Katarzyna Bonda: Powtórzyć sukces jest jeszcze trudniej, niż odnieść go po raz pierwszy” – nie w tym przypadku!

Obrazek artykułu
Katarzyna Bonda – niepokorna, silna i bezkompromisowa autorka kryminałów. Z pasji i przekonania, że warto się poświęcić temu, co się kocha, zdobyła szczyty list bestsellerów ostatnich lat.


Wprowadziła do literatury pojęcie profilera, a jej tetralogia o Saszy Załuskiej, która kończy się Czerwonym pająkiem (premiera: maj 2018), zajrzała do najdalszych domostw. O tworzeniu, trudzie i lansie rozmawiała z naczelną portalu Obcasy.pl Moniką Rebelak.


Margot Fontaine powiedziała: „Powtórzyć sukces jest jeszcze trudniej, niż odnieść go po raz pierwszy”. W Pani przypadku to nie funkcjonuje. Każda pojawiająca się książka jest bestsellerem.


  • W ogóle nie traktuję tego w kategoriach sukcesu. Kiedy siadam do książki, nie zakładam, że tak właśnie się stanie. Mierzę się wtedy z osobistą górą. Jest to swego rodzaju gra jednej na jedną – książka i ja. Ta walka musi się odbyć we mnie. I w momencie kiedy zawładnę tą przestrzenią – wejścia na górę – to wtedy ją pokonam. Wszystko odbywa się w czterech ścianach, przy moim biurku, niewidoczne, choć bolesne, bo ponoszę bardzo wiele porażek. I one są tu kluczem. Czytelnik czuje szczerość mojego zaangażowania i wielką chęć opowiedzenia konkretnej historii. To, co się dzieje wokół, w sensie sukcesu komercyjnego, czyli sprzedaż, to jest już zasługa mojego wydawcy.


Wszystko w jego rękach!

  • Taka jest prawda. Mam dobrego wydawcę i bardzo dobrego partnera w jednym. To tak jak w małżeństwie. Jeśli wybierzemy dobrego męża, to będzie lżejsze życie. Jeśli żyjemy z kulą u nogi, z kimś, kto podcina nam nieustannie skrzydła, to daleko nie zajdziemy. Bardzo zwracam uwagę na to, z kim pracuję, kto jest moim sojusznikiem i z kim walczę!


Ale wracając do sukcesu…

  • Owszem, osiągnęłam taki poziom, że podając tytuł książki, nie muszę tłumaczyć, kim jest jej autor. Mówię: „Bonda” i wszyscy wiedzą, o kogo chodzi. Ale najważniejsze nie są pieniądze, chwała, tylko ten rodzaj wejścia do serc czytelników. Osiągnęłam taki poziom, którego już nie przeskoczę.


I udało się Pani zawładnąć sercami milionów…

  • O tak, widać to po wysprzedanych egzemplarzach, poprzez liczbę krajów, które wykupiły moją książkę, czyli tłumaczeń i samych czytelników. Ten sukces jest widoczny również w aspekcie finansowym. Moje życie się poprawiło. Myślę, że w tych kategoriach też warto patrzeć.


Czy pojawiła się myśl przy pisaniu kolejnej: czy będzie tak dobra?

  • Było bardzo trudno ten przysłowiowy tron utrzymać. Miałam takie odium – napiszę tę książkę, ale czy jej nie położę na tyle, że będzie źle?


Chodziło o nadmierną troskliwość? O dopieszczenie i myślenie w zindywidualizowany sposób nad każdą osobą?

  • Tak, bo bardzo szanuję każdego czytelnika. Ludzie mi to oddają. Przyjeżdżają z drugiego końca Polski, czasem i ze świata, na moje spotkania. Przynoszą różnego typu prezenty. Niedawno byłam w Gdańsku na targach i ludzie przynieśli mi śledzie, bo wiedzą, że nie jadam cukierków, ale śledzie lubię, i owszem. Znają takie szczegóły z mojej egzystencji. Kiedy dostaję gift i widzę, że ktoś dopasował ten przedmiot do mojej osobowości, zadał sobie trud, żeby mnie poznać, to mnie to absolutnie ujmuje. Wracam wtedy do takiej przestrzeni skromnej i szczerej Kasi Bondy – małego dziecka, które jest ciekawe świata. I ta ciekawość jest niezbędna w przypadku osób, które zajmują się pisaniem. Same spotkania z czytelnikami to za każdym razem rodzaj święta.


Na które szczególnie trzeba się przygotować?

  • Oczywiście! Zawsze to mówię. Dzisiaj wszyscy to kopiują, ale jeszcze parę lat temu pisarze nie przywiązywali takiej wagi do swojego stroju. Przychodzili w swetrze, tak jak chodzili. Poprzez strój, uśmiech wyrażam swój szacunek do czytelnika, choć na początku dostawałam za to po głowie. Wylewano na mnie wiadro zimnej wody z powodu ubioru.


Zarzucano, że się Pani lansuje?

  • Tak. Przede wszystkim, że jestem próżna…


No właśnie, co z tym narcyzmem?

  • Jest rozbudowany maksymalnie. Jestem absolutnie narcystyczna i skupiona na sobie.


Czy tak jest od dzieciństwa? Jako skutek „kloszowania” i dawania poczucia wartości przez rodziców?

  • Na pewno ten background z domu jest ważny. A poziom rozpieszczania wynika z faktu, że wzrastałam w poczuciu, że mogę wszystko. Jeżeli będziesz mocno pracować, będziesz merytorycznie wiarygodna – ten rodzaj warunku musi być spełniony – to osiągniesz sukces. To, że byłam rozpieszczana, to jeszcze nic, to nie było na pusto. Miałam w sobie duży potencjał pracy. Od dzieciństwa grałam na fortepianie. Jeżeli nie ma się tego wyniesionego z domu, to można to, owszem, później zbudować w dorosłym życiu, ale wymaga to odpowiedniej terapii i odpowiednich ludzi wokół, którzy ci to dadzą. Ja to miałam.

Od 2 do 10000 znaków

Znajdź nas na Facebooku