pracowałem m.in. w „Elbląskim Magazynie Ilustrowanym” i "Kurierze Elbląskim". Dopiero w 1999 r., nie przerywając aktywności dziennikarskiej, wróciłem do twórczości literackiej.


Ponieważ najczęściej publikował Pan dramaty jednoaktowe, a w międzyczasie był nagradzany w konkursach poetyckich i realizował się Pan jako dziennikarz, proszę zdradzić, czy któraś z tych literackich form jest Panu bliższa lub ma dla Pana szczególne znaczenie?


 - Z upływem lat stopniowo odchodziłem od poezji, zajmując się przede wszystkim pisaniem dramatów jednoaktowych. Napisałem ich łącznie ok. 40. Dramat to zwięzła, mocna forma wyrazu, która pozwala skupić się na tym, co najważniejsze, rezygnując z dodatkowych opisów, ozdobników itp.


Zdecydowałem się na to, mimo iż wiedziałem, że jest to wybór karkołomny: teatr na dramaty nie czeka, a czytelnik odzwyczaił się od ich lektury. Niektóre czasopisma literackie, z którymi się kontaktowałem, zastrzegały, że nigdy dotąd nie publikowały dramatów, moje jednoaktówki były pierwszymi tego typu tekstami, jakie ukazały się na ich łamach.


Tym razem oddał Pan w ręce czytelników „Mity i androny”. Jest to zbiór opowiadań o tematyce obyczajowej. Proszę opowiedzieć, kiedy i jak narodził się pomysł na tę pozycję?


 - Te opowiadania pisałem w ostatnich latach, zupełnie nie myśląc o wydaniu ich w zbiorczej publikacji. Niewielu miały czytelników, ale ci, co je czytali, odbierali pozytywnie, z zainteresowaniem. Niektórzy wręcz domagali się ode mnie napisania dalszego ciągu jakiegoś konkretnego opowiadania, tak bardzo wciągnęła ich fabuła. Dotyczyło to na przykład opowiadania "Furtka do przeszłości".


To zachęciło mnie do podjęcia ryzyka i wydania zestawu wybranych opowiadań w formie książkowej. 


Podobno wymowny tytuł „Mity i androny” można potraktować jako wskazówkę zdradzającą, co znajdziemy w pozycji. Czy mógłby Pan ułatwić odczytanie jej czytelnikom, którzy poczuli się zagubieni, słysząc o andronach i  mitach?


 - "Mity i androny" to zbiór opowiadań, w którym znaleźć można zarówno tytułowe mity, czyli teksty o pewnym ładunku metafizycznym, jak też takie, które bardziej przypominają androny, traktują bowiem o materiach lżejszych i bardziej przyziemnych. Podział taki bywa zresztą zwodniczy: w każdej głębszej historii pojawiają się wątki lżejszego kalibru, a w prostych historyjkach odkryć można niekiedy jakieś poważniejsze, nieoczywiste podteksty. Metafizyka wynika czasem z banału i w nim się przejawia, zaś wielkie idee rozmieniają się na drobne w codzienności. Niczym w chińskiej filozofii taoistycznej, gdzie przeciwieństwa są względne, a każda rzecz zawiera w sobie pierwiastek swojej antytezy. 


Starałem się jednak, żeby była to książka łatwa w odbiorze, napisana przystępnym, komunikatywnym językiem. Dążyłem do zwięzłej formy i żywych dialogów, aby to osiągnąć, korzystałem ze swoich doświadczeń dziennikarskich, a także dramaturgicznych. Najdalej w tym poszedłem w opowiadaniu "Klaudia z innego świata", które przedstawia perypetie autora, piszącego dramat i fragmenty tegoż dramatu w sobie zawiera.


„Mity i androny” to bardzo zróżnicowany zbiór. Każde z zawartych w nim opowiadań ma własny klimat oraz porusza inną tematykę. Wszystkie razem stanowią natomiast swojego rodzaju moralitet. Zapoznanie z tekstem zawsze bowiem stawia wiele pytań. Czy skłanianie czytelników do refleksji jest nadrzędnym celem tej pozycji?


 - Pisząc, nigdy nie stawiam sobie moralizatorskich ani edukacyjnych celów.  Napisanie każdego tekstu wynika z mojego zainteresowania określonym tematem; z tego, że widzę jakiś interesujący problem albo pytanie, na które nie umiem znaleźć odpowiedzi. Wówczas próbuję przedstawić to zagadnienie przy pomocy fabuły, żeby skłonić do refleksji i siebie samego i czytelnika.


Waga tych problemów i pytań bywa rozmaita, od banalnych po bardzo istotne i fundamentalne. Rozmaity bywa też w poszczególnych opowiadaniach klimat i styl prezentacji wspomnianych problemów. Tak np. "Klaudia z innego świata" to walka pisarza z materią, którą opisuje i przez którą zostaje wchłonięty, "Drzewo" to mini-traktat na temat relacji człowieka z naturą, "Domek przy lesie" to dzieje pewnego osobliwego romansu, a "Furtka do przeszłości" to próba realizacji odwiecznego marzenia człowieka o podróży w czasie.


Nie można także nie wspomnieć, że poszczególne opowiadania wykazują odmienność gatunkową i „jakościową”. Obok przekazu metafizyczno-filozoficznego znajdziemy przecież pastisz literatury szpiegowskiej, czy bardzo prosty, i może, dzięki temu prawdziwy tekst. Czy to zróżnicowanie jest przemyślanym zabiegiem, czy wynikiem „twórczego przypadku”?


 - Każde z tych opowiadań jest odrębnym bytem literackim. Nie były one pisane z myślą o złożeniu z nich zbioru. Stąd zróżnicowanie tematyczne, stylistyczne i wszelkie inne. To, że taki zbiór powstał i, że wchodzące w jego skład opowiadania komponują się mimo wszystko w pewną w miarę spójną całość, jest sprawą wtórną.


Pamiętam, że krytycy literaccy, pisząc o moich jednoaktówkach, próbowali podzielić je na grupy tematyczne: teksty współczesne i historyczne, "frasobliwe i zabawne", zajmujące się problemami sztuki lub nie itd. Moim zdaniem tego typu systematyzacja niewiele wyjaśnia. Czy istnieje np. coś takiego, jak sztuki historyczne? Szata historyczna bywa zazwyczaj sposobem na pokazanie bardzo współczesnych problemów; czasem nawet sposobem lepszym, niż ulokowanie akcji we współczesności. A komedia tylko wówczas jest śmieszna, kiedy dotyka spraw naprawdę poważnych, w przeciwnym razie mamy do czynienia nie z komedią, a ze skeczem.


Zróżnicowana tematyka opowiadań to gwarancja, że natkniemy się na wiele motywów. Jednym z nich jest miłość. Warto zadać ryzykowne pytanie. Czy „Mity i androny" można potraktować jako zbiór opowiadań o miłości?


 - W przypadku niektórych opowiadań na pewno tak, choć oblicza miłości bywają w tym zbiorze bardzo różne. Uczucia bohaterów są tu z reguły zamaskowane powłoką ironii, wstydliwie ukrywane w głębi psychiki, ośmieszane lub opatrzone licznymi znakami zapytania, przejawiają się częściej w czynach niż w gromko wypowiadanych słowach. Bohaterowie niektórych opowiadań walczą o swoją miłość ("Domek przy lesie"), czasem nawet nawet w imię miłości przenoszą się w inny wymiar ("Klaudia z innego świata") lub w inne czasy (Furtka do przeszłości"). W opowiadaniu "Złodziej przychodzi dwa razy" miłość nie jest pierwotnym motywem działania, ale na koniec staje się ona jego ubocznym produktem.


Podmiot liryczny opowiadania "Zapiski starego ramola" to człowiek w moim wieku, którego myślenie o miłości powinno pozostawać raczej w sferze spekulacji intelektualnych niż realiów. Ale pisząc niektóre inne opowiadania starałem się myśleć i czuć jak człowiek młody. Mam nadzieję, że zrobiłem to wiarygodnie, że trochę duchowej młodości jeszcze we mnie pozostało.


Panie Leszku, w tym miejscu warto zapytać, w jaki sposób chciałby Pan zachęcić jeszcze niezdecydowanych do lektury?


 - Niezręcznie jest uprawiać autoreklamę i wskazywać na rzeczywiste lub domniemane atuty własnych tekstów. Ale z drugiej strony mam świadomość tego, że moje nazwisko niewiele czytelnikowi mówi, więc bez specjalnej zachęty po moją książkę nie sięgnie. Powiem więc tylko, że zbiór opowiadań "Mity i androny" może być ciekawą lekturą dla tych Czytelników, którzy chcieliby znaleźć elementy metafizyki w zwykłym, codziennym życiu i którzy wolą stawiać pytania niż szukać na nie łatwych, prostych odpowiedzi.


Oczywiście nie można nie zapytać, czy z czasem pojawią się kolejne książki? Jeśli tak może jest już jakiś zamysł?


 - Mam w planach napisanie kilkunastu opowiadań, które złożą się na następny zbiór. Do tej chwili napisałem już cztery opowiadania, zaczynam piąte, więc gdzieś w połowieprzyszłego roku wszystkie teksty powinny być gotowe. Dopiero wtedy pomyślę o tytule nowej książki, bo powinien on być w jakimś sensie wypadkową treści wszystkich opowiadań. 


Kończąc, należy podziękować za udzielone odpowiedzi i zapytać, czego można życzyć Panu na przyszłość?


 - Przede wszystkim zdrowia. Od dziesięciu lat choruję na serce (kardiomiopatia, arytmia, migotanie przedsionków), co w pewnym stopniu ogranicza wydolność organizmu i odbiera siły. Nauczyłem się z tą chorobą żyć, dlatego jestem pewien, że zdołam zrealizować przynajmniej niektóre plany literackie oraz życiowe.

 

Od 2 do 10000 znaków

Znajdź nas na Facebooku