Futbol i cała reszta czyli po prostu tak było.

Okładka
Książka piłkarska nieoparta na faktach? Nie, nie, to nie może być dobre. To była moja pierwsza myśl po odebraniu książki od listonosza.



Jednak pewną satysfakcję i chęć przeczytania „Futbol i reszta” miałem od początku – to była pierwsza nagroda z jakiegokolwiek konkursu internetowego. Uwierzyłem, że jednak się da ! Wystarczyło odpowiedzieć na trzy krótkie pytania. A co mi szkodzi, pomyślałem. Książek nigdy za wiele, a nawet jak będzie mało interesująca to przynajmniej powiększy moją kolekcję, która z miesiąca na miesiąc staje się co raz większa i różnorodna. (szpaner :))


Mimo, że akcja rozpoczyna się w 1982 roku (dopiero jedenaście lat później przyszedłem na świat) od pierwszego rozdziału, w jakiś magiczny sposób autor przenosi nas w czasy beztroskiego dzieciństwa, gdzie komputery dopiero powoli wchodzą do naszego codziennego życia i nie zakłócają w znaczący sposób trudnego i w większości przypadków biednego dorastania.


„Futbol i reszta” opowiada o kilku chłopcach z małego miasta Czeladź. Wychowani na typowo robotniczym osiedlu oprócz codziennego uganiania się za piłką i uprzykrzaniu życia dorosłym, nie mają zwyczajnie co robić. Szkoła? Przestańcie, sami dobrze wiecie, że tzw. blokowiska Gierka mają większe atrakcje niż edukacja. W „osiedlowym rankingu” bardziej ceni się umiejętność gry w piłkę niż recytowanie na pamięć wierszyka o murzynku Bambo. A i po sukcesach sportowych jakiś dziwnym trafem zachowanie naganne zmieniało się na świadectwie na dobre. I pan od wychowania fizycznego potrafił namówić panią z matematyki, że skoro tak wspaniale obliczyłeś ostatnio lot piłki w polu karnym przeciwnika i dostawiłeś nogę pod odpowiednim kątem, zrozumienie ułamków czy wzory skróconego mnożenia przyjdzie po prostu z czasem. Chłopcy nie mają łatwego życia, od najmłodszych lat trzeba wszystkim udowadniać, że nie jesteś frajerem, a honor to największa wartość jaką się posiada. Wtedy życie toczyło się wolniej, nie interesowała ich polityka, dlaczego w naszym komunistycznym systemie wszystkiego brak, a rodzina z Niemiec czy Stanów (byłeś szczęściarzem posiadając takową) żyję sobie pod dostatkiem korzystając z nowych cudów technologii w Polsce wprost nieosiągalnych. Nie, tu życie młodego mężczyzny jest banalnie proste – liczy się piłka nożna, a z wiekiem do tego grona dołączają również dziewczyny.


„Futbol i reszta” nie jest książką dla wszystkich. To pozycja dla tych, dla których całe dorastanie i późniejsze życie obraca się wokół dwóch słów, a mianowicie – piłka nożna. Wiadomo, że z czasem nasze priorytety się zmieniają – żona, dzieci, praca i tak dalej. Ale ta piłka cały czas tkwi w naszej podświadomości, to piękne wspomnienia jak i pierwsze ważne rozczarowanie w życiu – czyli brak szansy na wygranie Ligi Mistrzów czy granie w Realu Madryt. Tych, którym się udało można zliczyć na palcach jednej ręki. Rzeczywistość jest brutalna. Ale miłość zostaję na zawsze. Boisko łączy ludzi, tu nie ważne jest czy jesteś biedny czy bogaty, nie ważne czy masz ładną czy brzydką laskę, na dodatek, która zdradza Cię z byle jakim leszczem. Nie ważne czy twój ojciec jest świetnie rozwijającym się biznesmenem czy zaszczanym menelem spędzającym czas pod sklepem. Tu się o wszystkim zapomina, liczy się tylko Ty, Twoja drużyna i przeciwnik. I nieważne jak Ci idzie w życiu, jeśli właśnie wygrałeś mecz, strzeliłeś decydującą bramkę przez chwile czujesz się jak młody Bóg, znów jak bohater, którym zawsze w młodości chciałeś zostać. Tak, tak, właśnie takie emocje i refleksje targają mną czytając tą książkę. Od niedawna czytając staram się podkreślać najważniejsze momenty czy cytaty danej książki. W „Futbol i reszta” mógłbym podkreślić wszystko i celnie podsumowując napisać tylko na końcu – tak było. Parafrazując Erica Cantone - Możesz zmienić żonę, poglądy polityczne, nawet religię. Ale nigdy, ale to nigdy nie możesz zmienić swojej ukochanej drużyny". W tej książkę istnieje tylko jedna prawdziwa miłość – piłka nożna.

 

Maciej Porada

Od 2 do 10000 znaków

Znajdź nas na Facebooku