Jerzy Stuhr: "Tak sobie myślę..."

Okładka
Książka "Tak sobie myślę..." jest pamiętnikiem, który powstał z potrzeby serca z czasu, kiedy autor toczył walkę o swój dalszy los. Mimo że w większości są to zapiski powstałe w trakcie pobytu w różnych szpitalach, nie są bezpośrednio związane z walką z chorobą. Absolutnie nie ma tu miejsca na użalanie się nad sobą i swoją sytuacją. Mimo doświadczanej bezradności, upokarzających sytuacji, fizycznej bezsilności...
Choroba jest gdzieś w tle. Autor skupia się na tym, co go porusza w bieżącym życiu politycznym i kulturalnym, co zaobserwował, co uznał za warte skomentowania, co chce przekazać następnym pokoleniom, wnuczce, na którą bardzo czeka. Jest to więc pokaźny zestaw bystrych obserwacji doświadczonego człowieka o niezwykłej inteligencji, która pozwala mu niejednokrotnie na uszczypliwą ironię wobec bezsensu i głupoty rzeczywistości, z jaką niejednokrotnie stykamy się na co dzień. Genialny aktor promuje coraz mniej popularne wartości – rodzinę, przyjaźń, uczciwość, prawdę, szacunek do innych i do samego siebie. Interesowność, gwiazdorstwo, pazerność, kłamstwo, szeroko rozumiana niechlujność – oto tylko niektóre zjawiska zaobserwowane w naszym społeczeństwie, na które zwraca uwagę i które go uwierają. Jego niezwykle inteligentne docinki i trafna ironia sprawiły, że niejednokrotnie o mało nie pękłam ze śmiechu. Końcowe „rozliczenie” z tego, co dobrego przyniósł czas szpitalnych doświadczeń, zrobił na mnie ogromne wrażenie – umiejętność wyciągnięcia dobra z tak trudnej sytuacji to sztuka, z którą nawet najbardziej doświadczony aktor mógłby mieć kłopot. Jerzy Stuhr nie miał. [jjon]

Czy można w ogóle recenzować książkę takiej osoby jaką jest Jerzy Stuhr? I co to znaczy recenzować? Podsumować? Oceniać?! Nie uważam się za osobę odpowiednią, aby oceniać pamiętnik tak wielkiego człowieka. Wielkiego mądrością, sercem, duchem i wiarą.
Jako dziecko pokolenia lat osiemdziesiątych wychowałam się na filmach z udziałem Pana Jerzego. Tych śmiesznych „Seksmisja”, „Kingsajz” i tych poruszających „Wodzirej” czy „Amator”. Nie sądziłam jednak, że w „Tak sobie myślę…” odnajdę jeszcze innego Jerzego Stuhra. Poznam kolejną jego odsłonę. Jako niezwykłego, choć szarego człowieka.
„Tak sobie myślę…” to jak mówi podtytuł „Dziennik czasu choroby”. Spodziewałam się więc, że autor sporo będzie o swojej chorobie mówił. Tymczasem nie. Na ponad dwustu pięćdziesięciu stronach możemy przeczytać o wszystkim. O polityce, o EURO 2012 (które właśnie teraz trwa), ale przede wszystkim o wydarzeniach w świecie kultury, teatru, filmu
i o otaczającej Pana Jerzego rzeczywistości. Czytamy o wszystkim, tylko nie chorobie, która przywołana jest zaledwie kilka razy w postaci lakonicznych informacji „Kroplówki do nocy” lub „Oto wpływ chemii na mózg” . Wiele jest natomiast dygresji, wspomnień związanych z tą czy inną osobą, nagrodą, czy wydarzeniem. A wszystko tak pięknie opisane, tak mądrze. I prosto. Styl, język, forma. Wszystko idealnie zgrane i płynące z głębi serca. Z całym szacunkiem dla redaktorów dziennika, sądzę, że nie mieli oni tutaj wiele pracy. Dziennik Pana Jerzego to wytwór serca i rozumu i nie można go poddawać jakimkolwiek prawom i regułom.
Są to zapiski niezwykłego w swej zwyczajności człowieka, aktora, reżysera i nauczyciela, dzięki którym dowiadujemy się, że mimo wszystko powinno się ŻYĆ. Codziennością, teraźniejszością, przyszłością. Czytać książki (dzięki Panu, na pewno sięgnę po knigę „Tajny dziennik” Białoszewskiego), oglądać filmy, śledzić bieżące wydarzenia, choć te czasami złoszczą i irytują i planować. Co będę robić za tydzień, miesiąc, rok. I dążyć do realizacji tych planów.
Nie będę oceniać pamiętnika Pana Jerzego Stuhra. Czytając go, czułam jakbym naruszała prywatną świątynię autora. Wchodziła do jego głowy i poznawała najskrytsze myśli, marzenia i wspomnienia. Byłam i jestem nadal zachwycona tym światem. I Panie Jerzy, zachęcił mnie Pan do przeczytania „Stuhrowie. Historia rodzinna”. Chcę poznać historię i losy Waszej rodziny. Bo teraz wiem na pewno, że są one niezwykłe tak jak Pan. [Magdalena Szewczyk]

„Tak sobie myślę…” to historia choroby znanego aktora napisana w formie pamiętnika.
Jerzy Sthur w książce tej wciela się w rolę obserwatora otaczającego Go życia, polityki, sztuki. Komentuje bieżące wydarzenia. Z początku nie zamierzał tego robić, ale stwierdził, że wobec pewnych zdarzeń nie można przejść obojętnie. Z obserwacji społeczeństwa i ich obyczajów wnioskuje, że kiedyś żyło się lepiej.
W książce „Tak sobie myślę…” autor pokazuje nam jak dumny jest ze swoich dzieci i ich osiągnięć. Z niecierpliwością czeka na narodziny swojej wnuczki. Opowiada też o swojej żonie, która wspierała Go w czasie choroby.
Jerzy Sthur w pewien sposób próbuje podsumować swój dorobek artystyczny. Wspomina role, które dla niego były niezwykle ważne, a widzowie o nich zapomnieli bądź nie chcą pamiętać.
Aktor wspomina swoich znajomych i przyjaciół. Krytykuje recenzentów, którzy według niego są tchórzami oraz gazety, które wypisują farmazony. W książce tej można przeczytać o słabościach Polaków, o ich tchórzostwie i bezwstydzie. O tym, ze dla ludzi liczy się tylko kasa. O religii i podejściu do niej i o tym, że ludzie są tacy wredni, że cieszą się z nieszczęść i porażek innych. Autor definiuje, co według niego znaczy prawdziwa inteligencja. A między tym wszystkim wtrąca zdania o chorobie i walce z nią. O chwilach zwątpienia i rezygnacji, o braku sił i bezsilności wobec niej, o upokorzeniu w chorobie. Sthur wyznaje, że boi się powrotu do życia po chorobie.
Stuhr napisał tę książkę, aby pokazać jak jest naprawdę. Chciał pokazać, że jest całkiem innym człowiekiem niż ludzie Go postrzegają. Często utożsamiają Go z jego rolami. Dlatego Jerzy Sthur pokazuje czytelnikom inną twarz, ujawnia swoje myśli, poglądy, przemyślenia.
„Tak sobie myślę…” jest napisana z humorem i nostalgią. Jerzy Sthur jest zadziwiająco dobrym i wnikliwym obserwatorem. Dokonuje trafnych ocen na temat tego, co widzi. Nie boi się skrytykować tego, co mu się nie podoba.
Książka jest świetnie wydana. Piękna twarda oprawa, książka jest szyta nieklejona. Piękny papier z marginesami, na których można robić notatki. Między zapiskami aktora jest wiele unikatowych zdjęć.
Książkę polecam absolutnie wszystkim. Zmusza do myślenia, zaciekawia, uczy, czasem bawi. Wierzę w to, że nikt nie będzie się nudził czytając ją. [Magadalena Paź]

Od 2 do 10000 znaków

Znajdź nas na Facebooku

Partnerzy

Subiektywnie o książkach
Dwumiesięcznik SOFA
Wydawnictwo Psychoskok
Wydawnictwo MG
Kuźnia Literacka
Zażyj Kultury
Fundacja  Polonia Union
Kulturalne rozmowy