Przemysław Liziniewicz

Awatar użytkownika
Strona autora
Autor autobiograficznych opowiadań zawartych w utworach pt. "Odmienna wizja świata" i "Religia dłoni".

W listopadzie ub. r. skończyłem 54 lata. Po szkole podstawowej podjąłem naukę w Średnim Studium Zawodowym o kierunku Społeczno Prawnym. Później rozpocząłem pracę w Hucie Warszawa w charakterze robotnika. Resztę życia widziałem, jako ciąg niekończącej się podróży dookoła świata własnym jachtem. Podróżować zamierzałem samotnie. To być może istotna cecha mojej osobowości. Zwykło się ją określać mianem mizantropii. (Chociaż to mało dokładne.) Nawet rozpocząłem budowanie owego jachtu. Prace znajdowały się w fazie zaawansowania. Stał gotowy kadłub. Niestety, okoliczności zmusiły mnie do porzucenia planów związanych z morzem. Ich realizacja sprowadziła się do kilku rejsów po naszych wodach przybrzeżnych i osłoniętych. Później podjąłem pracę w niewielkiej firmie nagrywającej kasety z muzyką z gatunku Pop-Jazz. Przede wszystkim projektowałem okładki, ale zajmowałem się także innymi rzeczami. We wczesnych latach 90 wstąpiłem do szkoły o profilu ezoterycznym. Jej dźwięczna nazwa brzmiała: Akademia Astrobiologii. (Wbrew pozorom nie wykładano tam niczego na temat występowania życia w kosmosie.)

W końcu lat 90 pojawiły się u mnie ciężkie i przewlekłe choroby (żołądek i stawy). Jeszcze później opiekowałem się matką, która zniedołężniała i popadła w chorobę psychiczną. Od chwili jej śmierci zajmuję się psychotroniką, ezoteryką i oczywiście pisaniem. Cokolwiek napiszę – miało miejsce w rzeczywistości. Jakkolwiek pewne sprawy zdają się brzmieć mało wiarygodnie i niektórzy są przekonani, iż co najmniej przesadziłem (zwłaszcza jeśli idzie, o rzeczy ciekawsze. Ale ja właściwie, to nie umiem konfabulować i wspomniane opinie są mi w smak (a niech sobie uważają, że zmyśliłem). W każdym razie za każdym razem stwierdzam, iż faktycznie mające miejsce zdarzenia są ciekawsze, od czegokolwiek, co mógłbym wymyśleć. Rodziny nie założyłem i z takim zamiarem nie noszę się, jakkolwiek kiedyś było inaczej.

Przed dwoma laty przeniosłem się z Warszawy do Żyrardowa, gdzie jak na razie pozostaję. Na przeprowadzkę wpłynął czynnik ekonomiczny. Wszakże obecnie nie jestem pewny, czy postąpiłem słusznie. Tu jest takie bezrobocie, że ludzie stąd jeżdżą do pracy w stolicy. Mieszkam sam z dwoma kotami. Nie chciałem żadnego, to mam dwa. O tym, jak wszedłem w ich posiadanie też pisałem. Ten, o którym była mowa w opowiadaniu zatytułowanym Mrówki, już nie istnieje. Miał raka. Zamiast niego jest inny. Muszą być dwa.

Książki autora

Od 2 do 10000 znaków

Znajdź nas na Facebooku

Partnerzy

Subiektywnie o książkach
Dwumiesięcznik SOFA
Wydawnictwo Psychoskok
Wydawnictwo MG
Kuźnia Literacka
Zażyj Kultury
Fundacja  Polonia Union
Kulturalne rozmowy