"Czytając moje książki, w każdym z głównych bohaterów, znajdziecie cząstkę mnie" - wywiad z Patrykiem Nowodworskim

Obrazek artykułu
Internet to wspaniały wynalazek, w mgnieniu oka przenosi Cię w dowolne miejsce, bez konieczności wychodzenia z domu. Otwiera on dziennikarzowi zupełnie nowe możliwości, a przede wszystkim pozwala na komunikację ludzi znajdujących się w różnych zakątkach świata i w różnym czasie. W tym ceku możemy posługiwać się pocztą mailową czy komunikatorem. To bardzo ułatwia i przyspiesza naszą pracę.



Dziś mam przeprowadzić wywiad z Patrykiem Nowodworskim. Jest upalny poniedziałek 29 lipca 2013 r. i właśnie rozpoczynam rozmowę z autorem książek Kochanka, Bystry detektyw oraz Pleban. To nietuzinkowa osobowość. Wyszukany sposób bycia, niebywałe wyczucie, to tylko namiastka cech charakterystycznych, jakimi dysponuje bohater mojego wywiadu. Od razu wyczuć można, że jest osobą niezwykle ciepłą i sympatyczną. Jest debiutującym, młodym pisarzem, człowiekiem o szerokich zainteresowaniach, dla którego pisanie jest pasją. Patryk Nowodworski pochodzi z miejscowości Złotniki na północ od Poznania. Na rynku wydawniczym zaistniał w listopadzie 2012 roku powieścią Kochanka. Kolejne dwie Pleban i Bystry Detektyw wydał w kwietniu następnego roku. Wszystkie trzy powieści wydane zostały przez Wydawnictwo Psychoskok w formie elektronicznej (ebook).

 

Agnieszka Marzol: Od kiedy zaczął Pan pisać, jak dawno zrodziła się w Pana głowie chęć pisania? 


Patryk Nowodworski: Pierwsze próby pisania przeprowadziłem już w podstawówce, ale nie było to nic konkretnego. Następną większą próbą, był wspólny pomysł z dwoma innymi osobami napisania komediowego kryminału – trochę w odpowiedzi na film „Kiler” Juliusza Machulskiego. Koledzy się po jakimś czasie wyłamali i zostałem sam na placu boju. Niestety na plik założyłem hasło, które z przyczyn niezależnych zapomniałem i szlag trafił książkę. Mam, co prawda kilkadziesiąt stron wydrukowanych, ale jest to za mało, na szczęście pozostały mi rękopisy, więc może kiedyś? Co do ostatnich książek, to pierwszy został przeze mnie napisany „Pleban” później „Kochanka” a na końcu „Bystry detektyw”. Było to około 2007r.


A.M. Z jakim gatunkiem najchętniej bym się utożsamił?


Właściwie nie ma takiego. Oczywistą rzeczą jest fakt, że nie napiszę żadnej książki naukowej, gdyż moje wykształcenie mi na to nie pozwala, ale reszta? Każdy może napisać wszystko, z tą tylko różnicą, że jeden to zrobi lepiej, inny gorzej. Napisałem trzy książki i każda z nich jest z innego gatunku literackiego. Osobiście najbardziej zadowolony jestem z „Kochanki”. 


A.M. Co w swoich książkach chciał Pan ukazać poza samą fabułą? Czy istnieje jakiś kontekst, który próbował pan, brzydkie słowo „przemycić” w swoich książkach? Coś, na co czytelnik ma wpaść w trakcie czytania? Coś, co jest ukryte, że tak się wyrażę, między wierszami.


P.N. Generalnie chciałem uzyskać „efekt” rozrywki. Chciałem by czytelnik moich książek, przede wszystkim dobrze się bawił, a w przypadku „Plebana” trochę się bał, by choć przez chwilę poczuł „ciarki” na plecach. Nie chciałem niczego przekazywać, przemycać między wierszami. To nie są pozycje dla „buntowników chcących obalić ustrój”. Te historie mówią same za siebie, a i tak każdy z czytelników wyniesie z nich tylko to, co sam będzie chciał. Część czytelników zarzucała mi, że w „Kochance” jest za dużo seksu, ktoś inny zauważył, że to dobra komedia z wyszukanym miejscami humorem (przedstawionym być może i sarkastycznie), tylko trzeba ją uważnie przeczytać. Jedynie w „Plebanie” chciałem zwrócić uwagę ludzi czytających go na problem wybaczania, pracoholizmu i wiary, grzechu i jego przyczyn.  


A.M. Bystry detektyw to kolejna pana powieść. Zaskakuje Pan, komedia, horror a teraz kryminał. Lubi pan eksperymentować?


P.N. Nie wiem, czy jest to kryminał, wie Pani, taki stricte do końca. Moim zdaniem swoją formułą „Bystry detektyw” bardziej wpisuje się w pastiszową odmianę kryminału. Czy lubię poeksperymentować? Właściwie to bardziej chciałem się sprawdzić w różnych kategoriach książek, niżeli poeksperymentować. Chciałem zobaczyć, czy równie łatwo pójdzie mi napisanie horroru, komedii lub kryminału, który notabene sam w sobie zawiera spora dawkę autoironii i humoru. W tym zestawieniu, najlepiej czułem się pisząc „Plebana”, lecz, czy jest on moją najlepszą książką? Patrząc z innego punktu widzenia, ja jako początkujący pisarz, muszę znaleźć jakiś gatunek literacki, w którym będę czuł się najlepiej, bo nie ma chyba autora, który w każdym z gatunków czułby się jednakowo dobrze? Dlatego zobaczę, która z książek sprzeda się najlepiej i wtedy podejmę decyzję, jakie będą moje następne. 


A.M. Co zainspirowało Pana do napisania Bystrego detektywa?


P.N. Właściwie to nie poczułem jakiejś „ewidentnej” inspiracji. Po napisaniu „Kochanki” postanowiłem napisać drugą komedię, ale innej gatunkowo. Wtedy wpadł mi do głowy pomysł, by stworzyć właśnie taką postać – młodego i bystrego człowieka, który w wyniku zażywania (palenia) miękkich narkotyków zostaje wydalony z szeregów poznańskiej policji, co naturalnie zmusza go do szukania innego zajęcia. Zostaje prywatnym detektywem. Wystarczyło wysłać go gdzieś daleko. Dlaczego akurat do Karpacza? Prawdę mówiąc tego nie wiem. Taki miałem pomysł. Lubię góry w każdej postaci i może, dlatego wszystkie swe opowiadane historie umieściłem właśnie w nich.

 

A.M. W swoich książkach rozwija Pan opisy zbliżeń, swoich bohaterów. Znalazłam je w każdej z trzech ebooków, jakie Pan wydał i muszę powiedzieć, że jest ich całkiem sporo. Niektóre są bardzo odważne. Czy podczas pisania najbardziej erotycznych fragmentów nie zastanawiał się Pan, jak będą odebrane przez czytelników?


P.N. Rozumiem, że najbardziej uderza Pani w tym pytaniu do „Kochanki”? Otóż odpowiem tak. Ja bardzo lubię seks. Uważam, że jest on nam ludziom bardzo potrzebny. Jest to najbardziej fizyczna forma bliskości. W małżeństwie najważniejszą formą bliskości jest właśnie ta intymna (gorąca i wilgotna). To przez jej brak najczęściej rozpadają się związki, ponieważ braki w seksie prowadzą do kłótni, zdrad, czy że tak powiem – zlodowacenia związku. Dlatego ciężko jest opowiedzieć jakąkolwiek historię dwojga, trojga czy jeszcze większej liczby bohaterów nie wtrącając w nią seksu. Poza tym uważam, że wbrew „publicznej” opinii ludzie lubią czytać o seksie, wystarczy wspomnieć w tym miejscu o niektórych pozycjach, które zarobiły miliony. Pisząc „Kochankę” musiałem choćby z samego faktu tytułu, umiejscowić w niej kilka „rozbieranych” scen. Ktoś napisał, że książka jest napisana z punktu widzenia mężczyzny. A z jakiego miała być napisana, skoro ja – jej autor – jestem mężczyzną? Jedyne, co można jej w tej kwestii zarzucić to to, że opisując sceny seksu używam „brutalnego słownictwa”, ale nawet to, wierząc niektórym opiniom, wcale ludziom nie przeszkadza. Dla mnie osobiście „Kochanka” jest przede wszystkim zajebistą komedią sytuacyjną, z bardzo dobrymi dialogami, książką, w której czytelnik znajdzie średnią dawkę erotyki. Jest świetną rozrywką dla jakiejś pary np. na wspólny intymny wieczór. A czy zastanawiałem się jak to odbierze czytelnik? Nie. Prawdę mówiąc nie bardzo mnie to interesowało, bo gdybym miał się nad tym zastanawiać, to musiałbym na wszelki wypadek unikać słów (pedał, czarnuch lub Żyd), gdyż zawsze ktoś mógłby poczuć się dotknięty.


A.M. Jak długo przygotowywał się pan do napisania Plebana? O czym tak naprawdę jest ta powieść z Pana punktu widzenia?


P.N. Specjalnie się do jej napisania nie przygotowywałem, ale inspiracją do jej napisania był dla mnie rzeczywisty budynek, w którym w 2007r. razem z rodziną byłem na wakacjach. Kuchnia, w której częściowo dzieje się akcja powieści, jest dość dokładnie przeniesiona z tej, którą zapamiętałem. Podobnie jest z pozostałymi pomieszczeniami, oczywiście z mniejszym lub większym podobieństwem. Pomyślałem wtedy, że byłoby to fajne miejsce do umiejscowienia w nim tej historii. Siedząc później przed monitorem komputera wymyśliłem trzon opowieści, wokół którego zbudowałem rusztowanie owej historii. Pisząc ją, często sam czułem na sobie dreszcz podniecenia, gdyż żeby to wszystko opisać, najpierw musiałem to sobie wyobrazić. A o czym jest? Opowiada o duchach, które przez siły wyższe zostały zmuszone do odbycia pewnej formy pokuty za swoje grzechy. Z uporem maniaka wracają w to samo miejsce (budynek), ponieważ to właśnie w nim losy ich życia zbiegły się ze sobą. To tutaj przydarzyły się wszystkie grzechy i ich konsekwencje. Dlaczego jednym z głównych bohaterów to ksiądz? Tego nie wiem. Nie umiem wyjaśnić, dlaczego takimi torami puściłem tę opowieść. Nigdy nie zastanawiam się nad całą historią, ja wymyślam tylko ogólny jej zarys, a następnie pozwalam samej się jej toczyć, tudzież tworzyć. Można powiedzieć, że ja tylko wciskam klawisze na klawiaturze, reszta powstaje sama. Dopiero, gdy już napiszę całość, czytam ją i ewentualnie poprawiam, dopowiadam pewne myśli, których nie napisałem. Uznałem również, że do walki z demonem i jego grzechami, najbardziej odpowiednim orężem będzie światło Chrystusa, ale jednocześnie nie chciałem mieszać w to jakiegoś egzorcysty, gdyż wierzę, że Jezus przyjdzie każdej owieczce z pomocą, jeśli tylko będzie w niego szczerze wierzyć i bardzo go potrzebować.


A.M. Czy w trakcie tworzenia myśli Pan o tym, co pomyśli odbiorca Pana książek?


P.N. Nieszczególnie. Ja tworzę swoją książkę, swój świat, do którego później zapraszam czytelnika, ale nie tworzę go pod niego. Jemu ten mój świat albo się spodoba, albo nie. Uważam, że żaden pisarz się nad tym nie zastanawia, bo inaczej by zwariował. Proszę sobie wyobrazić, że autor myśli o swoich odbiorcach. O których miałby myśleć? O tych, co nie lubią np. homoseksualistów albo seksu, czy wręcz przeciwnie? Przecież nikomu nie uda się wszystkich zadowolić. No chyba, że w Pani pytaniu nie chodzi o to, co pomyśli sobie czytelnik o książce, tylko o autorze, którego książkę właśnie czyta? Obojętnie, z której strony spojrzymy na to pytanie, nigdy nie uzyskamy zadowalającej odpowiedzi. Jeśli popatrzymy od strony „dzieła”, to zawsze znajdzie się kilka osób, kilkoro czytelników, którym dana pozycja nie będzie się podobać innych może nawet odstraszać, a jeszcze innych fascynować. Jeżeli natomiast spojrzymy od strony autora, to prawdziwy jest jeden fakt. Jeśli pisarz pisze w osobie trzeciej, to czytelnik traktuje go łagodniej, jeżeli jednak tworzy w osobie pierwszej, wtedy większość jego czytelników bezpośrednio utożsamia autora z głównym bohaterem i albo zaczyna darzyć go szacunkiem albo pogardą. Dlatego np. jak moja mama czytała moje powieści, zawsze miała moralne skrupuły. Niby wiedziała, że to tylko proza, ale zawsze przed oczami wyobraźni miała moją osobę. Myślę, że dla niej było dużo trudniej przeczytać moje książki, niż mi je napisać. Pewnie też dlatego moja żona nie chce ich przeczytać.


A.M. W jaki sposób czerpie Pan radość z życia? Co sprawia, że jest Pan szczęśliwy i zadowolony z dotychczasowych osiągnięć, a co rodzi w Panu negatywne emocje?


P.N. Jak ja mam odpowiedzieć na tak „szeroko” postawione pytania? Nie da się w jasny i czytelny sposób podać „sposobu” na osiągnięcie radości z życia. Ktoś albo czerpie albo nie czerpie radości z życia. Szczęście i zadowolenie z dotychczasowych osiągnięć, przede wszystkim określa punkt, z którego się na nie patrzy. Mam fajną żonę i cudowne dzieci, razem tworzymy tzw. podstawową komórkę społeczną. Mieszkamy, co prawda w małym, ale własnym domku jednorodzinnym, na obrzeżach Poznania, więc tutaj powiedzmy, że osiągnąłem punkt szczęścia lub zadowolenia, jak kto woli. Jednak ja zaczynając pisać, albo nie, w momencie, od kiedy moje e-booki pokazały się na rynku chcę być pisarzem, utrzymać się z tego, że tak się wyrażę – zawodu. Niestety na razie nie jest tak różowoL Niemniej, dla mnie osobistym i ważnym osiągnięciem, już był sam fakt, że ktokolwiek zechciał kupić moje e-booki.


A.M. Niektóre książki pozwalają czytelnikowi marzyć, a inne stawiają go twarzą w twarz z rzeczywistością - a jak jest z Pana ebookami?


P.N. Napisałem trzy e-booki, ale żaden z nich ani nie pozwala marzyć, ani nie stawia czytelnika twarzą w twarz z rzeczywistością. Moim zdaniem, jak i też celem, nie było napisania fantastyki, rzewnego romansu czy rzeczywistej do bólu obyczajówki. Ja chciałem dać czytelnikowi jakąś dawkę rozrywki. Chciałem, by ktoś, kto kupi moją książkę, mógł później miło spędzić czas. Zrelaksować się, może trochę się pobać.


A.M. Czy może zastanawiał się pan nad napisaniem (stworzeniem) typowego erotyku? Pytam z racji tego, że w Pana powieściach jest całkiem sporo śmiałych opisów erotycznych, ale książki same w sobie nimi nie są?


P.N. Zastanawiałem się i takowego nie wykluczam. Niemniej czysty erotyk byłby moim zdaniem zbyt nudny, dlatego jeśli już takowego napiszę, „ubiorę” go w jakąś historię. Poza tym na rynku jest dosyć dużo poważnych tytułów, znanych autorów. Napisać dobry erotyk, gdzie popyt na takie książki jest ograniczony, na pewno nie będzie sprawą prostą. Sam opis kopulacji dwojga ludzi jest dość łatwy, ale napisać sto lub więcej stron tylko o tym, już takie nie jest. Jeśli jednak miałbym się za takiego zabrać, to na początku musiałbym wymyślić ciekawą fabułę. Idealnym rozwiązaniem w tym wypadku byłoby coś na kształt „Kochanki”, w której jak Pani sama zauważyła, seksu nie brakuje.


A.M. Czy Pana życie prywatne, jest równie kolorowe, dynamiczne i ciekawe jak bohaterów Pana książek? Pana bohaterowie przeżywają na przemian wiele przygód, stawiani są w różnych życiowych sytuacjach, przeżywają ból, cierpienie, ale także szczęście, euforię i zauroczenie. Jak to jest z Panem? Opowie nam Pa coś o sobie?


P.N. Moje życie jest nudne i przewidywalne. Mówiąc nudne nie mam tu na myśli jakiegoś rozgoryczenia, czy czegoś takiego, po prostu nie jest tak przebojowe, jakie przeżywają moi bohaterowie. Pisząc te książki, była to moja forma ucieczki w wirtualny świat, do którego z samego początku tylko ja miałem dostęp. Pisząc książki czy opowiadania, poczułaby się Pani, jak na seansie w kinie, z to wszak różnicą, że przed monitorem komputera, to Pani jest scenarzystą i reżyserem. To pani wymyśla dialogi. Przeżywa Pani to, co pisze, emocje fizyczne związane z opisywaniem seksu, czy ciarki na plecach w momentach opisywania zjaw.

Opowiedzieć o sobie tak z samego siebie?

Powiem krótko, czytając moje książki, w każdym z głównych bohaterów, znajdziecie cząstkę mnie.


A.M. Czego chciałby Pan sobie życzyć, co chciałby aby się spełniło? Oczywiście poza sukcesem zawodowym.


P.N. Za dużo rzeczy bym sobie życzył, aby ująć to w jednym zdaniu. Na dzień dzisiejszy chciałbym więcej zarabiać, by móc spokojniej patrzeć w przyszłość (w końcu jestem żonaty i mam dwójkę dzieci), a z tych marzeń, które mogłoby się spełnić, to chciałbym na tyle dużo sprzedać książek, by stać się rozpoznawalnym.

 

A.M. Bardzo dziękuję, za rozmowę, miło mi było mieć możliwość poznać Pana. Życzę powodzenia oraz sukcesów. Z niecierpliwością czekamy na kolejne Pana dzieła. A zainteresowanych twórczością Patryka Nowodworskiego odsyłam do strony autorzy365.pl a także do bloga autora.

 

Od 2 do 10000 znaków

Znajdź nas na Facebooku

Partnerzy

Subiektywnie o książkach
Dwumiesięcznik SOFA
Wydawnictwo Psychoskok
Wydawnictwo MG
Kuźnia Literacka
Zażyj Kultury
Fundacja  Polonia Union
Kulturalne rozmowy