Holyfood - dieta duchowa

Okładka
Nie sądziłam, że ktoś może jeszcze przedstawić Boga w zupełnie innym świetle niż do tej pory. Widzieliśmy i czytaliśmy już wszystko, czyż nie tak? A jednak nie! Czy to nie jest mały cud?
Podstawą dobrej diety jest woda. Podstawą wiary - Bóg. Dlaczego więc nie podłączyć się do Bożego źródła i nie czerpać podwójnych korzyści? Pan Hołownia prezentuje całkiem logiczne metody, które pomogą nam zmienić życie. I są to metody naprawdę skuteczne - myślę, że czytelnik jest w stanie to orzec, zanim jeszcze zacznie je stosować. Ile razy powtarzano nam, by dziękować dużo i często, a na bok odłożyć litanię niekończących się próśb! Nikt tak naprawdę nie wytłumaczył mi, czemu ma to służyć. Teraz już wiem i dostrzegam w tym wiele racji. 
Niesamowicie podoba mi się trzeźwe spojrzenie Autora na współczesną Polskę i Kościół. Widzi to, co złe i nazywa to po imieniu, ale nie robi bezsensownego rabanu. Na dodatek potrafi to ująć w bardzo zgrabne słowa. Żadnej książki o zabarwieniu religijnym nie czytało mi się tak przyjemnie, szybko i lekko. W połowie lektury stwierdziłam: dobra, panie Hołownia, poddaję się - jestem Pana fanką!
Bardzo uderzyło mnie porównanie Boga do zakochanego nastolatka. Właściwie wszystko w tej lekturze jest takie przejrzyste i trafne. Opowiadania i anegdoty, które zaserwował nam Autor, odbierałam całkiem dosłownie - zazwyczaj doszukuję się w takich opowiastkach drugiego dna, ale tutaj odpuściłam sobie myślenie i zdałam się na pana Hołownię. I, uwierzcie mi, anegdotka dobiegała końca, a Autor tak zręcznie wplatał w to temat wiary, że pozostawało mi tylko przytakiwać. Mogłabym podzielić się z Wami całym stosem cytatów, jakie sobie zaznaczyłam, ale musiałabym pewnie przepisać całą książkę.   To nie tylko poradnik dla nas - to niesamowicie osobista relacja samego autora. I jedyne, co mogę tej książce zarzucić, to fakt, że powinna być dłuższa. Więcej przepisów! Jestem głodna, a Wy?

Od 2 do 10000 znaków

Znajdź nas na Facebooku